Krwawy konflikt bez końca

Demokratyczna Republika Konga to jeden z tych krajów, za który mamy się modlić w piątek 23 lutego, w Dzień Modlitwy i Postu w Intencji Pokoju.

Papież Franciszek ogłosił piątek 23 lutego br. Dniem Modlitwy i Postu w Intencji Pokoju. Zwrócił się z prośbą o modlitwę szczególnie za Demokratyczną Republikę Konga (DRK) oraz Sudan Południowy, kraje od lat nękane krwawymi konfliktami zbrojnymi i wojną.

Według danych ONZ z 2017 roku w prawie 79 milionowej DRK przemoc na tle etnicznym oraz starcia między regularną armią a partyzantami i zbrojnymi ugrupowaniami, szczególnie w prowincjach Tanganyika i Kivu na wschodzie kraju doprowadziły do wypędzenia ze stron rodzinnych co najmniej 1,3 mln. mieszkańców, wśród których jest ponad 800 tys. dzieci.

Trwająca od 20 lat niestabilna sytuacja polityczna i społeczna spowodowana głównie walką o dostęp do bogatych źródeł surowców naturalnych, z których korzystają międzynarodowe korporacje wywołuje obawy, że ogromny kraj, równy powierzchniowo Europie od Oceanu Atlantyckiego do Bugu, może znowu pogrążyć się w wojnie i humanitarnym kryzysie. Podobnym do tego, jaki zabił tam miliony ludzi w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, głównie z powodu głodu i chorób.

Od kilku lat ze względu na rozszerzenie się walk między wojskiem a różnymi grupami rebelianckimi na nowe obszary kraju, drastycznie pogarsza się sytuacja DRK. W czerwcu 2017 wysoki komisarz ONZ informował o wstrząsających zbrodniach, wymagających międzynarodowego śledztwa. Z kolei raport Kościoła katolickiego z ub. r. poinformował o ponad 3 tys. ofiar konfliktu od października 2016 roku.

Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji, z powodu straszliwych konsekwencji destabilizacji regionu wywołanej falą przemocy najbardziej cierpią dzieci, zwłaszcza we wschodniej części kraju. „Setki tysięcy dzieci w regionie nie ma dostępu do opieki medycznej oraz do nauki w szkołach, wielu boleśnie przeżyło okrucieństwo bojowników” - mówił niedawno powiedział przedstawiciel UNICEF w Kongu, Tajudeen Oyewale. Informował, że wiele dzieci we wschodnim Kongo jest wykorzystywanych seksualnie i zmuszanych do walki. UNICEF i jego organizacje partnerskie zidentyfikowały już ponad 800 takich przypadków, choć prawdziwe rozmiary przemocy seksualnej wobec dzieci w Kongu są z pewnością o wiele większe. Ponadto z najnowszych danych UNICEF wynika, że w ubiegłym roku ponad trzy tysiące dzieci zmuszono do walki w zbrojnych oddziałach.

Szczególnie ciężka sytuacja panuje w bogatym w diamenty regionie Kasai, który jeszcze do niedawna był obszarem spokoju. Sytuacja diametralnie zmieniła się tam w 2016 r., gdy został zabity lokalny watażka Kamwina Nsapu, który zbuntował się przeciwko prezydentowi Josephowi Kabili, co wznieciło krwawy, trwający do dzisiaj, konflikt. Według ONZ, walki między różnymi lokalnymi ugrupowaniami i siłami rządowymi doprowadziły do śmierci kilku tysięcy ludzi, zaś około 1,4 mln mieszkańców uciekło z domów, pozostawiając nieuprawiane pola. Dochodzą do tego zabójstwa, gwałty, tortury, wcielanie dzieci do grup zbrojnych, palenie wsi, niszczenie budynków szkół i szpitali.

W sumie we wszystkich konfliktach rozdzierających Demokratyczną Republikę Konga jest 3,9 mln przesiedleńców. Urząd Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) mówi o kryzysie humanitarnym najwyższego stopnia.

Obok lokalnych sporów polityczno-plemiennych DRK od ponad dwóch lat jest pogrążone w permanentnym kryzysie politycznym z powodu autorytarnych rządów 48-letniego Josepha Kabili Kabange, który został prezydentem 17 stycznia 2001, nazajutrz po zamordowaniu jego ojca Laurenta przez żołnierza z prezydenckiej gwardii przybocznej. W 10 dni później nowego szefa państwa zatwierdził parlament. 29-letni wówczas Kabila stał się najmłodszą głową państwa w ówczesnym świecie. Później był jeszcze dwukrotnie wybierany na to stanowisko w latach 2006 i 2011, a gdy pod koniec 2016 kończyła mu się druga i ostatnia kadencja, postanowił zmienić konstytucję, która zabrania pełnienia tego urzędu dłużej niż przez dwie kadencje.

Wywołało to powszechne niezadowolenie i masowe demonstracje antyrządowe, które doprowadziły do tego, że Kabila podpisał 31 grudnia 2016 układ z opozycją, nazwany "porozumieniem sylwestrowym", w którym m.in. zobowiązał się nie kandydować po raz trzeci. Przed końcem 2017 miały się odbyć nowe wybory prezydenckie. Później jednak Kabila wycofał się ze swych postanowień, przesunął w czasie wybory i zapowiedział, że nadal będzie pełnił swój urząd. Usprawiedliwiał swoją decyzję m. in. problemami logistycznymi przy rejestracji wyborców. Ostatecznie w listopadzie 2017 r. komisja wyborcza ustaliła datę wyborów na 23 grudnia 2018 r.

Te wydarzenia, łącznie z trudną sytuacją gospodarczą w kraju, doprowadziły do masowych wystąpień ludności w ostatnich dniach 2017 roku i na początku 2018 r. Ostatnia wielka prodemokratyczna demonstracja miała miejsce 21 stycznia w stolicy kraju, Kinszasie. Po niedzielnej Mszy św. przez centrum stolicy kraju przeszło kilkaset osób z gałęziami palmowymi, krzyżami i Biblią w rękach. W wyniku jej zdławienia przez policję i wojsko zginęło co najmniej 6 demonstrantów, a dziesiątki zostało rannych. Wcześniej, 31 grudnia podczas protestów zabito 6 osób, ponad 70 zostało rannych, a 115 aresztowano, wśród nich było 10 księży i 2 siostry zakonne. Podczas demonstracji atakowano także kościoły. Pokojową manifestację mieszkańców stolicy zorganizował Świecki Komitet Koordynacyjny (CLC) - stowarzyszenie świeckich katolików kongijskich, do których dołączyły także niektóre wspólnoty protestanckie, opozycja i przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. Ze swojej strony władze kongijskie zakazały protestów, "ze względów bezpieczeństwa" zawiesiły działalność internetu i łączność SMS-ową, wzmocniły rozmieszczenie wojska i policji w 10-milionowej stolicy.

Po fali protestów arcybiskup Kinszasy, kard. Laurent Monsengwo przyznał, że wobec słabej i podzielonej opozycji politycznej w DRK Kościół staje się punktem centralnym sprzeciwu wobec Kabili. Zdaniem purpurata kraj coraz bardziej przypomina wielkie więzienie. "Jak możecie zabijać mężczyzn, kobiety, dzieci, młodzież i starców, śpiewających pieśni religijne, niosących Biblię, różańce i krucyfiksy?" – zapytał arcybiskup stolicy, dodając: "Czy teraz żyjemy w otwartym więzieniu?".

Na zakończenie ostatniego nadzwyczajnego zebrania kongijskiego episkopatu w połowie lutego br., biskupi napisali w oświadczeniu: "Społeczność narodowa i międzynarodowa jest świadkiem całego szeregu kampanii nienawiści, zniesławienia i oszczerstw mających na celu osłabienie siły moralnej Kościoła, zwłaszcza kardynała Laurenta Monsengwo, arcybiskupa Kinszasy i odwrócenia uwagi ludzi od prawdziwych życiowych problemów". Wyrazili też swoje zaniepokojenie rosnącą niepewnością o jutro w różnych prowincjach kraju. "W Kasai, w północnym i południowym Kiwu oraz w Ituri daje o sobie znać obecność bojowników, którzy szerzą śmierć i zniszczenie, co przypomina strategię oblężenia i bałkanizacji kraju. Na tym etapie procesu wyborczego, mamy prawo pytać: kto korzysta z destabilizacji kraju?" - napisali kongijscy biskupi.

Sytuacja w DRK staje się coraz bardziej beznadziejna, napięcie stale eskaluje. Jak pokazuje historia tego kraju słowo „demokracja” nie ma nic wspólnego z praktyką, a jedynie z jego oficjalną nazwą. Po represyjnej polityce Belgów w czasów kolonialnych, ostatnich 46 latach autokratycznych rządów i dwóch wojnach domowych, państwo to nie ma nic wspólnego z demokracją.

O pokojowe rozwiązanie napięć w DRK wielokrotnie apelował papież Franciszek. Ostatnio podczas swojej wizyty w Peru spontanicznie zaapelował: „Proszę wszystkich odpowiedzialnych w tym ukochanym kraju, aby uczynili wszystko, co w ich mocy, by zapobiec dalszej przemocy i szukali rozwiązań służących dobru społecznemu”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )