Bóg wybrał mi chodnik

Pomagał dzieciom i bezdomnym, a po latach sam stał się bezdomnym. Historia Jacka Pikuły to gotowy scenariusz filmu, pełnego nieoczekiwanych zwrotów akcji. Tyle że wydarzyła się naprawdę.

Pomsta należy do Boga

Przełomowym momentem było spotkanie z krakowskimi siostrami miłosierdzia. Z niedożywienia stracił przytomność i upadł na chodnik niedaleko domu zgromadzenia. Podnieśli go przechodzący bezdomni i wnieśli do pobliskiej apteki, skąd trafił do jadalni prowadzonej przez siostrę Krystynę Kamysz.

Od tego czasu był tam codziennym gościem. Po kilku dniach przygotowywał już kanapki dla takich jak on, z rozsypanym życiem. Wreszcie, wyposażony w bilet i czystą odzież, jedzie do pracy sezonowej przy jabłkach. Po powrocie otrzymuje jeszcze śpiwór, plecak i podstawowe rzeczy, które pozwolą mu zamieszkać w górach. Dostaje też używany, ale sprawny laptop, dzięki któremu może zacząć spisywanie wspomnień.

O zgromadzeniusióstr miłosierdzia pisze w swojej książce z wdzięcznością: „Wiem, że do dzisiejszego dnia ktoś o mnie myśli, martwi się, powierza Bożej Opatrzności. Więc dziękuję dzisiaj Bogu za wybranie chodnika, na który upadłem”.

Są też jednak tacy, którym dedykuje gorzkie słowa. Najbardziej dostaje się urzędnikom, którzy, jak twierdzi, nie mówili prawdy o nim i o „Skrawku Nieba”. O jednym z nich napisze nawet: „Chętnie dałbym mu w twarz, ale myślę, że życie zrobi to za mnie”. Nie szuka jednak zemsty. – Biblia mówi, że pomsta należy do Boga – podkreśla. – W tych słowach nie chodzi o odwet, ale o to, żeby wszystko zostawić Bogu, zawierzyć Mu. Wtedy człowiekowi jest lżej.

Domek na skraju lasu

Wędrując po górach, nieraz namacalnie odczuwał Boże prowadzenie: – Za posprzątanie schroniska dostawałem cały plecak konserw, innym razem ktoś w podzięce za granie zostawił mi stół zawalony jedzeniem. Bywało też, że idąc drogą, co kilkadziesiąt metrów znajdowałem coś do jedzenia, a kiedy brakowało mi tylko chleba, na drodze pojawiało się pięć złotych. Czasem pytają mnie o plany. Nie mam planów. Mam marzenie: o drewnianym domku na skraju lasu, ze śnieżnobiałą firanką w oknie. Ale swoje piękne chwile już przeżyłem. Dane mi było przysiąść z kanapką i obserwować jelenie albo kreta, który wychodzi ze swojej nory. Nagrałem płytę, napisałem książkę, nie mając domu. Nie czuję się bezdomnym w pełnym tego słowa znaczeniu. Mam dach nad głową – jest nim namiot stawiany na górskich łąkach.

Czego żałuje? Tego, co musieli przeżyć jego bliscy. – Brakuje mi kontaktu z najbliższą osobą na świecie – mówi, dyskretnie ocierając łzy. To przede wszystkim dla tej osoby napisał swoją książkę. Prostym, wolnym od zbędnych upiększeń językiem opowiedział w niej swoje życie. Jest w tej historii sporo bólu człowieka, którego potraktowano niesprawiedliwie. Ale jest w niej też, mimo wszystko, wiele nadziei. We wstępie do swojej książki Jacek zanotował: „Wciąż wierzę, że jest gdzieś dla mnie miejsce. Nie jest łatwo znajdować w sobie siłę i moc. Jednak jest możliwe stanąć na nogi. Próbować stanąć i iść. To teraz mój cel”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |