Śmierć chrześcijanom

W Nigerii znowu płoną chrześcijańskie świątynie. Ofensywa armii przeciw muzułmańskim dżihadystom z Boko Haram nie uspokoiła sytuacji.

Ostatni, czerwcowy atak był typowy: uzbrojone grupy integrystów muzułmańskich wtargnęły jednocześnie do czterech dużych wsi w północno-wschodnim stanie Borno. Kościoły, które są tam często większymi, krytymi słomą chatami, podpalono butelkami z benzyną. Zapłonęły też zapasy zboża mieszkańców, bydło zostało zabite bądź uprowadzone. Przewodniczący Episkopatu Nigerii Ignatius Ayau Kaigama nie był w stanie potwierdzić, czy zginęli ludzie, bo w regionie trwa operacja wojskowa przeciw Boko Haram i nie ma żadnej łączności nawet ze stolicą stanu Borno Maiduguri, siedzibą biskupstwa. Kiedy w połowie maja prezydent Nigerii Goodluck Jonathan zadekretował stan wyjątkowy w trzech północnych, podsaharyjskich stanach kraju, nigeryjski episkopat podszedł do tego sceptycznie. To nie pierwszy w ostatnich latach stan wyjątkowy w tym regionie.

Arcybiskup Kaigama podkreślił, że poprzednie operacje wojskowe „nie dały rezultatów. Wprost przeciwnie, w czasie stanu wyjątkowego przemoc wzrosła”. Kościół nigeryjski uważa na ogół, że siłą trudno będzie pokonać Boko Haram. Biskupi zwracają uwagę na prawdziwą przepaść ekonomiczną między chrześcijańskim południem kraju, bogatym w ropę naftową i urodzajne ziemie, a muzułmańską północą, suchą i biedną. Krwawy konflikt, trwający od 2009 r., jest bez wątpienia konsekwencją skandalicznych często zaniedbań administracji. Niestety, nigeryjski aparat rządzący przyczynił się do radykalizacji Boko Haram. Prezydent Jonathan podjął obecną ofensywę na północy za namową Amerykanów, w ramach „wojny z terroryzmem”. Na początku czerwca Stany Zjednoczone wyznaczyły rekordową w Afryce nagrodę za informacje, które przyczynią się do schwytania przywódcy Boko Haram Abubakara Shekau – 7 mln dolarów. To suma dla miejscowych tak niebotyczna, że właściwie abstrakcyjna. W stanie Borno trzy czwarte ludności żyje poniżej progu nędzy – to krajowy rekord. Tylko 2 proc. dzieci zostało tu zaszczepionych przeciw chorobom zakaźnym. Dostęp do edukacji pozostaje bardzo ograniczony: 83 proc. młodzieży to analfabeci. Prawie połowa muzułmańskich dzieci, od najmłodszych lat pracujących na polach, nigdy nie była w szkole, nawet koranicznej. Na tym podłożu wyrosła siła Boko Haram.

Mała sekta, która urosła

Islam pojawił się na północy Nigerii już w IX wieku, ale pierwsze naprawdę zorganizowane wystąpienia polityczne nigeryjskich mahometan nie mają więcej niż 30 lat. Szariat – prawo muzułmańskie – zaczął obowiązywać w 12 północnych stanach dopiero w 2000 roku, a i dzisiaj nie jest specjalnie przestrzegany, bo w wielu regionach nawet znajomość Koranu pozostaje problematyczna. Powstanie sekty sponsorowała Arabia Saudyjska, sojusznik Stanów Zjednoczonych. Założyciel Boko Haram Mohammed Jusuf studiował teologię w Medynie. Kiedy na początku obecnego wieku wrócił do kraju, był 30-letnim wiejskim duchownym w swoim rodzinnym stanie Yobe, sąsiadującym z Borno. Jego kazania na wiejskich targach szybko przyniosły mu sławę: występował z gwałtowną krytyką władz w Abudży (stolicy kraju), nawoływał do „prawdziwego” wprowadzenia szariatu i przy okazji piętnował różne produkty przemysłu spożywczego, jak przyprawy maggi czy batony mleczne. To może wydać się bardzo egzotyczne, ale tego typu postulaty stały się od około ćwierćwiecza pewną tradycją sekt muzułmańskich z północy – np. ruch Maitatsine posunął się do zakazu noszenia zegarków.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama