Nie ma takiego zagubienia, niepewności ani wątpliwości w wierze, której by inni nie pokonali

Rozmowa z Michałem Włodarczykiem - psychoterapeutą, doktorem nauk społecznych, pastorem, teologiem, nauczycielem akademickim.

Dariusz Dulaba: Na wstępie zapytam. - Czy chciałby Pastor w kilku zdaniach opowiedzieć kiedy wybrał drogę wiary?

Pastor Michał Włodarczyk: O, bardzo chętnie. Już w samym stwierdzeniu  „wybrać drogę wiary” jest tak dużo treści. Rzeczywiście – to była kwestia bardzo świadomego wyboru.  I był to trwający jakiś czas bardzo intensywny proces. Miałem wtedy prawie osiemnaście lat. I jak większość ludzi w tym wieku, zadawałem sobie ważne pytania dotyczące naszej tożsamości, wyborów życiowych. Wtedy usłyszałem Ewangelię i dotarło do mnie, że to jest prawdziwa opowieść o Bogu, który przebacza, daje poczucie pewności, nadaje sens naszemu życiu. Sens, który wymyka się naszemu rozumowi i wykracza daleko poza naszą rzeczywistość pełną chaosu oraz niesprawiedliwości. I dotarło do mnie, że potrzebuję spotkać się z Nim osobiście i doświadczyć tego wszystkiego, co jest sednem chrześcijańskiego życia i co prowadzi do Niego: pojednania, nawrócenia, pokuty, radości płynącej z powierzenia życia Bogu.

Tak nastał kolejny rok, który minął na odkrywaniu najprostszych biblijnych prawd – że Jezus umarł za mnie na krzyżu, że Ewangelia nie jest o tym, co ja muszę zrobić, żeby być zbawiony, ale o tym, co zrobił Bóg, żeby mnie zbawić, że to wezwanie Jezusa  skierowane do uczniów „pójdź za mną” jest aktualne również dzisiaj. I dotyczy każdego człowieka, również mnie. To była rewolucja, która zapoczątkowała moją wewnętrzną przemianę.

Dziękuję za tę historię, ponieważ doskonale ilustruje, że nie jest grzechem szukać odpowiedzi na trudne pytania, ale zaniechać wydania świadectwa, kiedy inni tego potrzebują. Warto zwrócić uwagę, że wątpliwości to nie to samo co zwątpienie albo utrata nadziei. Profesor Ojciec Jacek Salij OP zapytany o wątpliwości w wierze, odpowiedział: - Radziłbym przede wszystkim ich nie zagłuszać. Trzeba im spojrzeć prosto w oczy i bez lęku. To znaczy, że należy je przede wszystkim wyraźnie nazwać.  

Czasem myślimy, że silna wiara to taka, której nic nie jest w stanie poruszyć. Która nie wątpi, jest pewna wyznawanego dogmatu i pewna doświadczeń (Boga). Jeśli chodzi o mnie, najbardziej podoba mi się spojrzenie na wiarę jaką miała Gabriela Bossis (francuska aktorka i mistyczka), która zwykła mówić: „wątpię i wierzę tysiąc razy na minutę ale to czyni moją wiarę sprężystą”. Z tą perspektywą wiary zgadzali się również ksiądz Tischner oraz Phipia Yanceya. Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Często myślimy, że ukrywanie wątpliwości, szczególnie w gronie znajomych chrześcijan, jest korzystniejsze niż narzekanie. I lepiej chroni wiarę. Nic bardziej mylnego. W efekcie - jesteśmy osamotnieni i nie wiemy, jak sobie radzić w takich sytuacjach zastoju. A przecież wątpliwości, jest to jakiś rodzaj strachu i niepewności, są wpisane w wiarę, która koncentruje się na zaufaniu Bogu/ Osobie, a nie na eksperymentach. Za mało o tym mówimy. Z reguły nie przywiązuję dużej wagi do świadectw osób, które twierdzą, że nigdy nie miały wątpliwości. Z wiarą jest trochę jak z mięśniami na siłowni. Kiedy ćwiczymy hantlami, włókna mięśniowe co prawda się zrywają, ale to nie osłabia mięśni, tylko paradoksalnie je wzmacnia. Włókna to wątpliwości, a „spojrzeć im w oczy” to naciągać je. Wtedy mamy pełniejszy obraz i dowiadujemy się, że wiara nie jest sprawą ani łatwą ani oczywistą. Przeciwnie, musimy się natrudzić, żeby ufać Bogu gdy dopadną nas wątpliwości bardzo różnego rodzaju. Nie wszystkie dotyczą istnienia Boga. Mogą też dotyczyć powątpiewania w sens istnienia, jak również oporu by poddać się prowadzeniu przez Słowo, czy szerzej – wiary że Bóg jest dobry, sprawiedliwy i wszechmocny, skoro spotyka nas tyle złych doświadczeń przez które przechodzimy oraz tragedii o których się dowiadujemy. 

Znany amerykański psychiatra J.T. Fisher (pół wieku temu) odważył się stwierdzić „Od dwóch tysięcy lat świat chrześcijański trzyma w rękach pełną odpowiedź na dręczące ludzkość pytania, bezowocne tęsknoty. Tylko świat stał się głuchy”. W Ewangelii św. Marka czytamy, że ojciec chorego dziecka mówi do Jezusa: „Lecz jeśli możesz co (zrobić), zlituj się nad nami i pomóż nam. A Jezus mu rzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (9,22-23). - „Wierzę. Zaradź memu niedowiarstwu” – zawołał mężczyzna. - I o dziwo - Jezus odpowiedział na tę skromną modlitwę. - Dlaczego? 

Hmmm. Bardzo trudne pytanie. Dlaczego Pan Jezus odpowiada na modlitwę człowieka, który na proste pytanie udziela dwóch odpowiedzi. Pierwsza jest niezwykle szybka i entuzjastyczna. Tak wierzę! A potem – mam wrażenie, że tam po tych słowach mamy taką krótką przerwę na namysł, ułamek sekundy, kiedy uzmysławiamy sobie, że to, co powiedzieliśmy, wcale nie jest prawdą o tym, co jest w nas. Jest jakimś życzeniem, które chcielibyśmy, żeby było prawdą. Chciałbym tak wierzyć. Ale jeszcze nie umiem. I pojawia się korekta, ojciec tego dziecka, jakby chciał się poprawić. Dopowiada – to znaczy nie bardzo wierzę. Dlatego „proszę - zaradź mojej niewierze” (pomóż mojemu niedowiarstwu). Zauważmy, że Jezus pomimo wszystko nie strofuje tego ojca. Nie wytyka mu, że druga odpowiedź jest unieważnieniem pierwszej i powinien się zdecydować w końcu, to wierzy czy nie wierzy? Wydaje mi się, że ta historia jest opisana w Ewangeliach również po to, żeby uchronić nas przed takim myśleniem, że siłą i gorliwością swojej wiary możemy na Panu Bogu coś wymusić. Ale się nie da. Zauważmy, że Jezus odpowiada na modlitwę ojca, który szczerze przyznaje się do swojego niedowiarstwa. Może właśnie w tym przyznaniu się do wątpliwości jest więcej zaufania Bogu, niż w tym, co zwykliśmy nazywać silną wiarą. 

Nasuwa się pytanie. Czy dzisiaj trudniej jest wierzyć niż w przeszłości? - Ostatnie badania CBOS pokazują, że coraz mniej osób (29 - 34 proc) deklaruje udział w niedzielnych nabożeństwach. - I jeśli taki trend się utrzyma, kościoły opustoszeją. Widać to również w internecie na forach.  - Pewna młoda kobieta, zamieściła taki oto wpis. - Przyznam, że od dłuższego czasu zmagam się z wątpliwościami na temat wiary. Gdy jakoś uspokoję jedne, zaraz następują drugie. Nawet w czasie odmawiania modlitw. Bardzo się boję. Chciałabym utrzymać wiarę. - Co by Pastor doradził? 

Jeśli myślimy o wierze, jako o pewnej naiwnej wizji świata, czyli w uproszczeniu – jeśli używamy religii do wyjaśniania praw natury czy historii, to rzeczywiście – dziś trudniej nam wierzyć, niż w czasach przednowoczesnych, które były może odrobinę mniej naukowe, więcej procesów w przyrodzie było niezrozumiałych, tajemniczych, więcej rzeczy łatwiej było wytłumaczyć cudem, niż dociec ich przyczyny w naturze. 

Ale od samego początku to nigdy nie była droga biblijnego objawienia. W Biblii wiara jest przede wszystkim doświadczeniem egzystencjalnym, rozpiętym na paradoksach i trudnościach. Biblijnych autorów często niepokoi pytanie, gdzie jest dobry i kochający Bóg w świecie, który jest zły i nieprzyjazny. - Jak widać - to pytanie nie straciło nic na swojej aktualności. Wciąż jest tak samo trudne dla nas, jak było trudne sto, tysiąc czy dwa tysiące lat temu. W tym sensie nie jest nam trudniej wierzyć, niż minionym pokoleniom. Świat nie jest nic bardziej niesprawiedliwy niż był, dobrym ludziom zdarzają się złe rzeczy nie częściej niż w przeszłości. Masa cierpienia w taki sam sposób wydaje nam się nieuzasadniona, i nie potrafimy nadać mu żadnego sensu. Niezależnie od czasu, w jakim żyjemy, wszyscy tak samo stajemy na progu tajemnicy – czy w tym wszystkim jest w ogóle jakiś Bóg? Jak to otaczające nas zło pogodzić z wiarą w istnienie dobrego i wszechmocnego Boga?

A z drugiej strony, niezależnie od tego, ile byśmy mądrych książek nie przeczytali, wciąż w nas jest tęsknota za dobrem, pięknem i sprawiedliwością. Szukamy sensu. I głęboko wierzę, że tą tęsknotą tak naprawdę dajemy świadectwo istnienia rzeczywistości, która wykracza poza wyłącznie materialny świat. Ta tęsknota otwiera nas na duchowość. 

Kilkanaście lat temu na pytanie -  Jak pokonać trudności w wierze? papież Benedykt XVI odpowiedział: „W pierwszym rzędzie nie odrzucając podstawowej pewności wiary; przeświadczenia, że jeśli czegoś się nie rozumie, to nie dlatego, że jest błędne, tylko że jest się zbyt małym”. „Trzeba pokory, a gdy słowa Pisma nie przemawiają, cierpliwości, aż Pan je otworzy”. A papież Franciszek uzupełnił. - „Wszyscy doświadczyliśmy zagubienia, niepewności, wątpliwości, wszyscy to przeżyliśmy”. - „Ja także” – podsumował! - „To stanowi część naszej wiary i nie powinno nas dziwić, bo jesteśmy ludźmi”. - A mimo to Pan Jezus przyszedł na świat aby nas zbawić...dlatego co roku obchodzimy Boże Narodzenie!

I tu chyba dotykamy istotny chrześcijańskiego doświadczenia. To nawet nie jest zdolność do uwierzenia albo nieuwierzenia w coś, siły albo słabości argumentów przemawiających za lub przeciw chrześcijaństwu. Wiara to kwestia pokory – wybrzmiewa to w obu cytatach. Trzeba pokory, że nie wszystko rozumiem, że istnieje tajemnica. Wiara w Boga to tak naprawdę wiara w istnienie Bytu, który jest nieskończenie większy niż ja, czy nawet moja umiejętność wyobrażenia sobie Boga. Czy jestem dość pokorny, aby uznać najprostsze rzeczy, w tym to, że nie wszystko rozumiem, a jeśli istnieje Bóg, to nie ja mu każę stać się taki, jaki powinien być, ale uznać, że to On mi się łaskawie objawia, i ułamek tego, jaki jest, pozwala mi o sobie wiedzieć. Postawa niewiary jest bardzo często dokładnie tego przykładem: wierzę w Boga, bo Bóg, gdyby istniał, to na to czy na tamto na pewno by nie pozwolił. W takim zdaniu nie brak jest wiary. Tam jest brak pokory, że może być rzeczywistość, która nie chce podporządkować się temu, co mi się wydaje, że jest dobre albo złe. Chrześcijaństwo zaprasza na swoje ścieżki tych, którzy są dość pokorni, żeby uwierzyć w Boga, którego w pełni nigdy nie da się zrozumieć, są dość pokorni, aby przyznać, że są grzesznikami, którzy potrzebują zbawienia, są dość pokorni, żeby uznać, że ponad światem, który czasami wydaje się zły i bezsensowny, jest Bóg, który nad wszystkim sprawuje swoją opatrznościową opiekę. To niezwykle trudna droga – od tego też chyba zaczęliśmy: wierzyć dość często naprawdę bywa bardzo trudno. 

Biblia zachęca nas by oczekiwać manifestowania się rzeczy niemożliwych i nie bać się wierzyć o nie w sercu, ponieważ słowa mają moc.  - O cokolwiek byście się modlili i prosili, tylko wierzcie, że otrzymacie, a spełni się wam. (Mk 11,24) Owszem, czasem to nie działa. - Może dlatego, że chcemy otrzymać błogosławieństwo Abrahama, mając wiarę Tomasza. - Co Pastor o tym sądzi?

Mam wrażenie, że w tym pytaniu odnosi się Pan do wiary, która często bardziej przypomina magiczne zaklęcie niż to, co Pismo Święte przedstawia nam jako wiarę. To częsty błąd, który przenika do naszego doświadczenia chrześcijaństwa – myślenie, że jak spełnię określone warunki – wypowiem właściwe słowa, dostroję swoje serce, wzbudzę w sobie silne pragnienie – to zadzieje się to, o co proszę. Jeśli wszystkie cyfry ułożę we właściwym miejscu, to zamek szyfrowy musi się otworzyć. A wiara w języku nowego testamentu i w ustach nowotestamentowych autorów – to przede wszystkim zbawcze zaufanie w Boże miłosierdzie. To widać w pierwszym przywołanym przez Pana fragmencie Ewangelii – ojciec, którzy przychodzi do Jezusa, nie spełnia warunków, które wydaje się, że otwierają drogę do cudu. A jednak cud się dzieje. Bo Jezus to nie automat z napojami – wrzucę dwa złote (silna wiara), wybiorę ulubiony produkt (modlitwa, wyznanie, proklamacja) i sam spadnie. Wiara to zaproszenie do wędrówki z Jezusem, to doświadczenie przyjaźni z Nim i pragnienie posłuszeństwa Mu. To również pewność, że kiedy nie widzę odpowiedzi na moje prośby i modlitwy, on wciąż jest w moim życiu obecny i mnie chroni, prowadzi i błogosławi, nawet jeśli tego do końca nie rozumiem. I nawet jeśli umrę, będę żył z Nim w wieczności. 

Na koniec chciałem podziękować Pastorowi za cykl rozważań Pisma Świętego, prowadzonego z ks Sławomirem Pawłowskim (prof. KUL) na YouTube. - O czym będzie kolejny odcinek?

Cieszę się, że podobają się Panu nasze wspólne rozważania do niedzielnych czytań w Kościele Katolickim. Dopowiem, że robimy to już trzeci rok. I nie zamierzamy przestać. Ponieważ połączyła nas miłość do tekstu Ewangelii i głębokie przekonanie, że Pan Bóg mówi do każdego człowieka coś niezwykle ważnego i osobistego posługując się tym samym Słowem Pisma Świętego - dziś tak samo jak dwa tysiące lat temu. Następny odcinek jest rozważaniem historii z Ewangelii Jana z dziewiątego rozdziału opisującego uzdrowienie niewidomego od urodzenia. W tym odpowiedzi Pana Jezusa na pytanie, które wiele osób zadaje sobie również dzisiaj. – Kto zgrzeszył, skoro wydarzyło się w tej rodzinie takie nieszczęście? 

- Bóg chce abyśmy byli jedno...  i cieszę się, że to wybrzmiało. Dziękuję. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |