Smutek Indii

Fala antychrześcijańskiej przemocy w Indiach osiągnęła rozmiary nieznane w historii subkontynentu. Niestety, władze na ogół sprzyjają oprawcom.

Pod koniec października sąd w Bhubaneswar, w leżącym na wschodzie Indii stanie Orisa, uniewinnił 54 ekstremistów hinduskich od zarzutu odpowiedzialności za organizację i udział w antychrześcijańskich zamieszkach, które wybuchły w dystrykcie Kandhamal w Boże Narodzenie 2007 r. Sąd nie znalazł żadnych dowodów, bo wszyscy liczni świadkowie oskarżenia jak jeden mąż odwołali swoje zeznania. Każdy z nich od wielu miesięcy był obiektem gróźb członków Narodowego Korpusu Ochotników (RSS) – paramilitarnego ugrupowania fundamentalistów hinduskich, powiązanego z rządzącą w Orisie nacjonalistyczną i konserwatywną Indyjską Partią Ludową (BJP). Państwowa policja nie podjęła śledztwa w sprawie tych gróźb.

Oskarżenia o zabójstwa, gwałty i podpalenia, mimo wielu dowodów materialnych, zostały oddalone, co obudziło trwogę całej społeczności chrześcijańskiej Indii. Dramat Bożego Narodzenia 2007 r. był tylko wstępem do pogromów z lata następnego roku, kiedy tłumy wyznawców hinduizmu – dominującej (ok. 80 proc. obywateli), narodowej religii indyjskiej – podpaliły 5600 domów chrześcijan w ok. 600 wsiach stanu Orisa. W płonących kościołach zginęły wówczas setki ludzi, dziesiątki tysięcy musiały uciekać. Policja zareagowała dopiero na rozkaz władz federalnych, po apelach papieża Benedykta XVI, który zawstydził Indie na arenie międzynarodowej. Ale jak wówczas zareagował indyjski wymiar sprawiedliwości? Wtrącił do więzienia siedmiu chrześcijan, których oskarżył o zabójstwo wysoko postawionego działacza BJP, co stało się zapalnikiem pogromów. Napiętnowane zostały ofiary zamiast agresorów, chociaż do owego zabójstwa już następnego dnia przyznała się obecna w Orisie komunistyczna partyzantka maoistowska. Paradoks nad paradoksy: na początku października, pięć lat po tamtych wydarzeniach, sąd bez żadnych dowodów skazał chrześcijan na długoletnie kary więzienia, a kilka dni później, w odrębnej sprawie, wymierzył karę za to samo przestępstwo aresztowanemu dużo później maoiście... Indyjski episkopat zamierza pomóc w odwołaniu, ale wśród indyjskich katolików, prawosławnych i protestantów zapanowała atmosfera bezsilności.

Rozpowszechnienie gwałtów

Dzieje się tak, gdyż choć od tamtych wydarzeń nie doszło do masowych pogromów, bezkarność sprawców sprawiła, że antychrześcijańska przemoc zmieniła postać, stając się coraz trudniejszą do wytrzymania codziennością. Z południowych i wschodnich stanów Indii, gdzie tradycyjnie mieszka mniejszość chrześcijańska, każdego miesiąca dobiegają wieści o zabójstwach, gwałtach, podpaleniach, niszczeniu domów i profanowaniu świątyń. W samym stanie Karnataka doszło w czasie 6 pierwszych miesięcy tego roku do 40 poważnych, zorganizowanych ataków na chrześcijan, blisko 250 w ciągu ostatnich trzech lat. Podobnie dzieje się w innych stanach rządzonych przez BJP: Orisie, Tamilnadu, Kerali, Chhattisgarh…

Jednocząca różne wyznania chrześcijańskie Rada Generalna Chrześcijan Indii (GCIC) w ostatnim raporcie przedstawionym rządowi federalnemu podkreśla, że „do tej pory nie podjęto żadnych środków mających na celu zahamowanie tej przemocy”. Wprost przeciwnie, policja, niezdolna do ochrony życia i mienia chrześcijan, „używa przesadnej siły wobec pokojowych manifestacji naszej mniejszości”. Za protesty przeciw przemocy i zorganizowanym pogromom można łatwo trafić do więzienia. BJP i podległe tej partii ugrupowania ekstremistyczne uważają, że islam i chrześcijaństwo, jako „obce” religie, zagrażają indyjskiej tożsamości i powinny zostać wyeliminowane.

Święta księga hinduizmu Bhagawadgita zaleca tolerancję i szacunek dla innych wyznań, lecz fundamentaliści zarzucają „obcym” nawracanie siłą, co ma usprawiedliwiać siłową „obronę”. Sam stosunek do przemocy wyróżniał nacjonalistów hinduskich już w czasach dążenia do niepodległości: byli wrogami pokojowych metod Mahatmy Gandhiego, które w końcu do tej niepodległości doprowadziły, byli również zafascynowani europejską ideologią Adolfa Hitlera, który w latach 40. ubiegłego wieku wydawał im się potencjalnym „pogromcą Wielkiej Brytanii”, wówczas mocarstwa kolonialnego. Tymczasem chrześcijanie stali się trwałą częścią mozaiki wyznaniowej Indii w czasach, gdy hinduizm nie był tak rozpowszechniony jak dzisiaj, stanowiąc mniejszość wśród panującego wówczas buddyzmu i różnych kultów magiczno-animistycznych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • goscimira
    13.12.2013 10:55
    Te wszystkie pogromy chrześcijan na świecie od wschodu do zachodu mówią jak bardzo jest słuszna nasza wiara i... jedyna, która niesie miłość i wybaczenie. Gdyby inne wiary miały w sobie miłość nie dochodziłoby do takich prześladowań i były by prawdziwymi wiarami w Boga. Gdzie jest miłość wzajemna. Wiele religii popierających ekstremizm i przestępczość oddaje cześć złu nie zdając sobie sprawy, że służą ciemności. Do wiary nie można zmusić, jak robi to przeważająca część islamu i hinduistów. Do szacunku również - jak to robią komuniści i tęczowi.
    Mogę być tylko dumna, że jestem chrześcijanką.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama