Sosnowiecka wyspa

Z pociągu jadącego z Katowic do Warszawy widać trzy kopuły sosnowieckiej cerkwi Świętych Wiery, Nadziei, Luby i Matki Ich Zofii. W jej wnętrzu płoną oczy ikon, płomienie świec i złote nitki w ornatach. Dostajemy się na tajemniczą wyspę prawosławia.

Święty ojciec
Ksiądz Sergiusz został wyświęcony jako 32-latek. Najpierw poszedł na studia teologiczne, żeby zwyczajnie pogłębić wiarę. – Byłem u ojca Antoniego, proboszcza i dziekana w Hajnówce, ministrantem, mieliśmy w domu całą bibliotekę książek religijnych, ale też obserwowałem życie rodziców – opowiada. – Ojciec był człowiekiem modlitwy. Widzę go klęczącego całymi godzinami. Chciał zostać zakonnikiem, nawet poszedł z tym do biskupa, ale że był słabego zdrowia, zwierzchnik mu odradził. Mówił, żeby sobie znalazł żonę, która będzie o niego dbać, i dopiero został księdzem. I tak się stało. Mama Walentyna była pielęgniarką. Nikt nie widział ojca bez sutanny. Niektórzy nawet się śmiali, że chyba w niej śpi.

– Kiedy lat temu 40 jeździł do zwierzchników w ZSRR, gdzie tylko biskupi mogli chodzić w sutannie po ulicy, nie zdejmował jej i jakoś mu to uchodziło – pamięta. Większość dochodów szła na cerkiew. Ojciec zbudował kilka kościołów. Miał malucha, bo cierpiał na żylaki i nie mógł chodzić. Żyli skromnie, tak że ks. Sergiusz z siostrą w spadku po rodzicach dostali kredens za 50 zł. Dom rodziców był zawsze otwarty. – Opiekowali się samotnym sparaliżowanym księdzem, mieszkał u nas 7 lat – wspomina. Przygarnęli samotną żonę innego księdza. I upośledzoną psychicznie Ninę, która czasem u nich spała i kąpała się. Jego ojciec był prawdziwym ojcem parafian. Pochowano go w krypcie tamtejszej cerkwi. A jedna z ulic w Hajnówce nosi jego imię. Taki spadek wielkiej wiary przodków dostali synowie ks. Sergiusza i Elżbiety – Michał, który wyjechał do pracy za granicą, i Mikołaj.

Dziś Mikołaj jest ojcem małego Antosia, któremu z żoną Moniką nadali imię po dziadku. Kiedy pytam, jak koledzy reagowali na to, że jest synem księdza, uśmiecha się: – Nigdy nie spotkałem się z dyskryminacją, ale z zainteresowaniem. Katecheta w podstawówce zapraszał mnie na religię, żebym powiedział „Ojcze nasz” w starocerkiewnosłowiańskim (to język obowiązujący w liturgii, tylko sakramenty, w przypadku przyjmowania ich przez małżeństwa mieszane, sprawuje się po polsku). No i mówiłem: „Oticze naszi, iże jesi na nebesichy…”. Ale to przecież nasza wspólna modlitwa.
 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Elwira
    22.01.2012 19:39
    Dobry artykuł. Często bywam w tej cerkwi. Stała mi się bardzo bliska. Pozdrawiam serdecznie Księdza Proboszcza i rodzinę. Na mnogaja leta!
  • ska
    25.01.2012 17:27
    Cerkiew ta raczej jest pod wezwaniem Wiary, Nadziei i Miłości oraz ich Matki - Mądrości... Chyba, że autorka zna takie święte siostry Wierę, Lubę i Nadieżdę, córki niejakiej Sofii... :) Trochę rzetelności by się przydalo
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.