Wierzyć z nurtem Nilu. Egipt

Fragment książki o. Macieja Jaworskiego OCD. Dziękujemy za umożliwienie publikacji

 

26. Bombowe wybudzenie

św. Marty, El Fahyoum

Dzień św. Jakuba, w Hiszpanii pewnie wielkie uroczystości Apostoła, ja zaś odprawiam mszę dla 2 Kolumbijskich Terezjanek w sercu Aleksandrii, w kaplicy otoczonej 4 meczetami. Jest 7 rano jedyny czas, kiedy w spokoju można odprawić eucharystii bez bycia molestowanym nawoływaniem muezinów do wychwalania Allaha. Po burzliwej nocy końca ramadanu muzułmanie śpią, chrześcijanie budzą się pierwsi do życia. Modlimy się za tutejszych zastraszonych chrześcijan, których wiara  zbudowana jest na wierze znajomego św. Jakuba, Apostoła Marka.

Dzisiejsza Liturgia Słowa to klucz do zrozumienia tego co dziś zobaczymy i przeżyjemy wraz z Latynoskimi Terezjankami.  (2 Kol 4, 7-15) – „Jesteśmy dzbanami przechowującymi skarb w wazach  glinianych.” Myślę tu o miejscowych rozproszonych wśród muzułmańskiej większości chrześcijanach żyjących w opresji. Nie są oni wcale herosami, raczej sytuacją zmęczeni i sfrustrowani choć niezałamani.  Mają również swoje grzechy i słabostki, też są kłótliwi i kapryśni, jednakże tutejszy Kościół przeżywa tajemnicę ucisku w sensie dzisiejszych czytań –  by „siła nadprzyrodzona nie pochodziła od nas, ale od Boga. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu, żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy. Znosimy prześladowania, lecz  nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem wydawani jesteśmy na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele....”

Nie można wytłumaczyć trwania chrześcijan od ponad dziesięciu wieków w ucisku, inaczej jak tylko przez powyższy tekst Pawłowy. Nie robią z siebie bohaterów, lecz w cichości wypełniają swoje powołanie życiowe – nosić skarb wiary w Chrystusa w naczyniach glinianych; ufać, że wszystko pochodzi od Boga i że cierpienie ma sens, bo jest uczestnictwem w misji zbawczej Chrystusa. Nie przeceniają swojej wartości myśląc, że zbawiają grzeszny świat bogatych przeżywających swe chrześcijaństwo w komforcie. Wiedzą jedynie, że poddać się nie mogą, bo to byłoby zdradą Chrystusa dla którego żyli, cierpieli i umierali ich ojcowie i pradziadowie. Misję męczeństwa wyssali z wiarą rodziców. Współczesność męczeństwa jest tutaj gwarantem tradycji zarówno wierności Chrystusowi jak i własnym przodkom i rodzicom. Po Mszy na cześć św. Jakuba udajemy się, nie do Santiago de Compostela bo to na końcu świata, ale na specyficzną pielgrzymkę do Kościoła Świętych położonego 15 minut od karmelitańskiej kaplicy.

Kościół Świętych

Podwozi nas mąż znajomej pracującej w karmelitańskim szpitalu w Aleksandrii, małżonkowie przyjechali do Sióstr razem po wypłatę żony. Przyda się, bo to prawie koniec ramadanu, więc zaczyna się szał zakupowy równy bożonarodzeniowemu w Zachodnim świecie. Cały kraj wychodzi nocami na targi i do sklepów. W zielonym Polonezie z lat 80-tych siostry gaworzą z przyjaciółmi, ja robię zdjęcia. Po kilkunastu minutach na środku ulicy pojawia się barykada jak z Powstania Warszawskiego, przejazd zablokowany workami z piaskiem. Ostatnie metry musicie podejść pieszo - dorzuca zdawkowo kierowca po angielsku. Nie rozumiejąc za grosz arabskiego, idę posłusznie za Kolumbijskimi Siostrami Terezjankami jeszcze nie zdając sobie sprawy gdzie jestem. Piękny kształt meczetu przykuł moją uwagę i krocząc równym krokiem za przewodniczkami przymierzam się do kolejnej pięknej fotki na tle idealnie błękitnego nieba. Siostra na raz chwyta mnie za koszulę rzucając - uważaj, czołg. Rzeczywiście, prawie rozbiłem się o opancerzony pojazd z karabinem maszynowym chroniony drutem kolczastym jak z obozu koncentracyjnego. Doszliśmy – informują siostry. Dopiero zauważyłem, że na szerokość dwóch czołgów po drugiej stronie zgrabnego meczetu znajduje się niepozorna brama wejściowa do jakże znaczącego budynku. To tu znajduje się parafia pw. Świętych, Apostoła Marka i Piotra I, Patriarchów Kościoła Aleksandryjskiego.

W drzwiach bramka na podczerwień i obowiązkowa kontrola wchodzących na teren świątyń. Stary kościół na parterze a główny nowy na piętrze. W ramach kompleksu kościelnego szkoła, plac zabaw dla dzieci i imponujące zaplecze duszpasterskie ze sklepikami artykułów religijnych i napojów chłodzących włącznie. Próbuję sobie szybko ułożyć w wyobraźni jak i gdzie wydarzyło się to o czym myślę od dłuższego czasu. Przy otwieraniu plecaka do kontroli, dopytuję – gdzie wybuchła bomba. Yosefu ze straży bezpieczeństwa rzucił z lekka – tu gdzie właśnie stoisz. To w tym miejscu 3 lata temu podczas modlitewnego czuwania Noworocznej Nocy wybuch rozerwał dwudziestu jeden chrześcijan i znacząco zranił kolejnych stu. Szybko zapiąłem plecak, zdjąłem czapkę, a na piętrze zauważyłem grające w gumę dzieci z wakacyjnych zajęć parafialnych.

Wraz z Siostrami sprowadzeni natychmiast do pionu zaczynamy szukać śladów tragicznych wydarzeń. Fasada kościoła odbudowana i odmalowana bez śladu wybuchu bombowego. Z ulicy oprócz dwóch czołgów i zasieków nie ma ani śladu masakry. Może za wyjątkiem lekkiego wgłębienia w betonie gdzie stał samochód pułapka. Po wejściu, na terenie parafii, pojawiają się już zdjęcia zabitych 21 osób. Ich krew rozlana po częściach elewacji i resztki ubrań zdjętych z rozerwanych ciał stanowią mini salę pamięci krwawych modlitw nocy Nowego Roku 2011. Elegancka czerwona sukienka niewysokiej kobiety przypomina, że modlili się w uroczystym czasie odświętnie ubrani. Biała zasłona wisząca w dzień masakry nad przeszkloną bramą wejściową parafii, dziś uderza swym trudno identyfikowalnym kolorem, to swoisty kolaż bieli i krwi. Zasłona ufałdowana w formie krzyża wbija się w wyobraźnię modlących się tu koptyjskich chrześcijan. Zdjęty z frontonu kościoła nieco zdewastowany przez odłamki bomby wizerunek Chrystusa z szeroko rozpostartymi ramionami zawisł w centrum mini muzeum, otoczony 21 twarzami. Spokojne spojrzenie Chrystusa wyraża brak zaskoczenia tym co tu się wydarzyło, uderza zaś porażający spokój bijący z fragmentów uratowanego fresku.

Rodzina świętych

Stoję na tyłach dolnego kościoła gdzie bomba poszkodowała najwięcej ściśniętych jak sardynki w puszce wiernych. Mina Haid, 30 letni młodzieniec, podchodzi pytając w czym mógłby pomoc, z pewnością widząc moje zmieszanie i zagubienie. Rzuciłem więc ni z gruszki ni z pietruszki, czy słyszał o wypadku sprzed 3 lat. Spojrzał niedowierzając naiwności pytania. „Czy słyszałem? Przecież moja mama i siostra tu prawie zginęły. Leczone w Niemczech odzyskały władze w zmasakrowanych nogach.” Była godzina 0.20. Nowego Roku. Jak to sobie mama z siostrą tłumaczyły, że nawet podczas modlitwy, blisko Boga w swojej świątyni nie mogą czuć się bezpieczne? – Bóg wie lepiej o co tu chodziło, ciągle powtarzała mama.  Byliśmy wściekli, chcieliśmy iść na meczet z kamieniami, ale kapłani nas uspokajali, mówiąc że to nie po chrześcijańsku. Teraz nie czujecie buntu przeciwko niesprawiedliwości? Bóg wie lepiej, o co tu chodziło….

Jednak krwawe wydarzenie obudziło w Egipskim społeczeństwie rozgoryczenie przeciwko pasywności i obojętności rządu. Chrześcijanie i muzułmanie przeciwni radykalizmowi islamskiemu wyszli na ulice. George, mechanik z naszego szpitala w Aleksandrii mówi jednoznacznie - to tutaj zaczęła się rewolucja. Niestety później przejęli ją radykałowie z Bractwa, ale ludzie powiedzieli dość, po nocnej masakrze na chrześcijanach z naszej parafii.

Chodząc po terenie parafii dalej rozmawiamy z Mina. - Znałem jednego z zabitych, wskazuje na najmłodszego młodzieńca z grona 21, miał na imię Peter, był moim dobrym kolegą.  Podeszliśmy bliżej zdjęcia, wyraźnie zarysowane brwi, ciemne oczy, na dwie strony zaczesany przystojny młodzieniec. Jego prochy i 20 towarzyszy hierarchia Kościoła zdecydowała umieścić  w narodowym sanktuarium Koptów gdzie znajdują się relikwie świętego Mari Mina, męczennika z IV wieku, dwóch poprzednich papieży koptyjskich, gdzie tłumy wiernych przejeżdżają wyjednywać łaski dla swoich rodzin. - Jak się czujesz gdy twój bliski kolega Peter, pochowany jest w sanktuarium z Papieżami i samym Świętym Mina, twoim patronem? Jak to będzie kiedy zostaną ogłoszonymi świętymi?, dopytuje z perspektywy prawnego punktu widzenia zachodniego rzymskiego katolika. - Ależ przecież oni już są święci, wyjaśnia mi prosto z mostu. - Czuję się zaszczycony, że byłem jego przyjacielem. Acha, Peter naprawdę dobrze grał w koszykówkę...

W trzeciej linii od góry, plakatu z wszystkimi 21 ofiarami zamachu są cztery kobiety – Martina, Maryam z mamą Sonią i ciocią. Fekry, mąż i ojciec w czasie modlitwy kobiet zarabiał na chleb, gdy wyjeżdżał by odebrać rodzinę z modlitwy, dojechał na cmentarzysko, między rozrzuconymi częściami ciał, gdzieś znajdowały się części jego córek, żony i szwagierki. Po przeżyciu żałoby zrozumiał, że Bóg wzywa go by jeszcze bardziej służył. Od sierpnia 2012 zrezygnował z pracy zawodowej, by w pełnym wymiarze czasu ofiarować swoje talenty na rzecz parafii gdzie zginęła cała jego rodzina. Jak wyznał ostatnio znajomym z naszego szpitala, - Wcześniej tylko dwie córki mówiły do mnie tato, dzisiaj to już ponad 2 tys. osób z facebookowej grupy wsparcia…  

Owoce świętości

Przychodzę do kościoła kolejnego dnia sam. Jest niedziela po mszy świętej. Pięciu kapłanów rozrywanych przez tłumy wiernych na rozmowę, krótkie błogosławieństwo, poświęcenie, przeróżne mniej czy bardziej zrozumiałe obrzędy. Jestem umówiony z Abuna Cyrilo, zmierzył mnie wzrokiem z góry na dół i zapytał bez ogródek gdzie habit, zrobiło mi się nie swojo, pokazałem na krzyż i mówię – zakonnik w drodze. Uśmiechnął się poklepał po ramieniu i rzucił, uzbrój się w cierpliwość. Uzbrojony po zęby przyglądam się kolejnym licznym grupom młodych wchodzącym do górnego kościoła. Abuna wziął mnie ze sobą do prezbiterium i pozwolił robić zdjęcia. To obrzędy narzeczeńskich zaślubin. Długie modlitwy w charakterystycznym śpiewie koptyjskim a na koniec kapłan zbliża głowy młodych do siebie i wciska między nie krzyż, z oddali słychać uwielbieniowe zaśpiewy rodziny. Młodzi, szczęśliwi z krzyżem między głowami wyglądają intrygująco. I tak para za parą. Uzbrojony w cierpliwość  obserwuję i myślę sobie, że nie dali się zastraszyć, bomby nie zmieniły ich życia, a może wręcz umocniły wybór wiary?

Po kolejnym, sam już nie wiem którym obrzędzie, Abuna Cyrillo obrócił się do mnie z uśmiechem wręczył cukierka o smaku karmelowym zawinięty w czerwone pazłotko i wyraził nadzieję, że może uda się nam w końcu porozmawiać,  choć krótko.

Abuna odprawiał nabożeństwo, widział ich twarze, przed, podczas i po wybuchu. Co ci ludzie czuli po wszystkim, czy nie chcieli zemsty, walki, zapytałem wprost. Po chwili zastanowienia stwierdził - czuli ogromny ból, ale nigdy chrześcijanie nie będą namawiani do konfrontacji siłowej. Nigdy nie sięgniemy po broń, rześko konkluduje. Pierwsze momenty były trudne, to było szaleństwo, kilku młodych muzułmanów przybiegło, by po wybuchu deptać resztki ciał na ulicy wykrzykując – śmierć wszystkim chrześcijanom. Uspokajaliśmy ludzi, szczególnie młodych, którzy byli gotowi pójść na barykady. Ale tak nie można, to nie Jezusowe. Papież Shenuda podczas pogrzebu nawoływał wprost – Rozum podpowiada mi dziś wiele różnych myśli. Serce dyktuje jeszcze więcej, ale lepiej zachować milczenie by sam Bóg mógł przemówić… Wszystko w życiu jest po coś! Także trudności! Jako chrześcijanie, nie jesteśmy na tym świecie od noszenia broni!” Próbowaliśmy jakoś pomóc przejść to doświadczenie. Teraz nasi wierni czują jedynie ból. Chęć zemsty już chyba została przezwyciężona siłą modlitwy i chrześcijańskiego nauczania – podsumował Abuna.

A gdzie sprawiedliwość? – dopytuję. Możemy jedynie pokojowo manifestować o przywrócenie sprawiedliwości. Rząd zaś zadowolił się odnowieniem fasady kościoła i postawieniem dwóch czołgów, by uspokoić rozgoryczonych ludzi. Do dziś jednak nie ma śladu wymierzenia sprawiedliwości organizatorom masakry.

Co się działo po masakrze? - Chcieliśmy odwołać Święta Bożego Narodzenia z obawy przed kolejnym atakiem i w trosce o przerażonych braci. Jednak w końcu zdecydowaliśmy się odprawić, i co się okazało na mszę Bożonarodzeniową przyszły tłumy. Ludzie jak nigdy wcześniej, stali nawet na ulicy. Nasze 3 kościoły, plac zabaw nie były wstanie pomieścić wszystkich. Ludzie na zewnątrz krzyczeli do pobliskich muzułmanów z meczetu obok kościoła – możecie nas teraz wszystkich pozabijać, my dalej będziemy się tu modlić, to nasz kościół. To było dokładnie tydzień po masakrze. Wierni się więc wystraszyli? - Zobacz co teraz tu się dzieje w kościele, to mówi samo za siebie.  Rzeczywiście, to już ponad godzina po zakończonej Eucharystii kościoły, górny i dolny pełne ruchu, gwaru, błogosławieństw, rozmów, obrzędów, grup katechetycznych, a wszystko organizowane przez rzesze wolontariuszy. - Od ataku na nasz kościół 3 lata temu, liczba uczestniczących w sakramentach w naszej parafii po prostu się potroiła.

Zjedliśmy po cukierku gdy do rozmowy dołączył się młody Abuna Mana, podpisując kolejne dokumenty początku chrześcijańskiego narzeczeństwa. Rodzina i znajomi młodych po serii zdjęć, każdy swoim tabletem czy smartfonem, i rytualnym pocałowaniem liturgicznej zasłony wejścia za ikonostas z wizerunkami świętych Marka i Piotra I, rozchodzą się by dać miejsce kolejnej licznej grupie. Młodszy Abuna życzy mi dobrej drogi wypisując nieustannie w prezbiterium dokumenty narzeczeństwa. Życzy byśmy kolejny raz spotkali się już przy wspólnej Eucharystii, odpowiedziałem, że mam taką realną nadzieję, że stanie się to faktem szybciej niż byśmy się tego po ludzku spodziewali.

………………………………..

Wychodzę z kościoła Świętych umocniony. Jednak po mocnych wrażeniach i przy 40 stopniowym upale nieopodal zatrzymuje się w pierwszej napotkanej pijalni herbaty, by nieco odpocząć od tematyki. Do stolika dosiada dwoje młodych. Ona bez welonu, on zagaduje po angielsku, myślę sobie – chrześcijanie. Weslij zaczyna bez ogródek – Byłem tam, widziałem. Tamtej nocy spałem, a wybuchł bomby obudził mnie. Mieszkam dwie przecznice od kościoła. Do dziś słyszę jęki cierpiących. Nie wierzyłem oczom, do dziś widzę resztki ciał na drzewach i wbite w ściany kościoła. Pomyślałem, że tutaj nie można zdystansować się od cierpienia. Zmęczony jednak masakrycznymi opowiadaniami chcę nakierować rozmowę na coś pozytywniejszego, czy nie dostrzegasz ukrytych owoców tego co tu się stało?

- U Koptów nie wiem bo jestem protestantem, ale z pewnością ten wybuch obudził wielu. To tu zaczęła się rewolucja. Znam wielu muzułmanów, którym serca zadrżały i stali się krypto-chrześcijanami. Ukrywają się ze swoją wiarą w Jezusa, ale sercem są już z Nim. Czy mógłbyś umówić mnie z którymś z nich – zapytałem. - Jeśli cokolwiek pisnę, każdy z nich zerwie kontakt, zmieni numer telefonu. Nie nalegałem.

Przypomniały mi się wczorajsze słowa z Liturgii, że skarb wiary nosimy w naczyniach glinianych, a czasami ukryty za muzułmańską burką.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama