Sami swoi

I komu to przeszkadzało – cisnęło się na usta, gdy papież Franciszek i patriarcha Bartłomiej I trwali w braterskim uścisku. Wizyta biskupa Rzymu w dawnym Konstantynopolu pełna była gestów wyrażających tęsknotę za jednością chrześcijan.

Dwa dni przed przylotem papieża do Turcji patriarcha Konstantynopola powiedział: „Daty jeszcze nie znamy, ale jestem pewny, że nadejdzie dzień, kiedy wspólnie oddamy chwałę Bogu, spożywając ten sam Chleb i pijąc z tego samego kielicha. Wiara w odzyskanie pełnej jedności jest jak najbardziej realna”.

Wspomnienie chrześcijaństwa

Nie pierwszy raz Bartłomiej I dał wyraźny sygnał, że ekumenizm nie jest dla niego teologiczną zabawką akademików, tylko procesem, który musi mieć swój finał w widzialnej jedności chrześcijan. Dlatego scena, która obiegła świat w minioną sobotę, gdy Franciszek skłonił głowę przed Bartłomiejem, a ten ucałował ją i położył na niej rękę, nie była ani kurtuazją, ani żadną dyplomacją. To prawdziwy paradoks, że do tych symbolicznych, ale bardzo mocnych gestów dochodzi w kraju, gdzie chrześcijanie stanowią zaledwie ułamek procenta ludności. Czyli rzecz dzieje się na ziemi, na której nikt tak do końca nie jest właściwie u siebie: ani papież, bo katolików tutaj jest już dzisiaj garstka, ani patriarcha, bo choć jest bezpośrednim następcą swoich poprzedników, to realne centrum prawosławia znajduje się dzisiaj gdzie indziej. Nie są wreszcie u siebie nawet sami muzułmanie, choć stanowią ponad 95 proc. ludności – bo zanim świątynię Hagia Sofia zamienili w meczet, dzisiejszy Stambuł był właśnie Konstantynopolem, Drugim Rzymem, stolicą wschodniego chrześcijaństwa. Ślady Kościoła pierwszych wieków rozrzucone są po całej Turcji: od Efezu po Antiochię, od Tarsu po Hierapolis (dawne nazwy). Nie da się stanąć nad cieśniną Bosfor w Stambule bez emocji: przecież tu oddychało jedno z płuc chrześcijaństwa. I nawet do głowy nie przychodzi myśl, że to tylko „ich”, prawosławnych, historia. Dramat podziału chrześcijan nie zmienia faktu, że to historia jednego Kościoła. Wizyta Franciszka w tym kraju była wyjątkowa nie tylko z powodu wiszącej w powietrzu potrzeby zjednoczenia chrześcijan. W obliczu wyniszczającej wojny za miedzą, w Iraku i Syrii, przy szaleńczym pochodzie fanatyków z Państwa Islamskiego obecność głowy Kościoła katolickiego w państwie, które chce być liderem świata muzułmańskiego, musiała dotknąć również problemu starcia islamu z resztkami chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

Terroryzm a islamofobia

Franciszek przyleciał do Turcji na zaproszenie zarówno Bartłomieja oraz katolickiego episkopatu, jak i tureckich władz państwowych. To między innymi dlatego w Ankarze pierwsze kroki papież skierował do mauzoleum Mustafy Kemala Atatürka. Choć obecnie rządząca ekipa za punkt honoru stawia sobie odejście od modelu świeckiego państwa, jaki postulował Atatürk, pozostaje on ciągle symbolem i ojcem współczesnej Turcji. Kurtuazyjny i dyplomatyczny charakter miała wizyta w niedawno wybudowanym gigantycznym Białym Pałacu, gdzie na Franciszka czekał prezydent Recep Tayyip Erdoğan. Dość znacząca była późniejsza relacja tureckiej głowy państwa ze spotkania prywatnego z papieżem – poza przewidywalnymi tematami rozmów, jak ubóstwo na świecie, terroryzm itp., Erdoğan miał poruszyć także „problem islamofobii” w świecie zachodnim. To szczegół nie bez znaczenia: środowisko polityczne, z którego wywodzi się obecny prezydent (a do niedawna premier), nie ukrywa, że celem jest zarówno przywrócenie islamu do sfery publicznej w kraju (co było zwalczane przez ostatnie dziesięciolecia), jak i przewodnia rola Turcji w świecie muzułmańskim. Wytknięcie Zachodowi „islamofobii” było obliczone na lokalne potrzeby. Oczywiście program wizyty przewidywał także spotkania z liderami muzułmańskimi – choć tutaj jeszcze przed wizytą doszło do małego zgrzytu: z jednej strony Wielki Mufti Stambułu mówił o konieczności prowadzenia dialogu z chrześcijanami, z drugiej Wielki Mufti Turcji oświadczył, że dialog „taki, jak rozumie go Watykan”, nie jest możliwy. Mimo to papież złożył wizytę także w Departamencie ds. Religijnych (Diyanet), który jest najważniejszym sunnickim organem w Turcji. Szef tej instytucji prof. Mehmet Gormez w przemówieniu po spotkaniu z Franciszkiem mówił m.in. o tym, że terroryzm w imię Boga jest zaprzeczeniem islamu. Powtórzył jednak to, co wcześniej powiedział prezydent: że „islamofobia plami świat tak jak antysemityzm”. Papież nie unikał nawiązania do tragedii, jaka ma miejsce za wschodnią granicą Turcji: „Szczególny niepokój budzi fakt, że, zwłaszcza z powodu pewnej grupy ekstremistów i fundamentalistów, całe wspólnoty, szczególnie – choć nie tylko – chrześcijanie i jazydzi cierpieli i nadal znoszą nieludzką przemoc z powodu swojej tożsamości etnicznej i religijnej”, mówił Franciszek i stanowczo zażądał, by przywódcy religijni potępili terroryzm.

I komu to przeszkadzało

To była najważniejsza świątynia chrześcijańska na Wschodzie. Hagia Sophia (Mądrość Boża). Odbudowana przez cesarza Justyniana na miejscu spalonej wcześniej, wzbudziła zachwyt samego władcy cesarstwa: „O, Salomonie, przewyższyłem cię!”, miał krzyknąć w 537 roku, gdy po praz pierwszy wszedł do nowej świątyni. Tym większy ból przeżywali chrześcijanie kilka wieków później, gdy Mehmed II Zdobywca zamienił świątynię w meczet i kazał zamalować chrześcijańskie mozaiki. Franciszek, tak jak jego poprzednicy – Jan Paweł II i Benedykt XVI – wchodził do świątyni zamienionej przez Mustafę Atatürka w muzeum (w imię świeckości państwa). Żeby zrozumieć emocje, które muszą towarzyszyć każdemu chrześcijaninowi wchodzącemu do tego miejsca, wystarczy wyobrazić sobie, że podobny los, co Hagia Sophię, spotyka bazylikę św. Piotra w Rzymie – zostaje zamieniona w meczet, a po wiekach w muzeum, nadal jednak z dominującymi elementami świątyni muzułmańskiej. Franciszek złożył też wizytę w sąsiadującym z Hagią Sophią Błękitnym Meczecie. I tutaj poszedł w ślady swoich poprzedników. O ile wizyty w świątyni Hagia Sophia i Błękitnym Meczecie można uznać za emocjonalno-wspomnieniowe z jednej i kurtuazyjne z drugiej strony, to już kolejne punkty programu były kluczowe dla tej pielgrzymki.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • M.R.
    09.01.2015 22:56
    " „Unitate! Unitate!” (jedności!). Brzmi prawie jak „Subito santo”. Ale spełnić to jeszcze trudniej niż przeprowadzić najbardziej wnikliwy proces kanonizacyjny."
    Będzie to możliwe dopiero po kolejnej wojnie do której nieuchronnie zmierza świat. Wtedy zostanie usunięta najważniejsza przeszkoda polityczna (A w kraju zostaną zmiecione z powierzchni ziemi pozostałości peerelu - nie ostoją się ani przez moment bez mocodawców. Nie będzie miał kto tego opłacać i szantażować - dotyczy to całej polskiej rzeczywistości - politycznej, gospodarczej i kościelnej)
    Problemem jest czy do tego czasu ostoi się to co stanowi istotę polskiej duszy - polskości. Mało kto o tym myśli, prawie nikt nad tym nie pracuje - w nikłym tylko stopniu może Radio Maryja, ale w sposób bardzo niekompletny... Jest niewielka nadzieja w emigracji...
  • Prawosławny
    11.01.2015 17:47
    Cała Prawda i Tylko Prawda jest wyłącznie w Cerkwi Prawosławnej. A patriarcha Bartłomiej nie jest z punktu widzenia prawosławnego i obowiązujących nas Kanonów prawosławnym patriarchą tylko heretykiem. Dlaczego o tym się nie mówi i nie pisze? Zapoznajcie się z nauka prawosławną i opiniami w naszej Cerkwi na temat patriarchy Bartłomieja.
  • Ajja
    12.01.2015 07:29
    Tak sobie patrzyłam na piękne szaty liturgiczne i bogato zdobione wnętrze cerkwi i zastanawiam się, po co Franciszek lansuje liturgiczne dziadostwo, obracając w perzynę to co wypracował Benedykt XVI? Przy patriarsze wygląda jak ubogi krewny. Chyba nie zdaje sobie sprawy że jako papież nie reprezentuje tylko siebie, ale cały Kościół, jest też głową państwa.
  • chrześcijanin
    11.02.2015 11:22
    Św. Jan Chrzciciel pouczył swoich uczniów tak:
    "Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba.[...] Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba by On wzrastał, a ja się umniejszał." J 3, 27 - 30
    Dla Chrystusa jest to pokorne uniżenie papieża Franciszka w stroju i zachowaniu.
    Wszyscy zaś powinniśmy się nawracać ku wierze pełnej. Bóg miłosierny odpuszcza nam każdy grzech w sakramencie pokuty, jeśli ze szczerego serca za niego żałujemy i wstępujemy na drogę nawrócenia. Tak samo biskupi jak i lud Boży. Nie lękajmy się działania Duchaśw. w Kościele.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama