Gest bez odpowiedzi

Andrzej Grajewski

dodane 08.01.2015 06:00

Papieżowi Franciszkowi nie uda się, przynajmniej na razie, spotkać z patriarchą rosyjskiego Kościoła prawosławnego. Jeszcze przed rokiem wydawało się, że to spotkanie jest bliskie. Co stanęło na przeszkodzie?

Papież Franciszek w rozmowie z metropolitą Hilarionem 12 listopada 2013 roku Osservatore Roman /EPA/pap Papież Franciszek w rozmowie z metropolitą Hilarionem 12 listopada 2013 roku

W tej kwestii chodzi nie tylko o gesty czy ewentualną podróż papieża do Rosji. Gdyby kierować się tylko kryteriami społecznymi albo politycznymi, podróż Jana Pawła II do Rosji mogłaby się odbyć już w schyłkowym okresie Związku Sowieckiego lub tuż po jego rozpadzie. Papież Słowianin nie chciał jednak korzystać z zaproszeń kierowanych do Watykanu przez władze świeckie. Stolica Apostolska czekała na zaproszenie ze strony Patriarchatu Moskiewskiego, które nie nadeszło. To utrudniało dialog ekumeniczny. Serdeczne gesty, których papież Franciszek doświadczył ze strony patriarchy Bartłomieja podczas pobytu na Fanarze w Stambule, gdzie mieści się siedziba Patriarchatu Konstantynopolitańskiego, potrzebowały dopełnienia w dialogu z Moskwą. Stąd zapewne wzięły się jego niespodziewane słowa o gotowości do spotkania z patriarchą Cyrylem.

„Zadzwoń do mnie”

Papież Franciszek wypowiedział je podczas konferencji prasowej, zorganizowanej na pokładzie samolotu, którym wracał z Turcji. „Dałem znać patriarsze Cyrylowi: tam, gdzie chcesz, spotkajmy się, ty do mnie zadzwoń i ja jadę” – mówił papież. „Obaj chcemy się spotkać i iść naprzód”, zapewnił. Przypomniał, że podczas październikowego synodu biskupów rozmawiał na ten temat z metropolitą Hilarionem (Alfiejewem), przewodniczącym Wydziału Zewnętrznych Stosunków Cerkiewnych Patriarchatu Moskiewskiego oraz przewodniczącym komisji ds. dialogu prawosławno-katolickiego. Hilarion zaproponował spotkanie teologów na temat spornej kwestii prymatu biskupa Rzymu. Papież pozytywnie odniósł się do tego pomysłu, choć nie krył sceptycyzmu, co do wyniku prac teologów. „Jeśli będziemy czekać na to, aż teolodzy się porozumieją, nigdy nie nadejdzie ten dzień”, powiedział w samolocie. W tym kontekście przytoczył słowa prawosławnego patriarchy Atenagorasa sprzed pół wieku: „Wyślijmy teologów na wyspę, niech dyskutują, a my idźmy naprzód”.

To nie kwestia prymatu

Jednak to nie problemy teologiczne stanowią dzisiaj przeszkodę w dialogu, ale kwestie natury politycznej. Pozostają w ścisłym związku z rosyjską aneksją Krymu i wojną, jaka od kilku miesięcy toczy się we wschodniej Ukrainie. To właśnie ten konflikt sprawił, że patriarcha Cyryl ze zwolennika dialogu katolicko-prawosławnego, współautora historycznych gestów w relacjach z Kościołem polskim, zamienił się w zaciekłego obrońcę „Rosyjskiego Świata”, atakowanego nie tylko przez „faszystów” z Kijowa, ale także zdradzieckich „unitów”, wrogą forpocztę Kościoła katolickiego na Wschodzie. Tę zmianę można dostrzec, śledząc tegoroczne wypowiedzi metropolity Hilariona, głównego architekta zagranicznej polityki rosyjskiego prawosławia. Pamiętam go z wizyt w Polsce, kiedy pracowano nad wspólnym dokumentem. Mówił, że pamięć o przelanej wspólnie za wiarę krwi w czasach prześladowań komunistycznych powinna być ważnym punktem odniesienia, nie tylko w kwestii rozliczenia przeszłości, ale i tworzenia wizji wspólnych działań na przyszłość: obrony prześladowanych chrześcijan czy wspólnego świadectwa o wartościach moralnych. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku na pytanie, czy możliwe jest rychłe spotkanie papieża Franciszka z patriarchą Cyrylem, metropolita Hilarion przekonywał, że trwają w tej sprawie intensywne rozmowy. Wymienił także katalog spraw, które można realizować, nie czekając na postępy w dialogu teologicznym.

Majdan wiele zmienił

Wiele zmieniło się jednak wraz z rozpoczęciem protestów na kijowskim Majdanie, które zostały w Moskwie odebrane jako próba wyrwania Ukrainy ze strefy „bliskiej zagranicy”. Majdan miał również wymiar duchowy. Wśród protestujących prowadzona była intensywna ewangelizacja. Prym w niej wiedli kapłani Kościoła greckokatolickiego oraz duchowni prawosławni z Patriarchatu Kijowskiego. Nie brakowało tam także księży katolickich oraz wspólnot ewangelickich. Przedstawiciele ukraińskiego Kościoła prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego brali udział w modlitwie, prowadzonej na centralnej scenie Majdanu. Jedność pękła, gdy upadła władza prezydenta Janukowycza, a Rosja sięgnęła po Krym i wsparła bunt we Wschodniej Ukrainie. Na terenach kontrolowanych przez separatystów nastąpiła czystka religijna. Duchowni katoliccy obu obrządków musieli stamtąd wyjechać. Podobny był los wspólnot ewangelickich oraz prawosławnych z Patriarchatu Kijowskiego. Zdarzały się uprowadzenia i mordy. Ginęli także kapłani z Patriarchatu Moskiewskiego. Niedawno patriarcha Cyryl przedstawił wykaz 50 świątyń i kaplic prawosławnych we Wschodniej Ukrainie, które zostały zniszczone, bądź uszkodzone w wyniku działań bojowych armii ukraińskiej. Przedmiotem szczególnej krytyki stała się wspólnota Kościoła greckokatolickiego. W ocenie rosyjskich hierarchów swymi działaniami przyczyniła się do zaostrzenia konfliktu oraz ponosi odpowiedzialność za prześladowania wiernych Patriarchatu Moskiewskiego. Oceny te spowodowały zahamowanie dialogu rosyjskiego prawosławia z Kościołem katolickim, o czym otwarcie mówili w ostatnim czasie zarówno metropolita Hilarion, jak i patriarcha Cyryl.

Imperialna narracja

Warto zauważyć, że wydarzenia na Ukrainie zmieniły nie tylko sposób uprawiania przez Rosję polityki, ale także język jej przywódców. Krym nie jest już Rosji potrzebny tylko ze względów strategicznych czy geopolitycznych, ale także religijnych, jak przekonywał niedawno prezydent Putin. Przesłanką tej tezy był fakt, że w Chersonezie na Krymie w 988 r. miał miejsce chrzest św. Włodzimierza, księcia kijowskiego, który rozpoczął chrystianizację Rusi Kijowskiej. To jednak argument nieprawdziwy. Chersonez był wówczas częścią Bizancjum, z Rusią Kijowską nie miał nic wspólnego. Kościół w tym momencie był jeden, niepodzielony, a chrzest Włodzimierza był owocem dzieła chrystianizacji wszystkich Słowian, a nie próbą założenia odrębnej „prawosławnej rosyjskiej cywilizacji”, jak to bywa dzisiaj interpretowane. Ruś Moskiewska, do której dziedzictwa nawiązuje współczesne państwo rosyjskie, nie była kontynuatorką Rusi Kijowskiej, ale ośrodkiem nowej państwowości, który przywłaszczył sobie kijowskie tradycje dla legitymizacji swego prymatu na obszarze prawosławnych narodów na Wschodzie. Według tego klucza Kijów, jako matka grodów ruskich, także powinien być częścią rosyjskiej państwowości. To imperialna narracja, która neguje istnienie nie tylko ukraińskiej państwowości, ale wręcz samego narodu ukraińskiego oraz jego historycznego dziedzictwa, także w wymiarze religijnym. Niestety, spotykana także często w wystąpieniach przedstawicieli rosyjskiego prawosławia.

Telefonu nie będzie

W tym kontekście trudno było się spodziewać, że reakcja Patriarchatu Moskiewskiego na słowa papieża Franciszka będzie pozytywna. Następnego dnia po papieskiej konferencji w samolocie głos zabrał szef służby prasowej Patriarchatu Moskiewskiego diakon Aleksandr Wołkow. W rozmowie z agencją Interfaks nie wykluczył możliwości spotkania papieża z patriarchą, ale zarazem zastrzegł, że pozytywna decyzja wymaga konstruktywnego dialogu, którego jednym z warunków jest odniesienie się do sytuacji na Ukrainie. Wprawdzie, jak zaznaczył, w wielu ocenach tego konfliktu oba Kościoły zajmują wspólne stanowisko, jednak działalność Kościoła greckokatolickiego stanowi istotną przeszkodę w tym dialogu. Wspierając jedną ze stron konfliktu oraz jawnie sympatyzując z siłami rozłamowymi na Ukrainie, czyli prawosławnymi z Patriarchatu Kijowskiego, Kościół greckokatolicki w istotny sposób utrudnia dialog między naszymi Kościołami, podkreślił Wołkow. Chcielibyśmy, aby nasz głos w tej sprawie był usłyszany, dowodził dalej, i zaangażowanie polityczne Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie obniżyło się. Ultymatywny ton wystąpienia rzecznika Patriarchatu nie zapowiada, aby rozmowy na temat spotkania patriarchy z papieżem były obecnie możliwe. Wystąpienie diakona Wołkowa nie zostało skomentowane przez rzecznika Stolicy Apostolskiej. Obie strony potrzebują teraz czasu, aby wrócić do rozmów. Wojna na Ukrainie kiedyś jednak się skończy, ostygną emocje i zmienią się interesy zwaśnionych obecnie stron. Aktualne wówczas znów stanie się życzenie papieża Franciszka, skierowane do rosyjskiego prawosławia, aby nie oglądać się za siebie, ale spotkać się i razem iść naprzód. Gdyż ekumenizm to, jak powiedział papież, wspólne podążanie, modlitwa i praca oraz „ekumenizm krwi”, wspólnie przelanej za wiarę. Te płaszczyzny nie przestaną być aktualne także w dłuższej perspektywie czasu.