Tekst, który pragnie dopomóc w rozeznawaniu drogi życiowej w świetle wiary i będzie przedmiotem rozważań przez cały rok 2026.
Jeden z wolontariuszy w Taizé powiedział mi: „W moim kraju młodzi ludzie próbują przetrwać w świecie proponującym wszystko, ale w głębi nich panują lęk, niepokój i depresja”.
Zewsząd jesteśmy kuszeni obietnicami radości. Jednak tak wiele z nich nie prowadzi do trwałej radości i daje jedynie krótką chwilę przyjemności.
Radość wypływa z głębi naszego wnętrza, kiedy uświadamiamy sobie, że jesteśmy kochani za to, kim jesteśmy. Kiedy rozumiemy, że radość jest darem, a nie czymś, czego możemy się domagać, odkrywamy, że jesteśmy na nią gotowi. Nie staramy się już dłużej ją na siłę wywoływać, ale niesieni nią, z lekkością idziemy naprzód.
Jezus z przyjaciółmi został zaproszony na wesele*, i w pewnej chwili skończyło się wino. Nagle czegoś brakuje: Jezus znajduje się wśród ubogich. Spotykając się z nimi w ich ubóstwie, daje im coś, co przekracza ich oczekiwania. Pragnie, by byli radośni, i robi wszystko, żeby się to stało możliwe*.
Pamiętam, jak wiele lat temu byłem w Kolkacie, w macierzystym domu Sióstr Misjonarek Miłości. Na ścianie były wypisane słowa Matki Teresy, które mi przypomniały, że Bóg akceptuje nas z naszymi słabościami i nie prosi, żebyśmy byli doskonali. Nie zawsze musimy być mocni.
Nasze wewnętrzne ubóstwo może wywoływać w nas niepokój, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Z tego powodu często w głębi siebie samych ukrywamy, kim naprawdę jesteśmy. Kiedy jednak pozwolimy sobie stanąć przed Chrystusem z pustymi rękami, On przyjdzie je napełnić, stopniowo przemieniając to ubóstwo.
Nawet wtedy, kiedy jest nam smutno i wydaje się, że radość jest daleko, można pamiętać słowa Jezusa mówiącego o radości, której nikt nie może nam odebrać*.
Boże miłosierny, chcielibyśmy przyjąć radość, którą dajesz, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Kiedy rozumiemy, że nas kochasz i torujesz nam drogę życia, które nigdy się nie skończy, strumienie radości wypływają z naszej głębi.
Zastanówmy się, co możemy zrobić, żeby przynieść radość innym ludziom. Spotkać kogoś osobiście, a nie witrualnie. Czasem, kiedy bezinteresownie udzielę komuś skromnej pomocy, otrzymuję w zamian więcej niż oczekiwałem, zwłaszcza wtedy, kiedy widzę radość na twarzy osób, którym pomagam.
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Marsz nie ma na celu upamiętniania wojny domowej, lecz „początek oporu Cristeros”.
Blisko 390 mln wyznawców doświadcza "wysokiego poziomu prześladowań i dyskryminacji".
Metropolita Kolonii wzywa, aby nie godzić się z podziałem chrześcijan.
Były arcybiskup Canterbury wezwał do prymatu rozsądku, ponad chęcią sporu.