publikacja 30.01.2006 10:42

Stracono go w Białą Niedzielę 9 kwietnia 1945 roku z rozkazu samego Hitlera. Był samotnym jasnym punktem pośrodku ciemności. W miejscu, gdzie zginął, ustawiono napis: "Dietrich Bonhoeffer, świadek Jezusa Chrystusa między swoimi braćmi”. Głęboka wiara, solidne teologiczne wykształcenie, posługa duszpasterza – to wszystko zderzyło się w nim z doświadczeniem wojny wywołanej przez jego naród. Jako jeden z nielicznych Niemców swojego pokolenia zachował twarz jako człowiek, jako chrześcijanin, jako luterański pastor, myśliciel, kaznodzieja. Dojrzewał. Zwłaszcza podczas ostatnich dwóch lat życia spędzonych w więzieniu. Był krytyczny wobec Kościoła i religijności, które w Niemczech Hitlera nie zdały egzaminu z wierności Ewangelii.
Gorzką prawdą o nas, chrześcijanach, jest brak jedności uczniów wokół „stołu Pańskiego”. W tym, co najbardziej powinno świadczyć o naszej jedności pokazujemy, jak bardzo jesteśmy podzieleni. Zamiast świadectwa wzajemnej miłości dajemy światu zgorszenie. Nie dziwi więc, że temat Eucharystii powraca w wielu ekumenicznych dialogach. Pojawił się on także w oficjalnym dialogu katolicko-anglikańskim.
Kard. Kasper dla KAI: Duch Święty działa także poza Kościołem katolickim