Co naprawdę powiedział zwierzchnik lefebrystów?

Choć ze strony Rzymu głównym celem rozmów jest uznanie przez Bractwo św. Piusa X Soboru, dyskusje były bardzo jasne i pokazały, że nie zamierzamy podejmować tej kwestii – oświadczył zwierzchnik Bractwa bp Bernard Fellay w rozmowie z ks. Allainem Loransem. Wywiad ten zyskał wielki rozgłos, ponieważ według niektórych mediów bp Fellay miał w nim rzekomo oświadczyć, że Bractwo nigdy nie zaakceptuje Soboru Watykańskiego II.

W rzeczywistości zwierzchnik lefebrystów nic takiego nie powiedział. Wyjaśnił on jedynie, że wywiera się na nich presję, aby w zamian za przyznanie im misji kanonicznej uznali bezwarunkowo Vaticanum II i wszystkie posoborowe reformy. Bp Fellay nie zgadza się na takie ultimatum i ma nadzieję, że nie zostanie mu ono postawione w czasie najbliższego spotkania z kard. Williamem Levadą, które odbędzie się w Watykanie 14 września. Jak stwierdził przełożony Bractwa, spotkanie z prefektem Kongregacji Nauki Wiary będzie zwieńczeniem dotychczasowych rozmów doktrynalnych, w których podjęte zostały wszystkie główne kwestie. Trzeba je teraz ocenić i porozmawiać o przyszłości – powiedział bp Fellay.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| LEFEBRYŚCI

Pobieranie...

Reklama

  • Viator
    09.09.2011 23:37
    Ciekawe więc co naprawdę powiedział, a czego nie powiedział ;). Przecież to był cytat z ich strony. Najwyraźniej nie mówił tego, co miał na myśli. Albo sie nieszczęśliwie wyraził. Nie wierze jednak, że ma zamiar uznać zatwierdzony przez papieża Sobór, a więc nauczanie Kościoła, któremu należy się posłuszeństwo wiary. Nie od dziś ci ludzie żonglują słowami starając się nie tyle pokazać prawdę o swoich poglądach, co ją ukryć. Tak, zeby światu powiedzieć jedno, a do swoich puścić perskie oko. Smutne.. Nie tak dawno udzielając święceń bez papieskiej zgody - a nie mogą święcic, bo nie sa diecezją ani zakonem - mówili coś o telefonicznej rozmowie z pewnym kardynałem. Przepraszam, ale kogo za durniów uwazają? Nie wiedza, ze tego rodzaju zezwoleń trzeba na pismie? Rzną głupa i tyle
  • jhs
    10.09.2011 21:35
    Twój komentarz świadczy, że durniem jest kto inny niż twierdzisz...
  • Serpico
    12.09.2011 13:23
    "Z pewnością istnieje mentalność ciasnych poglądów wyizolowujących Vaticanum II, i to ona sprowokowała tę opozycję. Sporo jej przejawów sprawia wrażenie, iż począwszy od Vaticanum II wszystko zostało zmienione, że wszystko, co go poprzedzało jest bezwartościowe lub, w najlepszym razie, ma wartość jedynie w jego świetle. Drugi Sobór Watykański nie został potraktowany jako część całej, żywej Tradycji Kościoła, ale jako koniec Tradycji, nowy start od zera. Prawda jest taka, że sobór ten w ogóle nie zdefiniował żadnego dogmatu i świadomie wybrał skromną rangę soboru zaledwie pastoralnego. A jednak wielu traktuje go tak, jakby uczynił on z siebie superdogmat odbierający ważność wszystkim pozostałym. Ideę tę wzmacnia to, co dzieje się teraz. To, co poprzednio uważano za najświętsze – forma, w której liturgia jest przekazywana kolejnym pokoleniom – nagle jawi się jako coś najbardziej zakazanego, jako jedyna rzecz, której można bezpiecznie zakazać. Nie toleruje się krytyki decyzji podjętych od czasu Soboru, a z drugiej strony, jeżeli ludzie kwestionują starożytne zasady lub nawet wielkie prawdy Wiary – np. cielesne dziewictwo Maryi, cielesne zmartwychwstanie Jezusa, nieśmiertelność duszy itd. – nikt się nie skarży, a jeśli już, to z tylko z największym umiarem. Ja sam, kiedy byłem profesorem, widziałem jak ten sam biskup, który z powodu pewnego nieokrzesanego sposobu wysławiania się zwolnił przed Soborem nauczyciela będącego naprawdę bez zarzutu, po Soborze nie był gotów zdymisjonować profesora, który otwarcie zaprzeczał pewnym fundamentalnym prawdom wiary."

    Joseph Cardinal Ratzinger
  • Serpico
    12.09.2011 17:38




    Fragment książki na temat reformy liturgicznej:

    Drugim wielkim wydarzeniem z początkowych lat mojego pobytu w Ratyzbonie było opublikowanie mszału Pawła VI. Wiązało się to z prawie całkowitym zakazem używania dotychczasowego mszału, po sześciomiesięcznym okresie przejściowym. To, że po długim okresie eksperymentowania, które często ogromnie zniekształcało liturgię, powrócono do obowiązkowego tekstu liturgicznego, należało powitać z radością jako coś z pewnością pozytywnego. Byłem jednak zaniepokojony zakazem używania starego mszału, ponieważ nic takiego nie wydarzyło się nigdy w całej historii liturgii. Miało się wrażenie, że tego typu zakaz jest całkowicie normalny. Dotychczasowy mszał został wprowadzony przez Piusa V w 1570 roku, w następstwie Soboru Trydenckiego. Wydawało się normalne, że po czterystu latach i po kolejnym Soborze współczesny papież przedkłada nowy mszał. Jednak prawda historyczna jest inna. Pius V kazał przerobić istniejący mszał rzymski, tak jak to odbywało się już w długowiekowej historii. Wielu jego następców ponownie przerabiało ten mszał, nigdy nie przeciwstawiając jednego mszału drugiemu. Zawsze chodziło o pewien nieustannie kontynuowany proces, zakładający rozwój i oczyszczanie, w którym jednak sama ciągłość nigdy nie została przerwana. Mszał Piusa V, jako stworzony przez niego, w rzeczywistości nie istnieje. Istnieje jedynie przeróbka nakazana przez Piusa V jako jedna z faz długiego procesu rozwoju historycznego. Nowość po Soborze w Trydencie była innej natury. Wtargnięcie reformacji odbiło się przede wszystkim na sposobach "reform" liturgicznych. Na początku nie istniały jeden Kościół katolicki i jeden Kościół protestancki obok siebie. Podział Kościoła zachodził prawie niedostrzegalnie i znalazł swoje najbardziej wyraziste i z historycznego punktu widzenia najbardziej wpływowe odbicie w zmianach liturgii, która lokalnie wyglądała różnorako, tak że bardzo trudno było często wyznaczyć granicę między liturgią katolicką a już niekatolicką. W sytuacji tego zamieszania, z powodu braku zwięzłego liturgicznego ustawodawstwa i istniejącego liturgicznego pluralizmu, odziedziczonego po średniowieczu, papież zdecydował, że Missale Romanum, czyli mszał miasta Rzymu, jako z pewnością katolicki, będzie obowiązywał wszędzie tam, gdzie używane formy liturgiczne nie mogły wykazać się przynajmniej dwustuletnią tradycją. Tam, gdzie zachodził powyższy przypadek można było zachować dotychczasową liturgię, biorąc pod uwagę, że można było sądzić, iż posiada na z pewnością katolicki charakter. Nie wolno więc mówić o zakazie dotyczącym używania mszałów dotychczasowych, zatwierdzonych zgodnie z obowiązującymi regułami.
    Teraz zaś ogłoszenie o zakazaniu mszału, który był wypracowywany przez wieki, poczynając od czasów sakramentarzy Kościoła starożytnego, spowodowało wyłom w historii liturgii, a jego następstwa mogły być tylko tragiczne. Jak to już zdarzało się wiele razy w przeszłości, konieczność rewizji mszału była w pełni sensowna i całkowicie zgodna z dyspozycjami Soboru, przede wszystkim biorąc pod uwagę wprowadzenie języków ojczystych. Ale tym razem wydarzyło się coś więcej: burzono starożytną budowlę i tworzono inną, nawet jeśli używano do tego materiałów, z których zbudowana była stara konstrukcja, i wykorzystywano poprzednie plany. Nie było wątpliwości, że ten nowy mszał przyniósł w niektórych rzeczach rzeczywistą poprawę i wzbogacenie. Ale wyjątkowo poważne straty przyniósł nam już sam fakt, że był on przedstawiany jako nowa konstrukcja, przeciwstawiana tej, która uformowała się przez wieki historii; że zabraniano używania starego i w pewien sposób sprawiano wrażenie, że liturgia nie jest już żywym procesem, lecz produktem specjalistycznej erudycji i jurysdykcyjnej kompetencji. W ten sposób powstało rzeczywiście wrażenie, że liturgia jest "robiona", że nie jest czymś, co istnieje przed nami, czymś "danym", ale że zależy od naszych decyzji. Z tego wynika konsekwentnie, że nie tylko nie tylko specjaliści i władza centralna mogliby podejmować decyzje w tej materii, lecz ostatecznie każda "wspólnota" mogłaby ustalić swoją własną liturgię. Gdy jednak liturgia jest czymś, co każdy sam tworzy wtedy nie daje nam tego, co stanowi o jej autentycznej jakości: spotkania z tajemnicą, która nie jest naszym produktem, ale naszym początkiem i źródłem naszego życia.
    Dla życia Kościoła jest dramatycznie konieczne odnowienie świadomości liturgicznej, a nawet liturgiczne pojednanie, które ponownie uzna jedność historii liturgii i przyjmie Sobór Watykański II nie jako wyłom, ale moment ewolucyjny. Jestem przekonany, że kryzys Kościoła, jaki obecnie przeżywamy, zależy w dużej od rozkładu liturgii, którą niekiedy postrzega się jak etsi Deus non daretur - tak jakby w niej nie miało znaczenia to, czy Bóg jest i do nas mówi, czy nas słucha. Bo jeśli w liturgii nie pojawia się wspólnota wiary, powszechna jedność Kościoła i jego historii, tajemnica żyjącego Chrystusa - to wobec tego gdzie lub w czym zostaje wyrażona duchowa istota Kościoła? Wspólnota celebruje wtedy samą siebie, niepotrzebnie zadając sobie trud. Ponieważ jednak wspólnota nie istnieje sama z siebie, lecz staje się jednością tylko poprzez wiarę, za sprawą samego Pana, to w tych warunkach stają się w Kościele nieuniknione podziały na różne odłamy oraz partyjne przepychanki - Kościół rozdziera sam siebie.
    Dlatego potrzebujemy nowego ruchu odnowy liturgicznej, który przywróci do życia prawdziwe dziedzictwo Soboru Watykańskiego II.
    Joseph Cardinal Ratzinger "Moje życie"-autobiografia Bebedykta XVI
    str. 130-134
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama