Śmierć 
gojom


Jerzy Szygiel


GN 36/2013 |

publikacja 05.09.2013 00:15

W Ziemi Świętej mnożą się izraelskie ataki na świątynie i klasztory chrześcijańskie.


Napis „Tag menhir”,
czyli „Cena do zapłaty”, na samochodzie opata greckokatolickiego klasztoru w Jerozolimie. To hasło antychrześcijańskiej kampanii prowadzonej przez popieranych przez izrealski rząd żydowskich kolonistów GALI TIBBON /east news Napis „Tag menhir”,
czyli „Cena do zapłaty”, na samochodzie opata greckokatolickiego klasztoru w Jerozolimie. To hasło antychrześcijańskiej kampanii prowadzonej przez popieranych przez izrealski rząd żydowskich kolonistów

Katolicki kompleks klasztorny salezjanów Beit Dżamal w Judei, położony na wzgórzu pod izraelskim miastem Beit Szemesz, składa się z kościoła św. Szczepana (tu znajdował się grób pierwszego męczennika) oraz klasztorów męskiego i żeńskiego. 21 sierpnia ta niewielka społeczność chrześcijańska stała się celem kolejnego ataku niezidentyfikowanych ekstremistów żydowskich. Na budynki poleciały butelki z benzyną, mury zostały pokryte napisami „Zemsta” i „Śmierć gojom”. Nie lepiej jest na terytoriach okupowanych. Ojciec Louis Hazboun z katolickiej parafii w Bir Zeit: „Zewsząd nas otaczają kolonie żydowskie, które skazują nas na ciężkie życie. Ciągle odcinają nam wodę i elektryczność. Codziennie doświadczamy izraelskiej okupacji”. Katolik Yusef Daher, który kieruje w Jerozolimie ekumeniczną organizacją Inter-Church Centre nie ma złudzeń: „Palestyńscy chrześcijanie cierpią jak inni Palestyńczycy. Każdy, kto nie jest Żydem, podlega tej samej dyskryminacji”. Sprawcy, jak w wielu podobnych przypadkach, pozostają niewykryci”. 
Wszystko jednak wskazuje na to, że napad na Beit Dżamal wpisuje się w kampanię „Cena do zapłaty” (po hebrajsku: „Tag menhir”), prowadzoną od lat przez popieranych przez rząd żydowskich kolonistów. Taki napis pojawił się na murach katolickiego benedyktyńskiego klasztoru Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny w Jerozolimie, w maju. Były też inne, nazywające Jezusa „bękartem”, a chrześcijan „małpami” i „niewolnikami”. Zniszczono zaparkowane nieopodal samochody i pokryto je podobnymi hasłami. Wikariusz patriarchatu łacińskiego Jerozolimy bp William Shomali apelował wówczas do władz izraelskich o przeciwdziałanie aktom wandalizmu i przede wszystkim o lepszą edukację w izraelskich szkołach. Czynna wrogość wobec chrześcijan nasila się szczególnie od lutego zeszłego roku. „Tu chodzi o proces długoterminowy, potrzeba nam cierpliwości” – mówił bp Shomali. 


Dziki Zachód


Władze izraelskie zareagowały głośno tylko raz, we wrześniu ubiegłego roku, po profanacji klasztoru trapistów Matki Boskiej Bolesnej w Latrun, 15 km na zachód od Jerozolimy. 18 mieszkających tam mnichów było w szoku. Ekstremiści podpalili butelkami z benzyną podwójną, rzeźbioną bramę, mury były pokryte hebrajskimi napisami „Cena do zapłaty” i „Jezus to małpa”. Był tam też rodzaj podpisu – „Migron”. To nazwa pobliskiej nielegalnej kolonii żydowskiej, ewakuowanej przez policję po orzeczeniu Sądu Najwyższego. Dla fanatyków był to wystarczający powód, by zaatakować kolejną świątynię. Warto przypomnieć, że w świetle prawa międzynarodowego wszystkie żydowskie kolonie na terytoriach okupowanych są nielegalne, natomiast według władz izraelskich tylko nieliczne są niezgodne z izraelskim prawem. Polityka zaboru i masowej kolonizacji ziem okupowanych od 1967 r. jest przyczyną braku postępów w negocjacjach pokojowych z Palestyńczykami.
Ekstremiści atakują zawsze, kiedy wydaje im się, że kolonizacja nie przebiega wystarczająco szybko. Koloniści, wśród których wielu pochodzi z USA, przejęli amerykańską ideologię osadniczą „podboju Dzikiego Zachodu” – eksterminacja Indian kojarzy im się z podbojem biblijnej Palestyny – ziemi Kanaan. Uważają, że wszyscy goje – chrześcijanie i muzułmanie – powinni być usunięci i w większości głosują na ugrupowanie Izrael Nasz Dom szefa izraelskiej dyplomacji Avigdora Liebermana. Zasłynął on z pomysłu masowego, przymusowego „transferu” wszystkich nie-Żydów z Izraela i ziem okupowanych do sąsiednich krajów arabskich. Choć uważał też, że na Strefę Gazy, którą miejscowa Caritas uważa za „więzienie pod otwartym niebem”, należy spuścić bombę atomową, zrobił błyskotliwą karierę polityczną. Obwieszeni bronią koloniści zazwyczaj bezkarnie terroryzują palestyńskie wsie, niszczą gaje oliwne i pola, atakują meczety i kościoły. Według statystyk ONZ, takich incydentów było w 2009 r. prawie 200, dwa lata później już ponad 400. 
Ostatnia fala zastraszania chrześcijan nabrała tempa na początku zeszłego roku. Obraźliwe napisy pojawiły się na jerozolimskim kościele baptystów, potem wielkie inskrypcje „Śmierć chrześcijanom” i „Cena do zapłaty” znalazły się na klasztorze Świętego Krzyża, położonym niedaleko izraelskiego parlamentu, Knesetu. Do tego trzeba dodać to, co dzieje się na okupowanym Starym Mieście, gdzie księża i zakonnice są regularnie opluwani przez uczniów szkół talmudycznych. 


Podrzeć Ewangelię


Po ataku na Latrun biskupi katoliccy w specjalnie wydanym komunikacie postanowili mówić wprost: „To rezultat nauczania w szkołach publicznych pogardy wobec chrześcijan, przeważającej w izraelskim społeczeństwie”. Jeden z sygnatariuszy, kustosz Ziemi Świętej, franciszkanin Pierbattista Pizzaballa, udzielił wtedy wywiadu dziennikowi „Haaretz”. „Kiedy wypowiada się słowo »chrześcijaństwo« przy Izraelczykach, od razu myślą o Holokauście i hiszpańskiej inkwizycji. Większość z nich nie ma zielonego pojęcia o przyczynach obecności chrześcijańskiej w tym kraju. Nie wiedzą nic o naszych korzeniach”. Trochę inaczej jest w żydowskich szkołach religijnych, gdzie naucza się o Jezusie, lecz według Talmudu, w którym Chrystus jest określany w sposób bardzo nieprzychylny. Ojciec Pizzaballa skarżył się, że władze izraelskie nic nie robią przeciw szeroko rozpowszechnionym postawom rasistowskim. 
Sięgają one wysoko, jak mówił.

Kilka miesięcy przed napaścią na klasztor franciszkańska Kustodia Ziemi Świętej, reprezentująca Kościół rzymskokatolicki, darowała wszystkim izraelskim deputowanym do Knesetu chrześcijańską Biblię po hebrajsku. Jeden z posłów, członek Izraelskiej Unii Narodowej Michael Ben-Ari, podarł wówczas Nowy Testament przed kamerami telewizyjnymi. Ojca Pizzaballę zszokował wówczas brak reakcji polityków i społeczeństwa izraelskiego w ogóle. „Było tylko kilka deklaracji, które można podsumować: „Ben-Ari nie powinien tego robić”. To zupełny brak wrażliwości… coś takiego miało miejsce i nikt nic nie robi. Praktycznie chodzi o zaprzeczenie naszego istnienia w Ziemi Świętej”. 
Jednak po napaści na Latrun rząd izraelski zareagował. Premier Netanjahu potępił „ohydny akt, którego sprawcy muszą zostać ukarani”. Do klasztoru trapistów udał się osobiście wiceminister spraw zagranicznych Danny Ayalon, by podkreślić, że Izrael nie lekceważy chrześcijan. Ehud Barak, minister obrony, wezwał do mobilizacji Shin Bet, wewnętrzną służbę bezpieczeństwa, „do walki przeciw żydowskiemu terroryzmowi”. Te medialne wypowiedzi szybko jednak zostały zapomniane i rzeczywistość szybko wróciła na stare tory. Pytanie, skąd się bierze bezsilność władz wobec ekstremistów oraz tych, którzy ich inspirują i popierają pozostaje otwarte. Ani policja, ani wojsko, ani liczne służby bezpieczeństwa nie są w stanie zneutralizować antychrześcijańskiej nienawiści, która przechodzi do czynów. Jak do tej pory, skazania Izraelczyków za podobne czyny są wyjątkiem. Najczęściej sprawcy, nawet jeśli przestają być „nieznani”, pozostają na wolności z braku dowodów. 


Kościół po stronie prześladowanych


Odpowiedzią może być polityka. Władze izraelskie próbują wpływać na wewnętrzne sprawy Kościołów, szczególnie jeśli mogą zdobyć ich posiadłości. Największy w Ziemi Świętej, obecny tam od dwóch tysiącleci, Kościół prawosławny też ma sporo kłopotów. W 2005 r. Ireneusz I, patriarcha Jerozolimy, został przyłapany na prowadzeniu tajnych rokowań handlowych z Izraelczykami, wyprzedawał im palestyńską ziemię. Spotkało się to z oburzeniem wiernych i biskupów, Synod pozbawił go stanowiska i zastąpił nowym patriarchą Teofilem III. Jednak w przeciwieństwie do innych krajów, Izrael nadal oficjalnie uznaje Ireneusza za głowę lokalnego Kościoła prawosławnego, co pozostaje przyczyną licznych strat i trudności administracyjnych. 
Ataki na instytucje katolickie są z pewnością po części motywowane postawą miejscowego Kościoła wobec okupacji izraelskiej ziem palestyńskich. Łaciński patriarcha Jerozolimy abp Fouad Twal w czasie majowej konferencji, w Bejrucie, poświęconej sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie, mówił, że „problem izraelsko-palestyński pozostaje w centrum wszystkich konfliktów w regionie od stu lat”. Wspominając izraelskie prześladowania okupacyjne, mówił: „My, dzieci Ziemi Świętej, niestety bardzo dobrze rozumiemy sens słów »wygnanie«, »morderstwo«, »wykorzenienie« i »niesprawiedliwość«”. Dyrektor jerozolimskiej Caritas, o. Raed Abusahliah, z nadzieją myśli o podjęciu negocjacji pokojowych, ale według niego Izrael nie chce pokoju: „Te rokowania stoją w sprzeczności z polityką faktów dokonanych, prowadzoną przez Izrael. Obawiam się, że rozwiązanie »dwa państwa dla dwóch narodów« jest już niewykonalne, bo wewnątrz terytoriów palestyńskich istnieją setki kolonii z tysiącami ideologicznie zorientowanych osadników, a ciągle powstają nowe kolonie. Kto ich zmusi do powrotu do Izraela?”.
Konflikt bliskowschodni jest często prezentowany przez władze izraelskie jako konflikt religijny, choć chodzi po prostu o sprawę zaboru ziemi i nielegalną, krwawą okupację. Nie wiadomo jednak, czy bezczynność władz izraelskich wobec napadów na muzułmańskie i chrześcijańskie świątynie w końcu do takiego konfliktu nie doprowadzi.