Trudna jedność

Jedność Kościoła bardzo łatwo zburzyć. Przywrócić jej prawie nie sposób. Nie warto z nią igrać.

Nie ma dymu bez ognia - pomyślałem czytając parę dni temu informację o wypowiedzi szefa Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, arcybiskupa Hilariona dla serbskiego dziennika „Politika” dotyczącą planów zwołania panprawosławnego soboru. Gdzie się pali, można było zobaczyć dwa dni później. W Fanarze (dzielnica Konstantynopola), gdzie spotkali się  przywódcy czterech starożytnych patriarchatów prawosławnych i Kościoła Cypru.

Moskwa chce soboru – twierdzi arcybiskup Hilarion. Jego zdaniem powinni w nim uczestniczyć wszyscy biskupi diecezjalni. Gdyby zaś mieli się spotkać jedynie reprezentanci Cerkwi narodowych, trzeba by uwzględnić realną wielkość poszczególnych wspólnot. „Trzeba pamiętać – stwierdził abp Hilarion – że Patriarchat Rosyjski liczy więcej wiernych, niż wszystkie pozostałe Cerkwie razem wzięte”.

Patriarchowie starożytnych stolic chrześcijaństwa i arcybiskup Cypru też chcą panprawosławnego soboru. Ubolewają, że od lutego prace nad przygotowaniami ustały. Powód? Sposób podejmowania decyzji przez Przesoborową Naradę Międzyprawosławną na drodze konsensusu, który służy Cerkwi Rosyjskiej do blokowania wielu postanowień tych narad.  Bo Moskwa – uważają przedstawiciele najstarszych Kościołów prawosławnych – chce odgrywać w prawosławiu dominującą rolę. I nie zamierza pamiętać, że uchodzi za największą Cerkiew prawosławną tylko dlatego, że uzurpuje sobie prawo do zwierzchności nad Kijowem. W rzeczywistości Konstantynopol – najważniejsza stolica prawosławia -  godząc się przed laty na utworzenie patriarchatu Moskiewskiego, nigdy nie wyrzekł sie zwierzchności nad Metropolią Kijowską. Potwierdza to skrzętnie przechowywany w Konstantynopolu dokument z 1589 roku nadający Moskwie rangę patriarchatu. A bez prawosławnych z Ukrainy Moskwa straciłaby status największej Cerkwi.  

Na Ukrainie istnieją obecnie trzy Kościoły prawosławne. Dwa autokefaliczne i jeden zależny od Moskwy. W ostatnich latach, zapewne w dużej mierze dzięki wsparciu obecnej władzy, ten zależny od Patriarchatu Moskiewskiego wydaje się coraz silniejszy. Czy ofensywa słabego liczebnie i ograniczanego przez tureckie władze Konstantynopola jest w stanie coś w tym względzie zmienić? Czas pokaże. Na razie jednak wydaje się, że gdyby faktycznie panprawosławny sobór doszedł do skutku, skończyłoby się tak, jak już wielokrotnie w historii Kościoła powszechnego bywało: nowymi rozłamami. Odłożenie zwołania soboru też nie jest jednak dobrym rozwiązaniem. Bez uporządkowania spraw po stronie prawosławnej nie ma szansy sensownie ruszyć dalej dialog katolicko-prawosławny i oddala się godzina przywrócenia jedności między naszymi Kościołami. A nierozwiązane problemy i tak stanowić będą minę, na której wcześniej czy później jedność prawosławia może wylecieć w powietrze.

Jedność Kościoła łatwo zburzyć. Przywrócić jej prawie nie sposób. Zbyt wiele po sporach zostaje urazów i niechęci. Zbyt wiele zacietrzewionego obstawania przy swoim. Chyba powinni pamiętać o tym także ci katolicy, którzy dziś ze względu na jakieś własne idee, dzielą członków Kościoła na prawdziwych i fałszywych, gorszych czy lepszych. 

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • katolik
    12.09.2011 13:46
    Dam przykład jedności Kościoła.
    Przypuśćmy, że Kościół składa się z dziesięciu ludzi.
    Nagle kard., Kasper mówi, że Bóg nie ma Syna ( fakt). Wtedy odpada od kościoła i Kościół liczy 9 osób. Po jakimś czasie kard. Lehmann publicznie oświadcza, że nie wierzy w Kościół ( też fakt). Wtedy odpada od Kościoła i Kościół jest jeden i liczy 8 osób.
    Następnie ktoś twierdzi, że nie wierzy w Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Matki Bożej, inny wierzy heretyk Hryniewicz, że piekło będzie puste itd. aż dochodzi do tego, że zostaje tylko dwóch katolików. Wtedy Kościół liczy dwie osoby i nadal jest tylko jeden.
    Na tym polega jedność Kościoła.
    Wynika z tego zatem, że – jak wskazuje Katarzyna Emmerich – gdyby żył tylko jeden człowiek, który naprawdę byłby katolikiem, to w nim znajdowałby się Kościół.
  • pudlasz
    13.09.2011 22:35
    Pozostałe "Kościoły" na Ukrainie nie są autokefaliczne, gdyż żaden inny Kościół ich nie uznaje.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama