Grunt to determinacja

Tego trudno było się spodziewać. Kilka dni temu z Fanaru nadeszła wiadomość, że Kościoły prawosławne zdecydowały o zwołaniu wszechprawosławnego soboru w 2016 roku.

Sensacja? Oczywiście. Byłby to pierwszy sobór wschodniego chrześcijaństwa od 787 roku, czyli od II Soboru Nicejskiego. Przede wszystkim jednak byłoby to zwieńczenie trwających z góra 50 lat wysiłków. Bo o potrzebie zwołania takiego soboru mówić się już od czasów spotkania przedstawicieli Kościołów prawosławnych na Rodos w 1961 roku. To wtedy, inspirowani mającym się odbyć niebawem Soborem Watykańskim II, chrześcijanie ortodoksyjni zaczęli mówić o zwołaniu podobnego zgromadzenia świata prawosławnego. Trudności okazały się jednak nie do pokonania.

Czego brakowało? Chyba przede wszystkim woli zwołania takiego soboru. Stąd każda trudność urastała do rangi wielkiego problemu. Wśród Kościołów prawosławnych nie tylko nie było zgody co do celowości zwołania takiego zgromadzenia czy jego programu, ale przede wszystkim sposobu, w jaki sobór miałby podejmować wiążące wszystkich decyzje. Mniej dziś liczne, ale starsze Kościoły chciały, by głos każdego z Kościołów liczył się tak samo. Moskwa – w tej chwili największy z Kościołów prawosławnych – postulował, by siła głosu zależała od ilości wiernych danej wspólnoty.

Na to wszystko nałożyły się spory między Konstantynopolem (drugim Rzymem) a Moskwą (utrzymującej, że jest Trzecim Rzymem) o przywództwo w prawosławiu. Nie bez znaczenia były tu także spory o niezależność Kościoła w Estonii i zamieszanie wokół kanonicznych obszarów Moskwy na Ukrainie (Konstantynopol kwestionuje prawo Moskwy do wpływania na te Kościoły). Nadto nie tak dawno w Moskwie wydano ostatnio dokument kwestionujący niektóre aspekty przywództwa Konstantynopola w świecie prawosławia. Nagła zgoda wszystkich autokefalicznych Kościołów, w tym Moskwy, trochę więc zaskakuje. No, prawie wszystkich. Bo w spotkaniu (synaksis) głów Kościołów nie wzięli udziału zwierzchnicy Kościoła z Czech i Słowacji. A patriarcha Antiochii, na znak protestu przeciwko decyzjom Jerozolimy o założeniu własnych struktur w Katarze – dotychczas kanonicznym terenie Antiochii – dokumentu nie podpisał. Mimo wszystko można mówić o wielkim sukcesie patriarchy Konstantynopola, Bartłomieja I, od lat gorącego orędownika idei panprawosławnego soboru.

Trzeba jednak jasno powiedzieć: sam sobór może nie przynieść żadnych ważnych  z perspektywy oczekiwań rozstrzygnięć. Tak wynika z ustaleń przyjętych podczas spotkania w Stambule. Każdy Kościół lokalny, niezależnie od liczny wiernych i biskupów, będzie mógł wysłać na sobór do 20 przedstawicieli. Jednocześnie jednak w głosowaniach każdy Kościół będzie dysponował tylko jednym głosem. W tym zakresie przyjęto więc propozycję Konstantynopola, by głos każdego z kanonicznych Kościołów liczył się tak samo. Przyjęto jednak także postulat Moskwy, by soborowe decyzje wymagały konsensusu wszystkich Kościołów. A to może uniemożliwić zgodę w co bardziej drażliwych kwestiach. No, chyba, że podczas soboru będzie potężnie działał Duch Święty i skruszy zatwardziałość serc soborowych ojców. Choć realistycznie na rzecz patrząc, to i tak jeszcze niczego nie załatwia. Wiadomo przecież, jak na ustalenia Soboru Florenckiego, przyjęte przez przedstawicieli Wschodu, zareagowały „doły” . Tego czynnika też lekceważyć nie wolno.

Decyzja, by rozstrzygnięcia przyjmować na drodze konsensusu ma jednak i dobre strony. Choć uniemożliwia rozwiązanie co bardziej drażliwych kwestii chroni jednak kruchą jedność prawosławia. Groźba rozłamu, jak to miało miejsce właściwie po każdym ze soborów z I tysiąclecia chrześcijaństwa, jest znacznie mniejsza. A ewentualny podział mocno utrudniłby i tak już będący od paru lat w zastoju teologiczny dialog katolicko-prawosławny.

Dziś już wiadomo, że bez wewnątrzprawosławnych ustaleń nie ruszy on z miejsca. Jego uczestnicy zdecydowali się dotknąć najtrudniejszych we wzajemnych katolicko-prawosławnych relacjach tematów: władzy w Kościele i prymatu. Paradoksalnie dialog wstrzymały różnice w jego pojmowaniu przez samych prawosławnych. Czy na przyszłym soborze uda się prawosławnym wypracować jednolite stanowisko? Byłbym dobrej myśli. Wśród hierarchów wielu to jednak głęboko wierzący teologowie. Z ich perspektywy spory ambicjonalne naprawdę mogą mieć znaczenie drugorzędne. A zgoda prawosławnych w tym względzie otworzy nowe perspektywy pojednania…

Może jeszcze doczekam dnia, w którym podczas Mszy usłyszę imiona prawosławnych patriarchów?

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )