Lać wodę, wciskać kit i owijać w bawełnę

Symbolika wody jest bardzo bogata. Woda ma znaczenie symboliczne w niemal wszystkich kulturach i religiach; jest obecna w rytuałach oczyszczania, inicjacji.

Woda jest też obecna w architekturze, zwłaszcza mauretańskiej, w postaci fontann, źródełek, sadzawek, wodotrysków i kanalików. W jej kojący szmer można wsłuchiwać się np. w XIII-wiecznej Alhambrze w Grenadzie. Także w kulturze śródziemnomorskiej woda jest tym elementem, wokół którego jest organizowana przestrzeń publiczna na miejskich placach. Lejąca się woda może także zmienić się w groźny i niebezpieczny żywioł. Motyw potopu występuje m.in. w mitologii greckiej, babilońskiej sumeryjskiej, hetyckiej i hinduskiej. A za Owidiuszem możemy powtórzyć: „Kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem”. 

Jakby na przekór tej symbolice w języku polskim istnieje związek frazeologiczny „lać wodę”. Podobnie jak wiele innych, w które nasz język obfituje, w lapidarny i obrazowy sposób opisuje on zjawisko spotykane na co dzień. Można by się pokusić o tezę, że z pewnością wyrażenie to nie występuje w językach ludów krajów pustynnych, gdzie woda jest towarem bezcennym, podczas gdy nasz związek frazeologiczny sugeruje właśnie marnotrawstwo wody.

„Lanie wody” lub „wodolejstwo” to potok wypowiedzi powierzchownej, płytkiej i nie dotykającej sedna sprawy. Jedynym celem „lania wody” jest zakrycie niedostatków, braku wiedzy i kompetencji. Można mówić długo, nie dochodząc do sedna. Woda – bezbarwna ciecz o bardzo małej gęstości to metaforyczne ujęcie wypowiedzi mało treściwej. 

„Lanie wody” jest zjawiskiem bardzo powszechnym i ze względu na swoją powszechność przestało być w pewnym sensie naganne. „Lanie wody” znane jest studentom, spotykane wśród polityków, którzy nader chętnie posługują się retoryką polityczną, komunałami, nic nie znaczącymi zwrotami. Nie jest obce kaznodziejom powtarzającym prawdy biblijne bez głębokiej refleksji. Bywają mistrzowie „lania wody”, tak jak mistrzowie słowa.

O „laniu wody” można by mówić jeszcze dużo i rozlegle. Bym jednak sama nie została posądzona o „wodolejstwo”, chciałabym zachęcić do szczególnej odpowiedzialności za głoszone, mówione, wypowiadane słowo. „ Lanie wody” to marnotrawstwo, niedbałość i brak poszanowania dla słuchacza. „Lanie wody” nie jest tak mocne i brutalne jak „wciskanie kitu”, ale oba zjawiska są niestety plagą naszych czasów. Gubi się wartość słowa, prawda słowa i moc sprawcza słowa. I przede wszystkim zanika wartość słuchacza, rozmówcy. Smutna konkluzja? Może i tak, ale przecież nie będę „owijać w bawełnę”. Nie tym razem.

Artykuł pochodzi z kwartalnika "Warto" wydawanego przez Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko Augsburskiego w RP

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| EWANGELICY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama