Lew, owca i wilki, czyli jak nie przegapić siebie

Przed każdym, kto cokolwiek chce powiedzieć o misji - rozumianej jako zadanie Kościoła - stoi pewien problem.

Próbując przedstawić to zagadnienie w jakikolwiek systematyczny sposób, musi być on pewny, a przynajmniej powinnien spodziewać się, że zawsze, wszędzie i w każdych warunkach, będzie się ono zachowywało w przewidywalny sposób.

W przypadku misji tymczasem Tym, który ma do powiedzenia ostatnie słowo jest sam Bóg. Jego drogi zaś nie zawsze pokrywają się z naszymi. Tym samym nie zawsze nasze usystematyzowane patrzenie na zagadnienia związane z misją będzie tak "systematyczne", jakbyśmy tego chcieli. Jak tu miał zbudować solidny missionplan Paweł z Tymoteuszem, którzy posłuszni nakazowi Chrystusa poszli czynić uczniami wszystkie narody (Mt 28,19)? W Azji jednak Duch Święty przeszkodził w głoszeniu Słowa Bożego (...), a gdy przyszli ku Mizji, chcieli pójść do Bityni, lecz Duch Jezusa nie pozwolil im (Dz 16,6-7).

Czy więc nie byłoby bezpieczniej nie mieszać się w całą sprawę i poczekać aż Bóg sam zajmie się swoją misją? Z pewnością tak byłoby najwygodniej. Tyle tylko, że o ile wszystko inne dostaliśmy za darmo, misja to zadanie, jakie Bóg postawił przed Kościołem. Spójrzmy teraz na jeden aspekt tego dzieła, czyli co owca może zrobić wśród wilków (por. Mt 10,16).

Po pierwsze, podejmując się świadomie misyjnego dzieła (z akcentem na "świadomie", bo Bóg może użyć nas w swoim dziele niezależnie od naszej woli, zrobił to z oślicą Bileama - 4 Mż 22,21 nn), musimy zadać sobie pytanie o to, co możemy zrobić. Trzeba pamiętać, że w historii Bóg częściej uzdalniał powołanych niż powoływał uzdolnionych, niemniej jednak warto znać swoje wady i zalety. Choćby po to, by oczekując na spektakularne powołanie na jeszcze bardziej spektakularną misję, nie przegapić przypadkiem tego, co tak zwyczajnie dla Bożego Królestwa możemy zrobić. By z naszą misją nie było tak, jak z człowiekiem, który utopił się podczas powodzi. Oburzony przyszedł do Boga i wygarnął Mu: Jak mogłeś mi to zrobić! Obiecałeś, że mnie wyratujesz, a ja tylko wyszedłem na głupca, powtarzając Twoje słowa tym wszystkim, którzy podpływali, by zabrać mnie na swoją łódź! A jak myślisz - odparł Bóg - kto tych wszystkich ludzi ciągle po ciebie posyłał?

Misyjna działalność nie zawsze musi być związana z nadzwyczajnymi wydarzeniami. W 2 Mż możemy przeczytać między innymi o tym, jak Izraelici mieli przygotować specjalny namiot-świątynię ze wszystkimi rzeczami potrzebnymi do składania ofiar. Było to niewątpliwie wielkie zadanie, jakie Pan zlecił Mojżeszowi. Do pomocy w tak ważnym przedsięwzięciu Bóg powołał imiennie Besalela i Oholiaba. Zrobił to w bardzo prosty sposób: napełnił ich umiejętnością wszelkich prac rzemieślniczych.

Być może ty, twoja grupa lub zbór jesteście jak Besalel z Oholiabem. Fakt, ich rola nie jest tak samo eksponowana jak w przypadku Mojżesza, ale tak samo ważna w Bożym planie. Jeśli więc Bóg obdarzył cię umiejętnościami w jakiejkolwiek dziedzinie, to z pewnością możesz to wykorzystać na polu misyjnym. Może ładnie śpiewasz, dobrze grasz w szachy, masz czas, by kogoś odwiedzić, albo jesteś wystarczająco silny, by pomóc gderliwej sąsiadce wnieść zakupy na czwarte piętro. Być może pierwszy raz nieśmiało uśmiechnie się dopiero przy czterdziestej ósmej torbie, podziękuje dopiero w okolicach osiemdziesiątej, a przy sto siódmej zapyta, czemu to robisz - pomagasz jej, choć swoim zachowaniem w żaden sposób cię do tego nie zachęciła. Wtedy możesz wskazać jej na Chrystusa - no i właśnie zostałeś misjonarzem.

Kiedy wiesz już, co możesz robić, bądź przygotowany, że możesz robić coś innego! Bóg powołuje nas czasem do zrobienia rzeczy, które przekraczają nasze możliwości. Osobiście nie znam włoskiego, a na elektryczności znam się niewiele lepiej. Mimo to z dwiema innymi osobami z Polski (których zdolności w obu dziedzinach były podobne do moich) i kilkoma Włochami (którzy znali włoski i tylko włoski), zdołaliśmy przygotować oświetlenie spektaklu, w którym światło grało pierwszoplanową rolę. Wszystkie reflektory, a było ich kilka i to dużej mocy, działały. Dzięki temu kilkaset osób tego wieczoru mogło usłyszeć ewangelię. Operacja się udała, ale mimo tego nigdy więcej nie zabierałem się za oświetlanie jakiejkolwiek imprezy. Bynajmniej nie jest to też wyrazem mojego nieposłuszeństwa względem Bożej woli.

To, że jednorazowo możemy zostać powołani do czegoś dla nas samych niespodziewanego, nie oznacza, że mamy już tylko tym się zajmować. Warto więc pomyśleć, gdzie możesz realizować talenty, jakimi obdarzył cię Bóg. Oczywiście wszędzie. Rzeczywiście, albo się jest światłością świata i solą ziemi wszędzie, albo nigdzie. W historii dojścia do wiary dowódcy wojsk króla Aramu - Naamana oprócz wielu "wielkich" występuje mała dziewczynka (nie znane jest nawet jej imię), którą wojska aramejskie uprowadziły do niewoli. To ona była tą, która sprawiła, że w życiu tego wielkiego wojownika, przez swoją chorobę skazanego na śmierć - zajaśniała nadzieja. A stało się to tylko dlatego, że ta mała dziewczynka podzieliła się kiedyś ze swą panią (żoną Naamana) wiarą, że jest ktoś, kto by go wnet uleczył z trądu (2 Krl 5,3). Świadczenie swoją postawą, że wyznawane przez nas prawdy nie są jedynie wyuczonymi formułkami, to też rodzaj misyjnego zaangażowania się w konkretnym miejscu.

Zachęcam cię, byś, kiedy Bóg zwraca się do ciebie z misją (pytając jak Izajasza: Kogo poślę i kto tam pójdzie?), odpowiedział: Oto jestem, poślij mnie (Iz 6,8). Niezależnie od tego, czy będziesz jak Mojżesz, Besalel z Oholiabem, czy mała dziewczynka. Warto być owcą wśród wilków. I to jest to jedno z nielicznych zdań, które z całą pewnością o misji powiedzieć można: "Warto być owcą wśród wilków, oczywiście wtedy, gdy stoi za tobą Lew".


Artykuł pochodzi z kwartalnika "Warto" wydawanego przez Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko Augsburskiego w RP
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama