Góra jak ogród

Niedostępna. Święta. Republika dwóch tysięcy mnichów, do której kobiety nie mogą zbliżyć się na odległość mniejszą niż 500 metrów. Opowiada o niej o. Tomasz Grabowski, dominikanin, który spędził tam ponad miesiąc.

W sklepikach przylepionych do cerkwi w Jabłecznej, Supraślu czy na tonącej wśród drzew Grabarce, obok książek o Serafinie z Sarowa i Iwanie Cudotwórcy, znajdziemy również kadzidła, olejki i świece. Sporo z nich, zamiast wszędobylskiego „Made in China”, zawiera etykietkę: „Oryginalny produkt ze świętej góry Athos”. Czym jest ten grecki półwysep, na którym wyrósł prawdziwy las monasterów, kaplic i eremów?

500 metrów od pokusy

Turysta może zostać w republice mnichów jedynie 4 dni. By dostać się na Athos, musi uzyskać zgodę przedstawicieli największych klasztorów. Nie ma tu turystycznej samowolki. Nieczęsto zdarza się spotkać katolickiego księdza, któremu udało się przebywać na Świętej Górze dłużej niż zwykłemu turyście. Jeszcze kilkanaście lat temu byłoby to właściwie niemożliwe. Ojciec Tomasz Grabowski, szef Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, był na Athosie dwukrotnie i spędził wśród mnichów ponad miesiąc. – Athos – zwany Ogrodem Bogurodzicy – to serce Kościoła greckiego i prawosławnego chrześcijaństwa – wyjaśnia dominikanin. Prawosławni na całym świecie traktują tę wysoką na ponad 2 tys. metrów górę jako duchowe centrum. Na półwyspie mieszka dziś około 2 tysięcy mnichów, wśród których jest wiele duchowych autorytetów współczesnego prawosławia. Półwysep ma wymiary 60 na 12 kilometrów. To tu od ponad tysiąca lat, kontynuując tradycję egipskich Ojców Pustyni, mnisi modlą się i pracują w klasztorach i pustelniach. Athos jest okręgiem autonomicznym zależnym od Grecji.

Wjazd do osiadłej na cyplu Półwyspu Chalcydyckiego republiki mnichów odbywa się drogą morską przez przystań w Ouranopoli. Na jej terenie nie mogą przebywać kobiety (nawet zwierzęta hodowlane na wyspie są jedynie płci męskiej). Statki, na których pokładzie znajdują się kobiety, nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą niż 500 metrów. Athos nie jest duchowym monolitem. To różnorodna społeczność Greków, Rosjan, Rumunów, Serbów, Bułgarów i Gruzinów. I tu, na spalonej słońcem skale, widać tarcia między wspólnotami, tymi, które za stolicę prawosławia uznają Bizancjum, i tymi, które twierdzą, że od wieków znajduje się ona w Moskwie. Pierwsi mnisi osiedlili się tu pod koniec VIII stulecia, ale za początek zorganizowanego życia monastycznego uważa się powstanie w 963 r. Wielkiej Ławry.

Traktat o obieraniu cebuli

– Na Świętej Górze znajdziemy pełen przegląd prawosławia i całą gamę postaw wobec katolików: od życzliwości i przyjaźni po wyraźny dystans i odrzucenie – opowiada o. Grabowski. – Ja miałem szczęście spotkać się wyłącznie z wielką życzliwością i otwartością. Ujęła mnie gościnność mnichów – jedna z podstawowych cech mieszkańców tej Góry. Moja podróż rozpoczęła się wiele lat temu… w Jarosławiu. Na festiwal „Pieśń naszych korzeni” przyleciał ojciec Spirydon Mikragiannanitis, przełożony Mniejszego Skitu Świętej Anny. Zaprosił nas do siebie. Po kilku latach ponowił zaproszenie. Dlaczego miałbym nie skorzystać z tej propozycji? Spakowałem się i poleciałem do Grecji. Rozmawialiśmy przez tłumacza, bo z o. Spirydonem można rozmawiać w języku greckim albo… greckim – wybucha śmiechem dominikanin. – Dziś czynnych jest 20 klasztorów i kilkaset kelionów, pojedynczych domów mnichów lub wspólnot. Większe zgrupowanie takich pustelni nazywa się skitem. Kelion to dom mnicha, który postanowił zamieszkać w samotności. Jeśli dołączą do niego następni, wówczas staje się ich przełożonym. Do każdego kelionu przylega maleńka cerkiew, często wielkości pokoju. Niczego w niej nie brakuje. Jest ikonostas, jest sanktuarium, freski na ścianach, stalle i pulpity na liturgiczne księgi. Szczególnie pielęgnowanymi na Athosie cnotami są pokora i gościnność. Pokora nie polega na jakimś przesadnym uniżeniu, ale na byciu tym, kim się jest, bez doprawiania sobie duchowych szczudeł i udawania kogoś mądrzejszego czy bardziej pobożnego niż w rzeczywistości – opowiada dominikanin. – Zdumiewało mnie to, że mnisi zachowywali się dokładnie tak samo przy obieraniu cebuli, gotowaniu zupy i w cerkwi. Nie udawali.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • pytajnik
    15.01.2012 00:55
    Wiesz, nie chodzi o to, że zakonnicy czy zakonnice czy jeszcze jakieś inne wspólnoty nie maja prawa wprowadzać swoich zasad na swoim terenie. Oczywiście, że mają. Chodzi o pewien sposób mówienia/pisania o tym tak, żeby było jasne: każdy człowiek może się czuć w Kościele kochanym dzieckiem Bożym i każdego Bóg zaprasza na jego własną, piękną i niepowtarzalną drogę. Nauka Kościoła w tej kwestii jest jasna: równa godność wszystkich ludzi, a zarazem szacunek dla inności obu płci, odmiennych ról, itd.
    Przerzucanie się tym, czy więcej "krzywd" czynią żony mężom czy mężowie żonom chyba nie ma większego sensu:)Pewnie po obu stronach można by znaleźć sporo "grzeszków". Może rzeczywiście nie ma sensu dłużej o tym debatować, bo chyba każdy mówi trochę o czym innym i się rozmijamy.
  • KaeL
    15.01.2012 10:47

    No widzisz Viator przeczytales co chciales.
    To ja napisze inaczej: czy jest mozliwa w Kosciele przestrzen TYLKO dla kobiet? Czy kobiety moga powiedziec jak mnisi na Atos: od naszego klasztoru 500 m jest strefa zakazana dla WSZYSTKICH mezczyzn?

    Odpowiedz jest : NIE. Nawet, gdyby chcialy, nie moga sobie na taka "przestrzen tylko dla kobiet" pozwolic. Bo co z Eucharystia i innym sakramentami?

    I dlatego sie zastanawiam, dlaczego mezczyznom w Kosciele bez problemu wolno (u nas to np kameduli) i jest to wrecz chwalebne, a kobiety szansy nie maja, zeby (w Kosciele) takie "cieple gniazdko" sobie uwic? Bez zadnych przeszkod duchowych i fizycznych od "drugiej plci".

     

    I jeszcze inaczej: od kobiety oczekuje sie, ze kazdego przyjmie, kazdego ugosci, jak ewangeliczna Marta, choc Pan Jezus ja zganil. A mezczyna? Moze najpierw zapytac o plec goscia? Bo "on wybral lepsza czastke i niech kobieta sama sie o siebie martwi".

    I gdzie tu wspolnota i sluzba jedni drugim? Podziwiam wszystkie zakonnice i zakonnikow i niech mnisi na gorze Atos dalej daza do doskonalosci, tak jak oni ja rozumieja, w oderwaniu od "zlego swiata (kobiet)". Ale nie jest to taka doskonalosc, jak ja ja z Ewangelii rozumiem.


    A takie slogany:
    Bo mężczyźni zasadniczo potrafią uszanować wolę innych, w tym kobiet. Kobiety mają tendencję do totalitaryzmu. Chcą wszystko sobie podporządkować.

    Nie przyblizaja wzajemnego zrozumienia. Jak "mezczyzni potrafia uszanowac wole innych" to widac w historii z wojnami, gwaltami i przemoca. No chyba, ze uwazasz, ze temu tez byly winne kobiety...

    Masz racje. Szkoda wiecej slow...

  • pytajnik
    15.01.2012 15:41
    Ja - dla uściślenia - mam tylko to na myśli, żeby pisać/mówić tak, żeby nie tworzyć mylnych wrażeń co do nauki Kościoła na temat płci, itp. Uważam, że uwydatnienie w nagłówku tekstu świętości tego miejsca i skojarzenie tego z nieobecnością w nim kobiet może tworzyć u wielu osób (być może przewrażliwionych, ok, ale ludzie tacy są) mylne wrażenie - np. że ta góra może być taka piękna i święta, bo nie ma tam kobiet. Nie podejrzewam autora tekstu o brak wiary w godność każdego człowieka, itp - zresztą bardzo cenię jego teksty - ale chodzi mi o dbałość o to, jak się mówi, pisze, żeby była pełna jasność, że każdy w Kościele może czuć się szanowany, kochany. Czasami przez takie trochę dwuznaczne sformułowania dajemy ludziom niewierzącym okazję do tworzenia zarzutów wobec Kościoła - że tam się nie szanuje kobiet, itd. W istocie uważam, że tak nie jest, ale warto dbać o czytelność przekazu...
  • Kobieta
    15.01.2012 19:49
    Hmmm, szczerze ciekawi mnie, co na to Pan Bóg - Stwórca. I chyba znam odpowiedź - mimo "tamtych" czasów Jezus rozmawiał ze wszystkimi i myślę, że kobiety w Jego towarzystwie czuły się naprawdę godnymi kobietami. I to jest najważniejsze. A że grupa mnichów z jakiś racji nie chce widzieć u siebie kobiet? To w ich problem. Ludzki problem, a nie Boski. Wiele niedoskonałosci w nas-ludziach. Kobiety, nie przejmujmy się - Bóg nas zbawia, anie wizyta na Górze Athos.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama