Ekumenizm krwi

Po ponad 100 latach dążenia do jedności jesteśmy bliżej siebie. W tym czasie pojawiły się jednak nowe podziały. Jednocześnie rozumiemy dziś lepiej, że zjednoczenie Kościoła leży bardziej w rękach Boga niż w naszych.

Zagrożenie i szansa

Jak to się ma do ekumenizmu? Weźmy jako przykład anglikanizm. Tuż po Soborze Watykańskim II wydawało się, że jedność z anglikanami może być pierwszym konkretnym sukcesem ruchu ekumenicznego. Katolicko-anglikański dialog przyniósł wiele owoców, tyle że w tym czasie Kościół Anglii stał się zupełnie innym Kościołem. Akceptacja rozwodów, aborcji, czynnego homoseksualizmu, kapłaństwo kobiet; księżmi, a nawet biskupami zostawali także homoseksualiści. W obrębie samej Wspólnoty Anglikańskiej doszło z tego powodu do rozłamu. Część Kościołów, zwłaszcza w krajach afrykańskich, zbuntowała się przeciwko tak daleko idącej liberalizacji czy wręcz desakralizacji Kościoła. Papież Benedykt XVI z tego powodu powołał do życia Ordynariat Personalny dla anglikanów, którzy zachowując własne tradycje liturgiczne, duchowe i duszpasterskie, chcą wejść do Kościoła katolickiego. Była to w gruncie rzeczy łódź ratunkowa dla tych, którzy uznali, że ich macierzysta wspólnota wiary odeszła od nauczania Ewangelii. Wielu rasowych ekumenistów uznało gest papieża za antyekumeniczny. Uważają, że powinno się nadal szukać jedności na poziomie całych Kościołów, mimo przeszkód. Pytanie, na czym ma polegać ekumenizm z tymi wspólnotami chrześcijańskimi, które utraciły ewangeliczną sól, zwłaszcza w kwestiach etycznych, które – jak się wydaje – same już nie bardzo wiedzą, w co wierzą, a w co nie. Czy można budować jedność Kościoła, biorąc w nawias stosunek do kwestii etycznych, wokół których toczy się dziś potężna walka o człowieka (aborcja, homoseksualizm, eutanazja)?

W ekumenizmie dostrzec można ogólnie rodzaj zmęczenia tematyką teologiczną. Dialogi międzywyznaniowe na pewno przyczyniły się do pokazania wspólnych elementów wiary, ale ujawniły także różnice. Być może zbyt naiwnie uwierzyliśmy, że dialog teologiczny prędzej czy później doprowadzi chrześcijan do jedności w wierze. To zmęczenie teologią sprawia, że promuje się dziś raczej ekumenizm działania, czyli współpracę chrześcijan różnych wyznań w dziedzinie społecznej czy charytatywnej. Oczywiście takie współdziałanie jest pożądane. Jednak to, że ekumenizm doktrynalny okazał się trudniejszy, niż nam się wydawało, nie znaczy, że można go uznać za rzecz nieistotną. „Niech teolodzy się spierają, a my się kochajmy i nie przejmujmy różnicami”. Takie głosy słychać.

Kościół nie jest jednak „organizacją pozarządową”, powtarza papież Franciszek. No właśnie, Kościół jest po to, by prowadzić ludzi w wierze, by przez słowo i sakramenty prowadzić do Boga, do zbawienia. Byłoby więc zdradą wobec autentycznego ekumenizmu, gdyby poszukiwania jedności w wierze zastąpione zostały troską o jedność w działaniu. I dodajmy, chodzi na ogół o obszary „bezpieczne”, czyli politycznie poprawne, nienaruszające pokoju w relacji z neopoganami. Jeden z punktów encykliki „Ut unum sint” brzmi: „Zasadnicze znaczenie doktryny”. Jan Paweł II podkreślił w nim, że „autentyczny ekumenizm jest łaską prawdy”. Liberalne nurty wszelkich wyznań próbują wylansować takie podejście do ekumenizmu, w którym prawda zostaje wzięta w nawias, bo jest przecież wiele dróg, wiele prawd. Tego typu paradygmat ekumeniczny ukształtowany w duchu relatywizmu jest drogą prowadzącą donikąd. Tam, gdzie znika logos (prawda wiary), tam rozpadowi ulega także etos. Etyka oderwana od prawdy staje się ideologią, która łatwo podda się naciskom polityki.

Z drugiej strony agresywny globalny sekularyzm może okazać się ekumeniczną szansą. W tym sensie, że stanowi wspólne wyzwanie ewangelizacyjne dla chrześcijan wszystkich wyznań. Pamiętamy, że początkiem ekumenizmu był ruch misyjny. Dziś wielu katolików, protestantów i prawosławnych odnajduje nowe poczucie jedności we wspólnym stawianiu czoła nowoczesnej bezbożności, w nowej misyjnej gorliwości. Oczywiście warunkiem takiej współpracy jest krytyczne, trzeźwe podejście do nowoczesności, ocenianie świata w świetle słowa Bożego, a nie ocenianie Kościoła w świetle kryteriów świata. Wielu chrześcijan jednoczy się dziś np. w ruchach pro life, w działaniach na rzecz obrony rodziny, w sprzeciwie wobec prób usuwania religii z kolejnych obszarów życia publicznego i zamykania jej tylko w sferze prywatnej, w działaniach ewangelizacyjnych adresowanych do niewierzących (patrz np. sukces kursów Alfa). Współczesne kwestionowanie Boga może więc przyczynić się do tego, by chrześcijanie różnych tradycji zbliżyli się do siebie, stając mocniej, bliżej, razem wokół Tego, który jest Najważniejszy, wspólnie szukając sposobów dawania wiarygodnego świadectwa o pierwszeństwie Boga w zsekularyzowanych społeczeństwach.

Ekumenizm męczenników

Podsumowując, neopogaństwo może być śmiertelnym zagrożeniem dla ekumenizmu, jeśli kwestię prawdy zastąpi on jednością wokół prac społecznych, jeśli poprawność polityczna stanie się dla Kościołów „nauczycielem” dialogu. Neopogaństwo może być szansą dla ekumenizmu, jeśli chrześcijanie wspólnie mu się przeciwstawią. Odważnie, mądrze, z miłością, ale i z ambicją nawracania, zdobywania ludzi dla Chrystusa.

Najbardziej dynamicznie rozwijającą się dziś formą ekumenizmu wydaje się ekumenizm męczenników. Tę myśl powtarza papież Franciszek. „Dziś bardziej niż kiedykolwiek jednoczy nas ekumenizm krwi” – napisał w 2015 r. do koptyjskiego papieża Tawadrosa II. Chrześcijanie są dziś najbardziej prześladowaną wspólnotą religijną. Co roku ginie około 100 tys. naszych braci i sióstr w wierze. Prześladowców nie interesuje ich konfesyjna przynależność, ale przynależność do Chrystusa. Za co oddali życie? Za pokój na świecie, za działalność charytatywną, za walkę z globalnym ociepleniem? Nie! Oddali życie z powodu Chrystusa, ze względu na Boga, któremu służą, którego są znakiem, którego świat nie chce przyjąć. Ich krew jest zobowiązaniem i przestrogą. Są przypomnieniem o eschatologii, o wieczności. O tym, że fundamentem jedności jest Chrystus i tylko On może nas ostatecznie zjednoczyć. Idąc ku Niemu, zmierzamy ku jedności.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • Tinka
    17.02.2017 13:59
    Wady strony "liberalnej" ksiądz wymienił, to ja pozwolę sobie na krytykę opcji "konserwatywnej". przede wszystkim osoby z nią identyfikujące się są postrzegane jako zawzięte, potrafiące wymienić wszystkie nie swoje grzechy. Konserwatywny katolik, czy działacz pro life to osoba potępiająca innych, nieświadoma tego, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Homoseksualizm to grzech. Ale nacjonalizm ? Ten papież nic nie wie o muzułmanach. Ja widziałem jednego w telewizji i lepiej się znam. Oczernianie ludzi, posądzanie o spiski, agenturalność ? Tu na tym portalu niedawno czytałam zwierzenia lekarza, który swoje "nawrócenie" zawdzięcza kobiecie, która przyszła do niego, mimo, że był "z drugiej strony", ten zły, ale ona przekazała mu, że Bóg go kocha i że ma szansę.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama