Nasza wspólna sprawa

Rozpoczyna się kolejny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Sprawie pojednania chrześcijan modlitwa jest dziś na pewno bardzo potrzebna.

Kiedy rodził się ruch ekumeniczny chodziło przede wszystkim o zlikwidowanie zgorszenia, jakim w głoszeniu Chrystusa nie znającym Go był podział między chrześcijanami. Jakie znaczenie dla kogoś, kto miał Go przyjąć miało akcentowanie sprawy darmowej Bożej łaski w usprawiedliwieniu czy podkreślanie znaczenia uczynków? Jaki sens miały spory o to czy uznawało się zwierzchnictwo papieża z Rzymu czy patriarchy z Aleksandrii? Wzajemne animozje między chrześcijanami tylko odstręczały i ciągle odstręczają od Chrystusa. Bo głoszący miłość sami serdecznie się nie znoszą. Jak można im wierzyć?

Dziś coraz wyraźniej pojawia się w świecie drugi ważny powód dla wzmożenia ekumenicznych wysiłków. Prześladowania. Niechęć do chrześcijan jest „ekumeniczna”. Jeśli bronią wartości ewangelicznych dla zwolenników „postępu” nie ma znaczenia ich przynależność konfesyjna. A krew zabijanych dla Chrystusa katolików, Koptów czy członków wspólnot ewangelikalnych jest jednakowo czerwona. Tymczasem w dążeniu do jedności przeżywamy wyraźny zastój. Jeśli nawet nie regres.

Po stronie katolickiej pojawia się coraz więcej kontestujących ekumenizm. Nie ma znaczenia, że najczęściej go nie rozumieją biorąc zań sprzeczne z zasadami zdrowego ekumenizmu rozmywanie różnic. Takiej postawie sprzyja swoisty sukces, jakim w ostatnich latach było ustanowienie ordynariatu dla byłych anglikanów. Już pojawiają się pomysły – i to samego prefekta Kongregacji Nauki Wiary – że podobny można by stworzyć dla chcących przejść do Kościoła  katolickiego, ale zachować swoje tradycje, protestantom. To przecież tylko jakaś proteza.

Tymczasem jeśli chodzi o rozwiązania globalne od lat stoimy w miejscu. Od głośnego podpisania z luteranami Wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu, wieńczącej zresztą lata dialogu na inne tematy, minęło już ponad 12 lat. Dalszych istotnych kroków nie zrobiliśmy. Spotkanie z prawosławnymi w Rawennie w 2007, początkowo ogłoszone jako wielki sukces w wypracowaniu wspólnego stanowiska w sprawie papieskiego prymatu – właściwie jedynego poważnego problemu dzielącego katolików i prawosławnych – po roku okazało się niewiele znaczące. Jego ustalenia z powodu wewnatrzprawosławnych sporów zostały odrzucone przez największy Kościół prawosławny – Moskwę. A na zapowiadane od dziesięcioleci rychłe zwołanie panprawosławnego soboru jakoś ciągle się nie zanosi.

Także na naszym polskim podwórku niewiele się dzieje. Parę dni temu jako bezprecedensowy sukces odtrąbiono wydanie przez Polską Radę Ekumeniczną i Konferencję Episkopatu Polski wspólnego apelu ekologicznego. Przygotowywany od paru lat w końcu ujrzał światło dzienne. Tymczasem znacznie ważniejszy wspólny dokument w sprawie małżeństw mieszanych ciągle jest konsultowany (tekst projektu TUTAJ). Skoro przez półtora roku nie ma wieści co się z nim dzieje znaczy, że póki co sprawa została odłożona.

Młyny kościelne mielą powoli – mawia się czasem. To prawda. Jednak tempo w jakim posuwają się sprawy dotyczące pojednania między chrześcijanami wskazują raczej na to, że tak naprawdę nie zależy nam na usunięciu zgorszenia, jakim jest podział chrześcijan. Modlitwa jest więc bardzo potrzebna. Także modlitwa tych, którzy sprzeciwiają się dzisiejszym działaniom na polu ekumenizmu. Jeśli powierzymy Bogu tę sprawę On już zrobi z nią, jak uzna za słuszne.  A o to przecież chodzi.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama