Prawosławie: Tak blisko, tak daleko

Dialog i poszukiwanie drugiego jest, jak dotąd, jedyną, choć niepewną metodą – mówił ks. prof. Dumitru Vanca z Rumunii. W tej kwestii – wydaje się – jesteśmy zgodni.

Pierwszy dzień Międzynarodowego Kongresu Ekumenicznego w Lublinie należał do Cerkwi prawosławnej. Co mówią sami o sobie, jak patrzą na dialog ekumeniczny, jakie widzą perspektywy i zagrożenia na tej drodze, w końcu: co mogą i chcą dać światu?

Trzeba powiedzieć na początku: patronat nad kongresem przyjął Patriarchat Ekumeniczny Konstantynopola, jego stały przedstawiciel przy Światowej Radzie Kościołów, abp Hiob Getcha pojawił się z wykładem w Lublinie. Obecny był nie tylko arcybiskup diecezji lubelsko-chełmskiej Abel, współorganizator kongresu, ale także arcybiskup diecezji wrocławsko-szczecińskiej Jerzy. Z pewnością dialog z innymi wyznaniami chrześcijańskimi jest rzeczą istotną. Trzeba też jednak powiedzieć, że niełatwą.

Wypowiedzi kolejnych prelegentów wskazywały jasno, że Cerkiew prawosławna ma dokładnie takie same problemy z ekumenizmem, o jakich można usłyszeć w Kościele katolickim. Pierwsza i podstawowa kwestia dotyczy rozumienia Kościoła, jego pełni (którą widzą w swoim Kościele), jedności i jedyności. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy, że Kościół jest jeden wobec sytuacji podzielonego chrześcijaństwa. Jeśli u nas jest pełnia, to czy jedyną możliwą drogą do jedności jest powrót tych, którzy są poza?

Takie pytania i wątpliwości wielokrotnie można usłyszeć w Kościele katolickim. Różni nas głównie to, gdzie dostrzegamy pełnię. A może właśnie nie różni: każdy widzi ją u siebie. Nietrudno dostrzec, że postawa „wy się macie przyłączyć do nas” do niczego nie doprowadzi, poza wzajemnym „wyszarpywaniem” sobie nawzajem wiernych i pogłębianiem ran. Istnienie unitów, mimo że minęło ponad 400 lat, jest do dziś dla Cerkwi prawosławnej jątrzącą raną. Raną, która ciąży na dialogu, jak się wydaje nie tylko z powodu obawy, żeby uniatyzm nie stał się paradygmatem dla przyszłego zjednoczenia Kościołów. To stwierdzenie faktu, jakim jest prawosławna świadomość. Chcę je w tym miejscu pozostawić bez komentarza.

Widać z tego jasno: tą drogą do niczego nie dojdziemy. A jednak nie możemy zostawić sytuacji takiej, jak jest. Powodem jest sam Chrystus, który modlił się, abyśmy byli jedno, na wzór jedności między Nim i Ojcem. Powodem jest zgorszenie, jakie powoduje podział. A skoro tak, nie pozostaje nam nic innego, niż jedności szukać.

To święty Bóg dokona zjednoczenia, nie ludzie – mówił abp Jerzy. Próba osiągnięcia jedności ludzkimi metodami, jedność poza Chrystusem przyniesie kolejne rany. Gdyby każdy chrześcijanin całym sobą dążył do Chrystusa, w ramach swojego wyznania, szczerze pragnął jedności i o nią się modlił, jedność okazałaby się możliwa. Jak? Bóg to wie. My – dziś – jeszcze nie...

Dialog i poszukiwanie drugiego jest, jak dotąd, jedyną, choć niepewną metodą – dodawał ks. prof. Dumitru Vanca z Rumunii. W tej kwestii – wydaje się – jesteśmy zgodni.

Ekumenizm budzi opór – mówiono podczas spotkania (to dobrze, że rozmawiamy także o problemach). Powodem jest fakt, że zaczął być on utożsamiany z kompromisem wiary. Problem jest na tyle istotny, że Sobór na Krecie zdecydował się upomnieć grupy antyekumeniczne, przypominając że wszelkie wysiłki mające na celu złamanie jedności Kościoła pod pretekstem utrzymania lub bronienia rzekomo prawdziwego prawosławia są godne potępienia. Czy nie brzmi to znajomo?

Co zatem jest możliwe? Po pierwsze, możliwy jest dialog teologiczny. Chodzi jednak nie o ustalenie kompromisu, ale o staranną pracę naukowo-badawczą dotyczącą nauczania ojców Kościoła i faktycznej etiologii podziału między naszymi wspólnotami. Dialog ten nie może odbywać się pod żadną presją, wymaga bardzo pogłębionej refleksji i modlitwy. Taki dialog ma miejsce. Jego ostatnim owocem w dialogu katolicko-prawosławnym było podpisanie wspólnego dokumentu dotyczącego sposobu pojmowania prymatu biskupa Rzymu. W dokumencie tym ujęto znaczne różnice mentalnościowe w rozumieniu prymatu między Wschodem i Zachodem. A jednak pozostawaliśmy wówczas w jedności...

Przyznam, że to bardzo budzące nadzieję stwierdzenie.

Tym, co z pewnością jest możliwe, to wspólne świadectwo i podejmowanie wspólnych działań wobec świata. Chodzi o wizję człowieka i jego godności opartą na Ewangelii, o postawę wobec sekularyzmu i fundamentalizmu, który – jak zauważył abp Hiob Getcha – jest skrajną reakcją na sekularyzm i wyrazem chorobliwej religijności. Prawdziwy chrześcijanin poświęca siebie, nie innych, i jest najsurowszym krytykiem fundamentalizmu – mówił. Nie sposób się nie zgodzić.

Mamy bardzo wiele do zrobienia w kwestiach takich jak rodzina, pokój, rozumienie praw człowieka, sprawiedliwość społeczna, ubóstwo, migracje czy ekologia. Między Cerkwią Prawosławną a Kościołem katolickim nie ma w tych kwestiach istotnych różnicy, w wielu z tych dziedzin możliwe jest współdziałanie także z innymi Kościołami chrześcijańskimi. Chodzi o to, by wspólnie nieść światu światło, pociechę i nadzieję.

Dialog umożliwia także proste dzielenie się sobą, swoją wiarą, swoim sposobem jej przeżywania, wrażliwością, duchowością. Warto zapewne też przyjrzeć się, w jaki sposób inni radzą sobie z problemami, które również mamy zbliżone. Ks. dr Artur Aleksiejuk mówił np. o pełni wolności, jaką daje Kościół... i skrajnie różnym odbiorze Kościoła przez młodych, którzy postrzegają Kościół jako opresyjny, wręcz stosujący przemoc. Pięknie mówicie, ale to tylko hasła – cytował młodych. W świadomości młodzieży nie zanikło dążenie do ideału – konkludował. Problem w tym, że nie tylko tych ideałów nie wypełniamy, ale nawet nie chcemy ich wypełnić. Młodzi pragną zauważenia ich jako osoby. Chcą być nie przyszłością a teraźniejszością Kościoła...

W tej sferze również możemy i powinniśmy się od siebie uczyć. „Ściąganie” dobrych pomysłów wydaje się wręcz pożądane.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama