Rosyjskie prawosławie wobec Ukrainy

KAI |

dodane 26.03.2014 11:59

Agresja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę oznacza bardzo poważny problem dla rosyjskiego prawosławia, które jest silnie obecne w tym kraju.

Rosyjskie prawosławie wobec Ukrainy www.kremlin.ru / CC-SA 3.0 Patriarcha Cyryl

Wzmacnia niewątpliwie tendencje do uniezależnienia się tego Kościoła od Moskwy i generuje dążenia do zjednoczenia trzech Kościołów prawosławnych w tym kraju. Różne scenariusze są możliwe w zależności przede wszystkim od tego, co stanie się dalej z Ukrainą.

Wydarzenia ostatnich miesięcy na Ukrainie, zwieńczone agresją wojskową i aneksją Krymu przez Federację Rosyjską, stwarzają olbrzymie problemy dla Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Paradoksalnie większość parafii tego Kościoła (a co za tym idzie większość praktykujących wiernych - 12-13 mln) mieszka nie w Rosji, lecz na Ukrainie: głównie we wschodniej i centralnej części kraju. Jego wiernymi są nie tylko Rosjanie, ale w znacznej większości Ukraińcy. Kościół ten, noszący nazwę Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego, dysponuje pewną autonomią od Moskwy wyrażającą się w tym, że jego zwierzchnika wybiera lokalny synod, ale jest on członkiem Świętego Synodu Patriarchatu Moskiewskiego i jemu „de facto” podlega.

Zdecydowanie konkurencyjnym wobec Moskwy ośrodkiem grupującym wyznawców prawosławia na Ukrainie jest Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego, który wyszedł ze struktur Patriarchatu Moskiewskiego po odzyskaniu niepodległości przez Ukrainę w 1991 r. Kościół ten nie ma statusu kanonicznego (nie jest uznawany przez inne Kościoły prawosławne), co jednak nie przeszkadza mu w prowadzeniu aktywnej działalności. Dysponuje podobną co Patriarchat Moskiewski liczną wiernych, a wedle niektórych sondaży nawet nieco większą. Oprócz tego istnieje Ukraiński Autokefaliczny Kościół Prawosławny, będący kontynuacją Kościoła działającego w diasporze, skupiający jednak zaledwie kilkaset tysięcy wiernych.

Polaryzacja prawosławia rosyjskiego na Ukrainie

Wydarzenia na kijowskim Majdanie z grudnia ub. r. spotkały się z entuzjastycznym poparciem ze strony Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego jak i dwóch niekanonicznych Kościołów prawosławnych oraz wywołały silną polaryzację w ramach Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. W Kościele tym widoczna jest grupa duchownych i biskupów wspierających postulowane przez Majdan przemiany, jak również grupa zdecydowanie optująca za Moskwą, odnosząca się z nieufnością do wszelkich przejawów ukraińskiej odrębności.

Duchowni Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego byli obecni na Majdanie i odprawiali tam nabożeństwa, podobnie jak przedstawiciele innych wyznań. Warto zauważyć, że proeuropejski kierunek rozwoju Ukrainy poparli także niektórzy spośród wysoko postawionych duchownych tego Kościoła np. archimandryta Wiktor (Bed), rektor Ukraińskiej Akademii Teologicznej im. Św. Cyryla i Metodego oraz Karpackiego Uniwersytetu im. Augustyna Wołoszyna w Użhorodzie.

Z kolei stojący do niedawna na czele Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Wołodymyr (Sabodan) uczestniczył w pracach Wszechukraińskiej Rady Kościołów i Organizacji Religijnych, która – nie angażując się wyraźnie po żadnej ze stron konfliktu – apelowała o jego pokojowe rozwiązanie na drodze dialogu. Rada wezwała także ówczesne władze (prezydenta Janukowicza i jego rząd) do zapewnienia konstytucyjnych praw i swobód obywateli, do niestosowania siły wobec pokojowych zgromadzeń.

Następca Wołodymyra, metropolita Onufry (Bierezowski) - który na kijowskiej stolicy Patriarchatu Moskiewskiego zastąpił go w końcu lutego jako "strażnik patriarszego tronu" - 2 marca napisał list do moskiewskiego patriarchy Cyryla z prośbą, aby uczynił wszystko co w jego mocy, aby zapobiec rozlewowi krwi na Ukrainie na skutek ewentualnej zbrojnej interwencji rosyjskiej. Z kolei szef synodalnego wydziału ds. kontaktów z siłami zbrojnymi Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego, metropolita białocerkiewski i bogusławski Augustyn (Markiewicz), 4 marca pobłogosławił ukraińskie wojsko na obronę ojczyzny.

Patriarcha Cyryl, zwierzchnik rosyjskiego prawosławia przesz długi czas nie zabierał głosu na temat wydarzeń na Ukrainie. Nie przyłączył się do propagandowej histerii jaką wokół ukraińskiego Majdanu wszczęły ośrodki związane z Kremlem.

Tymczasem ks. protojerej Wsiewołod Czaplin 28 stycznia podczas bożonarodzeniowego spotkania w Radzie Federacji Rosji wygłosił apel by kraje tzw. "Ruskiego Świata" czynnie postarały się wpłynąć na to, co dzieje się na Ukrainie. A 1 marca w rozmowie z portalem " Interfax-Religia" stwierdził, że "wkroczenie wojsk rosyjskich na Ukrainę jest pokojową i cywilizacyjną misja Rosji w tym kraju".

Wypowiedzi ks. Czaplina - o potrzebie interwencji na Ukrainie - odbiły się szerokim echem za granicą i interpretowane były jako oficjalne stanowisko Patriarchatu Moskiewskiego. Mało kto zdaje sobie sprawę, że ks. protojerej Czaplin jest w Patriarchacie Moskiewskim osobą z "trzeciego rzędu". W połowie lat 90-tych zaczynał pracę w Wydziale Relacji Zewnętrznych wraz z przyszłym metropolitą Hilarionem, z którym ostro rywalizował i rywalizację tę przegrał. Hilarion awansował i stał się osobą "numer dwa" po patriarsze Cyrylu. Ks. Czaplin został przesunięty z Wydziału Relacji Zewnętrznych na szefa ogrywającego marginalną rolę Wydziału ds. Kontaktów ze Społeczeństwem. Uchodzi za człowieka szukającego poklasku w mediach. Patriarcha jednak nie usuwa go ze stanowiska, prawdopodobnie dlatego, że ks. Czaplin jest popierany przez najbardziej zachowawcze kręgi Świętego Synodu.

Ruski Świat

O co chodzi w koncepcji "Ruskiego Świata", która od dawna propagowana jest przez Patriarchat Moskiewski? Zakłada ona istnienie jednego "prawosławnego narodu", który zamieszkuje dziś nie tylko Federację Rosyjską ale i Białoruś, Ukrainę czy nawet Mołdawię. Szczególną i "opatrznościową" rolę w "Ruskim Świecie" mają odgrywać naród i język rosyjski oraz tradycyjne "wartości rosyjskie".

Warto zauważyć, że kiedy Cyryl przyjeżdżając w minionych latach na Ukrainę nawiązywał do tej koncepcji, to zwierzchnik miejscowego prawosławia podlegającego Moskwie, metropolita Wołodymyr, zachowywał wymowne milczenie lub rozpoczynał inny temat.

Koncepcji "Ruskiego Świata" ostro przeciwstawili się też polscy biskupi, którzy uczestniczyli w przygotowaniu Wspólnego Przesłania do Narodów Polski i Rosji. Metropolita Hilarion, który w imieniu Patriarchatu Moskiewskiego uczestniczył w tych rozmowach, zaproponował, aby od strony rosyjskiej orędzie to zostało ogłoszone także w imieniu narodów Ukrainy i Białorusi. Na co abp Henryk Muszyński odpowiedział, że polskiego Episkopatu to nie interesuje, gdyż z tamtymi narodami prowadzone są odrębne dialogi.

Linia patriarchy Cyryla

Sam patriarcha Cyryl wypowiedział się po raz pierwszy na temat sytuacji na Ukrainie 22 lutego, w zupełnie innym stylu niż ks. Czaplin. Jego oświadczenie utrzymane było w tonie "bólu i niepokoju" z powodu śmierci tak licznych ofiar [zastrzelonych na Majdanie - przyp. KAI] i zawierało wezwanie, aby "konsekwentnie nawoływać walczących ze sobą do pokoju i miłości braterskiej". Zapowiedział też nabożeństwa we wszystkich świątyniach RKP "w intencji pokoju na Ukrainie i o wieczny pokój dla ofiar wydarzeń w Kijowie".

Cyryl pokazał w ten sposób, że linia Patriarchatu Moskiewskiego nie jest tożsama ze stanowiskiem prezydenta Rosji Władimira Putina. Dał do zrozumienia, że Cerkiew - wbrew utartym schematom myślenia - nie zawsze musi iść "na pasku" aktualnego imperatora. Zdawał sobie sprawę, że poparcie przezeń Putina mogłoby spowodować rozpad rosyjskiego prawosławia, gdyż - w trosce o swych wiernych - musieliby przeciwstawić się mu biskupi ukraińscy.

Opór "moskiewskich" hierarchów ukraińskich

Dyplomatyczne oświadczenie patriarchy Cyryla nie usatysfakcjonowało jednak podlegającej mu hierarchii na Ukrainie, co stało się zresztą okazją do znamiennej dyskusji z ich moskiewskim zwierzchnikiem. 1 marca metropolita Onufry - stojący na czele rosyjskiego prawosławia na Ukrainie - zaapelował do patriarchy Cyryla, by uczynił on wszystko, aby zapobiec rozlewowi krwi na Ukrainie. Przestrzegł, że jeśli interwencja nastąpi, to "narody ukraiński i rosyjski zostaną wciągnięte do konfrontacji, która będzie miała katastrofalne skutki dla naszego kraju”.

Cyryl nazajutrz obiecał, że zrobi "wszystko co tylko będzie możliwe, aby przekonać tych, w których rękach znajduje się władza, że nie wolno dopuścić do śmierci ludności cywilnej na drogiej memu sercu ziemi Ukrainy". Dodał, że "naród ukraiński powinien sam, bez wpływów zewnętrznych, określać swoją przyszłość".

Czy patriarcha Cyryl kiwnął palcem, aby spełnić swe obietnice - tego nikt nie wie. W każdym razie nie poparł ani referendum na Krymie ani jego aneksji przez Federację Rosyjską. Kiedy Putin wygłaszał na Kremlu historyczne orędzie, ogłaszające włączenie Krymu do Federacji Rosyjskiej, Cyryla - w przeciwieństwie do zwierzchników innych religii - nie było na sali. Natomiast Święty Synod Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w oświadczeniu wydanym dwa dni później apelował "by nie dopuścić do powtórki z przemocy" oraz wyraził wyraźny niepokój o jedność prawosławia. Biskupi RKP podkreślili, że granic Kościoła nie wyznaczają opcje polityczne, różnice etniczne ani nawet granice państwowe.

Aneksja Krymu przez Rosję - zdaniem wielu komentatorów - może stanowić dogodny pretekst do oswobodzenia się Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego na Ukrainie spod kurateli Moskwy. Pytanie, czy są szanse aby do tego doszło?

Zjednoczenie ukraińskiego prawosławia

Najbardziej zagorzałym zwolennikiem idei zjednoczenia prawosławia na Ukrainie, a zarazem ogłoszenia autokefalii od Moskwy jest obecnie kijowski metropolita Filaret, stojący na czele Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego. Zerwał on pępowinę z Moskwą już ponad 20 lat temu. Podlegający mu Kościół skupia - jak wykazują badania - nieco ponad połowę prawosławnych na Ukrainie. Starania o autokefalię - czyli status niezależnego Kościoła w świecie prawosławnym - Filaret rozpoczął bezpośrednio po uzyskaniu niepodległości i wspierał go w tym prezydent Łeonid Kuczma. Jednakże ostry sprzeciw Patriarchatu Moskiewskiego przekreślił te plany. Wobec tego Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Kijowskiego jest "Kościołem niekanonicznym" tzn. nie uznawanym przez inne Kościoły prawosławne.

Na początku marca br. Filaret rozpoczął kampanię w intencji zjednoczenia prawosławia na Ukrainie, po to, by wspólnie strać się o autokefalię. "Sami zatem musimy ogłosić autokefalię, czyli niezależność swojego Kościoła. Tak samo jak w swoim czasie zrobił Kościół rosyjski, bez zgody Konstantynopola. A potem tak zrobiły Kościoły: bułgarski, rumuński, serbski i inne Kościoły lokalne" - oświadczył na antenie ukraińskiej TV1. Zaproponował zjednoczenie istniejących na Ukrainie Kościołów w jeden Narodowy Ukraiński Kościół Prawosławny.

Filaret skrytykował też ostro teorię "Ruskiego Świata", która - jego zdaniem - stanowi jedyne uzasadnienie obecności Patriarchatu Moskiewskiego na ziemiach ukraińskich. Tłumaczył, że „rosyjskie imperium, a potem radzieckie, utraciwszy Ukrainę, cały czas powtarza: "nie wyobrażamy sobie Rosji bez Ukrainy". Stąd - podkreślił - bierze się wrogość Patriarchatu Moskiewskiego wobec zjednoczenia Kościołów na Ukrainie i uniezależnienia ich od Moskwy. A to dlatego, że "Rosyjski Kościół Prawosławny, będący na służbie współczesnego imperium rosyjskiego, pomaga mu ponownie zebrać wszystkie ziemie razem i zjednoczyć wszystkich w jeden naród rosyjski".

Zdaniem Antoina Arjakovsky'ego - francuskiego teologa prawosławnego, byłego dyrektora Instytutu Studiów Ekumenicznych we Lwowie - wszystko wskazuje na to, że interwencja Putina na Ukrainie spowoduje, że Patriarchat Moskiewski utraci Ukraiński Kościół Prawosławny. A w ślad za tym dojdzie do zjednoczenia Kościołów prawosławnych na Ukrainie i uzyskania przez nich autokefalii.

Mimo, że autokefalia dla ukraińskiego prawosławia - z punktu widzenia formalnego - wydaje się czymś naturalnym, to sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Rosyjski Kościół Prawosławny ma bowiem taką pozycję, że jest w stanie skutecznie blokować zgodę świata prawosławnego na autokefalię dla Ukrainy. Świadczą o tym m. in. wyniki niedawnego spotkania w Stambule (6-9 marca) zwierzchników Kościołów prawosławnych, w którym uczestniczył także patriarcha Cyryl. Modlono się tam m. in. o pokój na Ukrainie i o „powrót braci znajdujących się obecnie poza komunią Świętego Kościoła”. A skoro na Ukrainie status kanoniczny ma Rosyjski Kościół Prawosławny, to trudno jest to interpretować inaczej niż jako postulat powrotu do tego Kościoła. W obecnym "układzie sił" patriarcha Bartłomiej nie może ogłosić autokefalii Ukrainy, bo oznaczałoby to otwarty konflikt z najsilniejszym z Kościołów prawosławnych czyli z rosyjskim.

Zjednoczenie wokół Kościoła greckokatolickiego?

Można wyobrazić sobie też inną drogę jednoczenia Kościołów na Ukrainie, w czym zasadniczą rolę mógłby odegrać Ukraiński Kościół Greckokatolicki. M. in. dlatego Kościół ten przeniósł swoją stolicę ze Lwowa do Kijowa oraz usilnie stara się w Rzymie o uzyskanie statusu patriarchatu - analogicznie jak jest to rozwiązywane w przypadku innych katolickich Kościołów wschodnich. Do idei patriarchatu dla grekokatolików przychylał się Jan Paweł II, ale ostatecznie nie podjął decyzji, ze względu na radykalny protest prawosławia rosyjskiego.\

Ideę patriarchatu kijowskiego jako ośrodka, który mógłby być punktem odniesienia dla budowania jedności z Kościołami (prawosławnymi) na Ukrainie nosił w sercu kard. Lubomir Huzar, poprzedni zwierzchnik ukraińskich grekokatolików (do 2010 r.). Mówił o tym m. in. w liście pasterskim z 2004 r. Kreślił ideę utworzenia jednego Kościoła kijowskiego dla Ukrainy. Wyjaśnił, że chodzi mu o "harmonijne, inkluzywne formy zjednoczenia Kościoła kijowskiego, dzięki otwartości opartej na współuczestnictwie, co może być szansą spotkania się głównych centrów chrześcijaństwa na tym obszarze".

Obecny zwierzchnik grekokatolików abp Światosław Szewczuk nie posuwa się aż tak daleko, ale równie serio myśli o potrzebie patriarchatu. Rozmawia o tym z papieżem Franciszkiem jak i konsultuje z patriarchą Bartłomiejem. W wywiadzie dla KAI z ub. r. informował o swojej wizycie w Stambule, gdzie spotkał się z patriarchą ekumenicznym. Wyznał, że był zaskoczony jego otwartością oraz wolą dążenia do jedności "naszych Kościołów". "Nie przyjmował nas jako uniatów, którzy przeszkadzają w dialogu katolicko-prawosławnym. W żadnym wypadku nie dawano nam odczuć, że nie mamy prawa do istnienia jako Kościół katolicki obrządku wschodniego" - wyjaśnił. Ze strony honorowego zwierzchnika światowego prawosławia oznacza to otwartość na patriarchat dla grekokatolików.

Podczas ostatnich wydarzeń abp Szewczuk nie przyłączył się do apeli o zjednoczenie Kościołów na Ukrainie. Sprawę tę przyspieszyć może jedynie papież tworząc patriarchat dla grekokatolików. Zależy to wyłącznie od jego decyzji. Różne scenariusze są możliwe w zależności przede wszystkim od tego, co stanie się dalej z Ukrainą.