O głowie bez emocji?!

Człowiek nie sprowadza się jedynie do biologii własnego organizmu, ma przecież duszę i to jej zwykł przypisywać rzeczy w życiu najcenniejsze.

Jakoś o głowie bez emocji myśleć nie mogę… Jej wysokość niepodzielnie sprawująca rządy nad ludzkim jestestwem, ostoja spokoju i równowagi, bastion rozumu, za jaki zwykle uchodzi, pewnie nigdy nie zyskałaby należnej jej czci, gdyby nie mózg, o którym jako humaniści myślimy raczej w kategoriach narzędzia pracy, nad którym panuje myśl czy idea.

Człowiek nie sprowadza się jedynie do biologii własnego organizmu, ma przecież duszę i to jej zwykł przypisywać rzeczy w życiu najcenniejsze – zdolność do przeżywania miłości, radości, może szczęścia. Zgodnie z chrześcijańskim przekonaniem, o wiele zresztą starszym niż samo chrześcijaństwo, to właśnie dusza ma potencjał, by uczestniczyć w nieśmiertelności. Większość współczesnej populacji żyje w przekonaniu, że nad nietrwałym i jakże omylnym ciałem należy zapanować siłą umysłu (stąd przewaga głowy nad resztą ciała), bo wówczas zyskamy prawdziwe dobra nie tylko tego, ale i przyszłego świata. Wobec tak nakreślonej wizji rzeczywistości, zwanej czasem dualistyczną, podobnie jak w przypadku innych czarno-białych filozofii życia, nasuwa się pytanie o to, co pomiędzy – o szarość. I głowa właśnie, dosłownie i w przenośni, zdaje się być tutaj meritum sprawy…

A gdyby tak na chwilę zrzucić ją z piedestału i przejrzeć się w pełnowymiarowym lustrze? Poszukajmy zatem zwierciadła i spróbujmy zobaczyć siebie: nie w pośpiechu, raczej z uwagą – to ważne, bo warto wiedzieć, z kim pójdziemy na spacer – potem wyjdźmy z domu. U mnie dzisiaj piękne słońce, od jakiegoś czasu kwitną kwiaty, za oknem śmiechy młodych ludzi, którzy właśnie świętują przerwę pomiędzy lekcjami… Świat zaprasza do siebie.

Kobieta w lustrze zdaje się mieć dobry nastrój, ostatnio bywało różnie – zimno i słota w przeddzień lata potrafią wprawić w stan przygnębienia niejednego śmiałka. Wychodzę na ulicę, pamięć ostatnich kilku deszczowych dni potęguje radość z ciepła, kupiony w piekarni chleb smakuje wybornie, w porannej gazecie jakby weselej, tylko pani z kiosku ukryta przed słońcem za stosem czasopism i innej podręcznej drobnicy sprawia wrażenie smutnej. Rozumiem, tłumaczę ją nieszczęsną smugą cienia i myślę, jak krajobraz, w którym żyjemy, potrafi się zmieniać – jeszcze przedwczoraj wszystko i wszyscy byli przeciwko mnie, na ulicy złowrogie kałuże wyzierały spod przemoczonych butów, w domu komputer zdawał się emitować tyle szkodliwej energii, by nie zbliżać się do niego na odległość jednego pokoju, nawet głównym tematem wiadomości była walka – o miejsce do życia, o pieniądze, o strefy wpływów itd. Ostatecznie złość i rozdrażnienie pękły razem z nadejściem burzy, która kazała odłączyć zasilanie złych myśli kolejnymi ze świata zewnętrznego, zaś po niej przyszła cisza i oczekiwanie na lepsze jutro. A dziś, kto by pomyślał, ludzie piękni, miasto piękne, jednym słowem: chce się żyć. Nasuwa mi się pewne przeświadczenie, że cała ta historia wykracza poza moją miłościwie panującą głowę, której najwyraźniej nie zawsze udaje się zapanować nad  e m o c j a m i…

A człowiek lubi panować, w końcu taki ma nakaz i to całkiem konkretny – powinien sprawować swoje ziemskie rządy rozumnie. Niełatwe zadanie, zważywszy, że rzecz nie dotyczy jedynie głowy, ale nas całych. Każdego dnia ludzkie ciało odbiera za pomocą zmysłów szereg bodźców z otoczenia – dotykamy, widzimy, czujemy, słyszymy, smakujemy. Zjawiska przyrody, spotykani ludzie, ich słowa i czyny, a nawet my sami, ściślej: nasze potrzeby i myślenie o własnej osobie powodują, że jesteśmy zdolni śmiać się, płakać, krzyczeć, złościć, bać… Jednym słowem świat budzi w nas reakcję w pierwszym rzędzie w postaci emocji, dopiero chwilę później próbujemy je nazwać i klasyfikować.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • przempon
    30.06.2010 13:02
    Treść tego artykułu jest w moim odbiorze BARDZO interesująca, a kojarzy mi się on z tym, co na temat uczuć pisał słynny, nieżyjący już i niestety nieco chyba zapomniany filozof niemiecki - Dietrich von Hildebrand w książce: "Serce - rozważania o uczuciowości ludzkiej i uczuciowości Boga-Człowieka", wyd.W DRODZE, Poznań 1987. Zachęcam do jej przeczytania, ponieważ w początkowych rozdziałach książki poddaje on gruntownej filozoficznej analizie ludzkie i co ciekawe nawet Boskie uczucia. Krótko mówiąc uważa on, że spuścizną europejskiej filozofii (np. Arystoteles, Stoicy)jest m.in. pewne niedowartościowanie sfery uczuciowej w człowieku i odmawianie im charakteru równorzędnego z głową - siedliskiem rozumu i woli. Było tak dlatego, że często uczuciowość kojarzono z tym, co w niej najniższego (uczucia powstałe na bazie bilogizmu - np. uczucie sytości, głodu, zimna, potrzeb seksualnych) i sprowadzajacego się do ich wymiaru negatywnego (nienawiść, nadmierny gniew, chora zazdrość, nieopanowana niezważająca na nic, na żadne wartości moralne 'ślepa miłość' itp.). Zapminano zaś o wymiarze uczuć wyższych, duchowych, niezwykle uszlachetniających człowieka. I taka wizja uczuciowości głoszona w pismach chyba większości filozofów greckich przebiła się i do chrześcijaństwa oraz do całej kultury europejskiej /choć były oczywiście wyjątki, np. Platon, św. Augustyn, Blaise Pascal, św. Bernard z Clairvaux, św. Bonawentura, św. Małgorzata Alacoque). Hildebrand nie wspomina o świętym Tomaszu z Akwinu ale warto wiedzieć, że Ten bądź co bądź Wielki Święty i Uczony poświęcił uczuciom dużo uwagi w swojej Summie teologicznej ale i tak odmawiał im charakteru równorzędnego z rozumem, traktując je jako władze duszy niższego rzędu (tj. pozostające w sferze pożądawczej-zmysłowej.
    Potwierdzeniem tego o czym piszę niech będą chociażby (pełna analiza tego problemu byłaby niesamowicie ciekawą pożywką dla niejednej pracy magisterskiej, doktorskiej, czy też habilitacyjnej) słowa zawarte w tomie 33 (zmartwychwstanie ciał), przy okazji rozważania zagadnienia 70 "O właściwości duszy odłączonej od ciała...". Czytamy tam, że:
    "„To, co dotyczy wspólnie duszy i ciała, nie może pozostać w duszy odłączonej. Lecz wszystkie czynności władz zmysłowych dotyczą wspólnie duszy i ciała. Świadczy o tym fakt, że każda z tych władz dokonuje swych czynności li tylko poprzez narząd cielesny. A więc w duszy odłączonej nie będą istnieć czynności władz zmysłowych (…)dusza nie porusza samej siebie, ani też w żaden sposób nie ma w niej samej ruchu takich czynności, jak widzenie, czucie itp., jako że takowych czynności dokonuje dusza wraz z ciałem jako jedna całość złożona. Z czego wynika konieczny wniosek, że w duszy odłączonej żadnym sposobem nie mogą pozostać czynności władz zmysłowych, chyba możliwie jako w dalszym korzeniu (…) Tenże Augustyn mówi: „Samo ciało nie czuje, lecz dusza poprzez ciało"; a nieco niżej dodaje: „Wszelako niejedno dusza czuje nie poprzez ciało ale bez ciała, np. bojaźń i podobne". Lecz to, co przysługuje duszy bez pośrednictwa ciała, może istnieć w duszy odłączonej od ciała. A więc w stanie odłączenia dusza mogłaby rzeczywiście czuć (…) Słowa: „dusza czuje poprzez ciało" znaczą: czucie nie jest czynnością samej tylko duszy, ale całości złożonej, której dusza daje władzę czucia. To tak, jakbyś powiedział: ciepło grzeje. Zaś słowa: „dusza czuje niejedno bez ciała, np. bojaźń i podobne", należy rozumieć: czuje bez ruchu ciała na zewnątrz, jak to zwykle się zdarza w działaniu zmysłów zewnętrznych, ale nie czuje zgoła bez ciała, ponieważ żadne uczucie nie może istnieć bez ruchu cielesnego. — Albo można odpowiedzieć, że Augustyn idzie za platończykami, którzy, jak się rzekło, tak właśnie głosili (…) nie czuje zgoła bez ciała, ponieważ żadne uczucie nie może istnieć bez ruchu cielesnego (…) Przez miłość, radość, smutek itp. można rozumieć uczucia pożądania zmysłowego, które zawsze dokonują się przy wtórze ruchu serca [i organizmu] . Jasne, że takowe nie mogą istnieć w duszy odłączonej. Można też przez nie rozumieć czynności woli, która przecież jest władzą umysłową. I tak pojęte istnieją w duszy odłączonej".

    Z nauczania tego zatem wyraźnie wynika, że św. Tomasz bardziej skłaniał się ku naukom Arystotelesa niż Platona i św. Augustyna i tym samym nasze uczucia rozumiał jako pewne odczucia-uczucia natury tylko zmysłowo-pożądawczej tj. jako coś odbieranego przez nas tylko dlatego, że posiadamy ciało i narząd pośredniczący w odbieraniu uczuć, czyli serce. Po rozłączeniu z ciałem, a zatem i z narządem cielesnym - sercem, św. Tomasz widocznie nie wyobrażał sobie, aby w duszy mogły pozostać jakiekolwiek wrażenia zmysłowe, czyli uczucia. Dusza musiałaby mieć serce, a przecież jest bytem niezłożonym, nie składającym się z jakichś części, stąd prosty wniosek,że dusza po odłączeniu od ciała, jak i aniołowie oraz Bóg nie mają uczuć w takim rozumieniu jak my to pojmujemy. Ciekawe jednak jest to, czy przypadkiem nie brał On pod uwagę takiej możliwości, że dusza rozłączona z ciałem, pomimo że nie posiada cielesnego serca, to jednak może coś czuć i to w sposób zbliżóny (doskonalszy) od tego, co obecnie - w ciele - czujemy? Czyżby bowiem Bóg nie był w stanie uczynić duszy ludzkiej jako bytu odbierającego wrażenia natury uczuciowej, poprzez jakieś "duchowe serce" wtopione w jednolitą strukturę duchową duszy? Czy dusza miałaby poza tym być czymś 'upośledzonym" względem ciała? Św.Tomasz zatem bardzo doceniał ludzką uczuciowość - jako efekt połączenia z ciałem ale już po śmierci dla tego typu uczuć nie widział w niej miejsca. Po śmierci w duszy pozostaje według Niego bowiem tylko rozum i wola i stąd wypływa ich wyższość nad uczuciowością, która jest czymś jedynie przejściowym, ziemskim, zmysłowym (nawet w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) i obcym duszy odłączonej od ciała...
    Od tego stanowiska zdaje się jednak odchodzić i je stopniowo przełamywać - Papież Benedykt XVI, który pozostając pod szczególnym wpływem nauk św. Augustyna wiele razy nawiązuje do uczuciowości i mówi nawet o tym, że Bóg nie jest samym Rozumem-Logosem ale i Sercem, czyli Kimś Kto ma Uczucia!!!! Myślę, że zachodzi zatem pomału jakaś rewolucja w ukształtowanym pod wpływem św. Tomasza mysleniu teologicznym, dopuszczająca obecność uczuć w bytach duchowych, takich jak Bóg, aniołowie i wreszcie odłączona od ciała ludzka dusza. Są to kroki na razie jak mi się wydaje nieco "nieśmiałe" ale jednak stanowcze... Poza tym bardzo to też koresponduje i odpowiada temu na co wskazuje współczesna literatura tzw. mistyczna, bazująca na prywatnych objawieniach np.orędzia Miłosiernej Miłości do małych dusz (Małgorzaty - mistyczka z Belgii), orędzia do Kapłanów - umiłowanych synów Matki Bożej (ks. Gobbi), czy też nawet Poemat Boga-Człowieka (Maria Valtorta), gdzie wyraźnie wspomina się o tym, że dusza odłączona od ciała również przeżywa uczucia... Uznanie tego punktu widzenia we współczesnej teologii może w przyszłości doprowadzić do pewnej modyfikacji poglądów św. Tomasza z Akwinu oraz Arystotelesa, a tym samym i nauki Kościoła katolickiego i przyznaniu uczuciowości stanowska równorzędnego z rozumnością i wolitywnością, czyli tak jak to już widział wspomniany przeze mnie Dietrich von Hildebrand.
    Na koniec zaś dodam, że sfera uczuciowości w sposób szczególny zaczyna być doceniana dzięki odkryciom współczesnej psychologii (np. prace Alexandra Lowena o ludzkiej miłości, o duchowości), co też daje dużo do myślenia...
  • przempon
    01.07.2010 09:27
    Treść tego artykułu jest w moim odbiorze BARDZO interesująca, a kojarzy mi się on z tym, co na temat uczuć pisał słynny, nieżyjący już i niestety nieco chyba zapomniany chrześcijański filozof niemiecki - Dietrich von Hildebrand w książce: "Serce - rozważania o uczuciowości ludzkiej i uczuciowości Boga-Człowieka", wyd. W DRODZE, Poznań 1987. Zachęcam do jej przeczytania, ponieważ w początkowych rozdziałach książki poddaje on gruntownej filozoficznej analizie ludzkie i co ciekawe nawet Boskie uczucia. Krótko mówiąc uważa on, że spuścizną europejskiej filozofii (np. Arystoteles, Stoicy) jest m.in. pewne niedowartościowanie sfery uczuciowej w człowieku i odmawianie im charakteru równorzędnego z rozumem i wolą, mającymi swoją „siedzibę” w głowie. Było tak zapewne dlatego, że często uczuciowość kojarzono z tym, co w niej najniższego (uczucia powstałe na bazie biologizmu - np. uczucie sytości, głodu, zimna i seksualności) i sprowadzajacego się do ich wymiaru negatywnego (nienawiść, nadmierny gniew, chora zazdrość, nieopanowana niezważająca na nic, na żadne wartości moralne 'ślepa miłość' itp.). Zapomniano zaś o wymiarze uczuć wyższych, duchowych, niezwykle uszlachetniających człowieka. I taka wizja uczuciowości głoszona w pismach chyba większości filozofów greckich przebiła się częściowo i do chrześcijaństwa oraz do całej kultury europejskiej /choć były oczywiście wyjątki, np. Platon, św. Augustyn, św. Bernard z Clairvaux, św. Bonawentura, św. Małgorzata Alacoque Blaise Pascal,). O ile pamiętam, Hildebrand nie wspomina o świętym Tomaszu z Akwinu ale warto wiedzieć, że Ten bądź co bądź Wielki Święty i Uczony poświęcił uczuciom bardzo dużo uwagi w swojej Summie Teologicznej ale i tak moim zdaniem odmawiał im charakteru równorzędnego z rozumem, traktując je jako władze duszy niższego rzędu (tj. pozostające w sferze pożądawczo-zmysłowej), istniejące dopóki istnieje połączenie duszy z ciałem, czyli dopóty można mówić o człowieku, jako o pewnej całości materialno-duchowej.
    Potwierdzeniem tego o czym piszę niech będą chociażby (pełna analiza tego problemu byłaby niesamowicie ciekawą pożywką dla niejednej pracy magisterskiej, doktorskiej, czy też habilitacyjnej) słowa zawarte w tomie 33 (zmartwychwstanie ciał) Summy Teologicznej, przy okazji rozważania zagadnienia 70 "O właściwości duszy odłączonej od ciała...". Czytamy tam, że:
    "To, co dotyczy wspólnie duszy i ciała, nie może pozostać w duszy odłączonej. Lecz wszystkie czynności władz zmysłowych dotyczą wspólnie duszy i ciała. Świadczy o tym fakt, że każda z tych władz dokonuje swych czynności li tylko poprzez narząd cielesny. A więc w duszy odłączonej nie będą istnieć czynności władz zmysłowych (…)dusza nie porusza samej siebie, ani też w żaden sposób nie ma w niej samej ruchu takich czynności, jak widzenie, czucie itp., jako że takowych czynności dokonuje dusza wraz z ciałem jako jedna całość złożona. Z czego wynika konieczny wniosek, że w duszy odłączonej żadnym sposobem nie mogą pozostać czynności władz zmysłowych, chyba możliwie jako w dalszym korzeniu (…) Tenże Augustyn mówi: „Samo ciało nie czuje, lecz dusza poprzez ciało"; a nieco niżej dodaje: „Wszelako niejedno dusza czuje nie poprzez ciało ale bez ciała, np. bojaźń i podobne". Lecz to, co przysługuje duszy bez pośrednictwa ciała, może istnieć w duszy odłączonej od ciała. A więc w stanie odłączenia dusza mogłaby rzeczywiście czuć (…) Słowa: „dusza czuje poprzez ciało" znaczą: czucie nie jest czynnością samej tylko duszy, ale całości złożonej, której dusza daje władzę czucia. To tak, jakbyś powiedział: ciepło grzeje. Zaś słowa: „dusza czuje niejedno bez ciała, np. bojaźń i podobne", należy rozumieć: czuje bez ruchu ciała na zewnątrz, jak to zwykle się zdarza w działaniu zmysłów zewnętrznych, ale nie czuje zgoła bez ciała, ponieważ żadne uczucie nie może istnieć bez ruchu cielesnego. — Albo można odpowiedzieć, że Augustyn idzie za platończykami, którzy, jak się rzekło, tak właśnie głosili (…) nie czuje zgoła bez ciała, ponieważ żadne uczucie nie może istnieć bez ruchu cielesnego (…) Przez miłość, radość, smutek itp. można rozumieć uczucia pożądania zmysłowego, które zawsze dokonują się przy wtórze ruchu serca [i organizmu] . Jasne, że takowe nie mogą istnieć w duszy odłączonej. Można też przez nie rozumieć czynności woli, która przecież jest władzą umysłową. I tak pojęte istnieją w duszy odłączonej".

    Z nauczania tego zatem wyraźnie wynika, że św. Tomasz bardziej skłaniał się w tym względzie ku naukom Arystotelesa niż Platona i św. Augustyna i tym samym nasze uczucia rozumiał jako pewne odczucia-uczucia natury tylko zmysłowo-pożądawczej tj. jako coś odbieranego przez nas tylko dlatego, że posiadamy ciało i narząd pośredniczący w odbieraniu uczuć, czyli serce. Po rozłączeniu z ciałem, a zatem i z narządem cielesnym - sercem, św. Tomasz widocznie nie wyobrażał sobie, aby w duszy mogły pozostać jakiekolwiek uczucia. Dusza musiałaby mieć serce, a przecież jest bytem niezłożonym, nie składającym się z jakichś części, stąd prosty wniosek ,że dusza po odłączeniu od ciała nie ma uczuć w takim rozumieniu jak my to pojmujemy. Pozostają w niej jedynie jakieś akty woli przypominające uczucia. Ciekawe jednak jest to, czy przypadkiem nie brał On pod uwagę takiej możliwości, że dusza rozłączona z ciałem, pomimo że nie posiada cielesnego serca, to jednak może coś czuć i to w sposób zbliżony, a nawet doskonalszy od tego, co obecnie - w ciele - czujemy? Czyżby bowiem Bóg nie był w stanie uczynić duszy ludzkiej jako bytu odbierającego wrażenia natury uczuciowej, poprzez jakieś "duchowe serce" wtopione w jednolitą strukturę duchową duszy? Czy dusza miałaby poza tym być czymś 'upośledzonym", mniej doskonałym od ciała? Św.Tomasz zatem pomimo, że bardzo doceniał ludzką uczuciowość - jako efekt połączenia z ciałem, to jednak już po śmierci dla tego typu uczuć nie widział miejsca w duszy. Po śmierci pozostaje w niej bowiem tylko rozum i wola i stąd wypływa ich wyższość nad uczuciowością, która jest czymś jedynie przejściowym, ziemskim, zmysłowym (nawet w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu) i obcym duszy odłączonej od ciała...
    Od tego stanowiska zdaje się jednak odchodzić i je stopniowo przełamywać - Papież Benedykt XVI, który pozostając pod szczególnym wpływem nauk św. Augustyna wiele razy nawiązuje do uczuciowości i mówi coraz bardziej o tym, że Bóg jako Duch nie jest jedynie samym Rozumem-Logosem ale jest też Kimś Kto ma Uczucia!!!! Myślę, że zachodzi zatem pomału jakaś ewolucja w ukształtowanym pod wpływem św. Tomasza myśleniu teologicznym, dopuszczająca obecność uczuć /nie wolitywnych ale innego rodzaju tj. zbliżonego do tych, jakie odczuwamy tutaj na ziemi/ w bytach duchowych, takich jak Bóg, aniołowie i wreszcie odłączona od ciała ludzka dusza. Są to kroki na razie jak mi się wydaje nieco "nieśmiałe" ale jednak coś w tej materii się dzieje... Być może więc we współczesnej teologii w przyszłości dojdzie do pewnej modyfikacji poglądów św. Tomasza z Akwinu oraz Arystotelesa, a tym samym i nauki Kościoła katolickiego i przyznaniu uczuciowości większej roli tj. równorzędnej z rozumnością i wolitywnością, czyli tak jak to już widział wspomniany przeze mnie Dietrich von Hildebrand (choć jak wiadomo istnieją w nas też myśli, pragnienia i uczucia niższe, w swojej treści zupełnie sprzeczne z naszym dobrem duchowym, narzucające się naszemu „ja” i skłaniające do złego). Warto bowiem też pamiętać o tym, że nawet według nauk św. Tomasza z Akwinu w tzw. stanie niewinności akty rozumu i uczuć w Adamie i Ewie przebiegały w sposób niezwykle harmonijny, można dodać na zasadzie jakby jedności i równorzędności. Podobnie twierdził Dietrich von Hildebrand uznając, że uczucia są również pewnym fenomenem ducha – duszy ludzkiej, która w sposób jednolity oddziałuje nie tylko na nasze myślenie ale i na to co czujemy, stąd istnienie tzw. uczuć wyższych, duchowych…
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama