Eksterminacja chrześcijańskiego Wschodu

Świat zachodni przegapił największą tragedię XXI wieku: eksterminację chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Wkrótce mogą zostać po nich wyłącznie spalone kościoły, puste domy i dwa tysiące lat historii.

Tu już nie chodzi o incydentalne przypadki dyskryminacji ani nawet o bardziej zorganizowane i regularne prześladowania w poszczególnych krajach. Chrześcijaństwu na Bliskim Wschodzie, czyli we własnej kolebce, grozi całkowite wymazanie z mapy społeczno-religijnej tego regionu świata. W czasie gdy na Zachodzie karierę robiła walka z mitycznym ociepleniem klimatu i wydumaną homofobią, gdy ekoterroryści przypinali się do drzew w obronie unikatowych gatunków owadów przed budującymi się autostradami, a rozkapryszone gwiazdy show-biznesu i politycznie poprawne pięknoduchy płakały nad rzekomym prześladowaniem kiczowatych artystek-skandalistek marki Pussy Riot – w tym samym czasie w wielu krajach muzułmańskich drastycznie malała liczba chrześcijan. Nie z powodu spadającej liczby urodzeń, ale z powodu nadmiernej umieralności – na skutek zamachów, podpaleń, masowych mordów – a przede wszystkim w wyniku prawdziwego exodusu na niespotykaną dotąd skalę. Kawiorowi obrońcy praw człowieka do dziś jednak nie chcą nazwać tych tragedii po imieniu: współczesny holokaust chrześcijan jest jednym z największych pogromów w dziejach ludzkości.

Ziemia Jezusa bez chrześcijan

Jeszcze w II połowie XX wieku co piąty mieszkaniec Bliskiego Wschodu był wyznawcą Chrystusa. Dziś zaledwie 4 proc. populacji tego regionu stanowią chrześcijanie. Ich odpływ zaczął się jednak już na początku minionego stulecia. Najpierw exodus Ormian w czasie I wojny światowej, potem grecko-prawosławny exodus z Egiptu w latach 50. XX wieku. Przyczyną są także ciągnące się od dekad konflikty wewnętrzne w poszczególnych państwach regionu. W tym ostatnim przypadku dobrą ilustracją jest sytuacja w Ziemi Świętej: na przykład w Betlejem w latach 60. XX wieku chrześcijanie stanowili ok. 90 proc. populacji, dziś to już grubo mniej niż połowa. W samej Jerozolimie w ciągu niespełna 70 lat liczba mieszkańców spadła o połowę. Według prognoz ONZ, chrześcijanie w Izraelu i Palestynie przetrwają jeszcze maksymalnie dwa pokolenia.

Z największym od lat exodusem mieliśmy do czynienia w Iraku – to efekt zachodniej agresji na ten kraj (której dokonano pod fałszywym pretekstem szukania broni chemicznej), z którego uciekła już większość chrześcijan, zamieszkujących te ziemie od czasów pierwotnego Kościoła. Przed wojną w 2003 roku Irak zamieszkiwało ok. 1,4 mln chrześcijan, dziś to już mniej niż 300 tys.! Padli oni ofiarą zemsty islamistów, uznających chrześcijan za sprzymierzeńców najeźdźców z Zachodu. Jeden z najbardziej krwawych ataków na społeczność chrześcijan miał miejsce 31 października 2010 roku, gdy islamscy rebelianci zabili 44 wiernych oraz dwóch księży w syryjsko-katolickiej katedrze w Bagdadzie. Była to katastrofa, która sprawiła, że chrześcijanie zaczęli masowo uciekać z Iraku. Patriarcha Kościoła chaldejskiego Louis Sako mówił, że w Iraku było kiedyś 300 kościołów. Dziś zostało tylko ponad 50 i nawet te wciąż są celami ataków. Według danych organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, tylko w latach 2003–2010 milion irackich chrześcijan musiało opuścić swoje domy, pół miliona chrześcijan przebywało w obozach dla uchodźców; w tym czasie zamordowano 50 duchownych i ponad 3000 wiernych.

Powtórka z Iraku

Podobny scenariusz może rozegrać się po spodziewanym ataku amerykańskim na Syrię (do której zresztą uciekali najpierw chrześcijanie iraccy) i kolejne starożytne Kościoły znikną z własnej ojczyzny. To zresztą ma miejsce już teraz, odkąd w syryjskiej rebelii coraz silniejsze stały się bojówki muzułmańskich ekstremistów. Fizyczna likwidacja chrześcijaństwa w tym kraju to przemilczany „efekt uboczny” wsparcia Zachodu dla walczących z reżimem sił tworzących Wolną Armię Syryjską. Organizacje kościelne już donoszą, że z najbardziej zbuntowanego miasta Homs aż 90 proc. chrześcijan uciekło z powodu nagłego wzrostu przemocy na tle religijnym. Bojówkarze chodzili od domu do domu i kazali im się wynosić w ciągu kilku minut. Dla jasności na murach pojawiły się napisy: „Chrześcijanie do Bejrutu!”. Syrię zamieszkiwała dotąd jedna z najstarszych wspólnot chrześcijańskich. I chociaż od wieków krajobraz zdominowany jest przez minarety stojące przy meczetach, to między nimi można dostrzec również liczne kościoły. Niektóre z nich pamiętają pierwsze wieki po Chrystusie. W Maalula, wiosce położonej 1700 m n.p.m., w konwencie św. Sergiusza znajduje się mała świątynia z III wieku. W wiosce do dziś w rodzinach mówi się po aramejsku, w języku, którego używał Jezus. Kilkadziesiąt kilometrów stąd – w Seidnaya – znajduje się największe na Bliskim Wschodzie sanktuarium maryjne. Pielgrzymują tu zarówno chrześcijanie wszystkich obrządków i wyznań, jak i muzułmanie. Można powiedzieć, że w Syrii mieszkają potomkowie pierwszych chrześcijan: przecież to tutaj powstały najstarsze (po Jerozolimie) wspólnoty chrześcijańskie, w Antiochii Syryjskiej (należącej dziś do Turcji) po raz pierwszy nazwano uczniów Jezusa chrześcijanami. Są tutaj zarówno wspólnoty obrządków prawosławnych, jak i wschodnie Kościoły pozostające w jedności z Rzymem. W sumie ok. 10–12 proc. społeczeństwa syryjskiego modliło się słowami „Ojcze nasz”. Do niedawna Syria była też jednym z nielicznych w tej części świata przykładem w miarę zgodnego współżycia muzułmanów i chrześcijan. W pewnym sensie była to zgoda odgórnie regulowana. Rządzący krajem alawici (odłam islamu szyickiego, do którego należy tamtejszy establishment polityczno-wojskowy) przedstawiali siebie jako gwarantów bezpieczeństwa innych mniejszości, w tym chrześcijan, ale faktem jest, że kilkanaście wyznań cieszyło się stosunkowo dużą wolnością religijną. Teraz chrześcijanie padają ofiarą wojny religijnej, ale toczonej głównie wewnątrz islamu: między sunnitami, stanowiącymi większość mieszkańców, ale przez lata dyskryminowaną przez reżim, a szyitami, z których wywodzą się właśnie rządzący alawici. Konflikt jest również szerszy, międzynarodowy: sunnickich rebeliantów – a raczej bojówkarzy przybyłych z różnych krajów – wspiera sunnicka Arabia Saudyjska, podczas gdy alawicki reżim wspiera szyicki Iran. Pośrodku zaś są chrześcijanie. Obrywają najbardziej – dokładnie tak samo jak w Iraku.

Wiosna radykałów

Masowy exodus oraz wzmożone prześladowania chrześcijan to w ogóle efekt tzw. arabskiej wiosny, która uaktywniła islamskich radykałów również w innych krajach. Najboleśniej odczuli to Koptowie, egipscy chrześcijanie. Islamscy ekstremiści dokonują w Egipcie systematycznego niszczenia kościołów oraz prowadzonych przez chrześcijan szkół, sklepów, sierocińców, a nawet aptek. Ich celem jest usunięcie wszelkich śladów chrześcijaństwa w tym kraju. Tu zresztą sytuacja jest bardzo skomplikowana: prześladowania stały się silniejsze niż zawsze, odkąd u władzy znalazło się Bractwo Muzułmańskie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • goscimira
    11.09.2013 20:27

    Ciekawa jestem czy muzułmanie zostaną postawieni przed trybunałem za ludobójstwo. Znając sprawiedliwość i strach (tak, tak ci wielcy, to wielcy tchórze,zbyt dużo złota mają do stracenia)zachodu na pewno nie. Im wszystko jedno czy będą wołać Allach, Allach. Czy nie. Chrześcijanie jak widać, dla nich mniej znaczą od zwierząt. Ważniejsze dla nich jest by homoseksualista mógł paradować na golasa w pochodzie niż życie człowieka, który ginie za wiarę. Walczą by zwierzak był przed ubojem ogłuszony i pozwalają by bestialsko muzułmańskie kraje zarzynały Chrześcijan.
    Kiedy wreszcie Muzułmańskim mordercom - przywódcom zostaną postawione zarzuty ludobójstwa? Wyjątkowo bestialskiego ludobójstwa. Bo inaczej ta cała walka zachodu o homowolność nie będzie warta funta kłaków. Islamiści wyrżną ich tak samo jak nas Chrześcijan.

  • katolik
    06.10.2013 10:18
    "na przykład w Betlejem w latach 60. XX wieku chrześcijanie stanowili ok. 90 proc. populacji, dziś to już grubo mniej niż połowa".
    Te przykłady pokazują owoce SW II, który odbył się 50 lat temu.
  • marysia
    06.10.2013 12:22
    Waldi, papież Franciszek zdaje sobie sprawę, że każde słowo potępienia skierowane w stronę radykałów islamskich pogorszyłoby i tak tragiczną sytuację chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Jego jedno niewyważone słowo,być może źle zinterpretowane, sprawiłoby, że liczba spalonych kościołów i zabitych ludzi podwoiłaby się. Więc ostrożnie z krytyką jego kroków, na pewno wie co robi. Co nie zmienia faktu, że my, świeccy powinniśmy się modlić i działać - to przecież on nas zachęcał wiele razy do tej solidarności, m.in. organizując dzień modlitwy o pokój w Syrii na początku września.
  • fdsa
    07.10.2013 07:24
    Islam ma znaczenie w historii zbawienia. Odgrodził chrześcijański zachód od państw, gdzie panuje politeizm- Indie, Chiny. Dzięki temu filozofia wschodu zaczęła przenikać do Europy dopiero w XX wieku.
    Być może historia się potoczy tak jak z Indianami w Meksyku, a być może tak, jak w III przepowiedni Fatimskiej- islam zdobędzie władzę w Europie. Zobaczymy.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama