Nie wszystko jedno

Marcin Jakimowicz

GN 03/2020 |

dodane 16.01.2020 00:00

Dlaczego Kościół katolicki angażuje się w działalność ekumeniczną, wyjaśnia ks. dr hab. Sławomir Pawłowski.

Nie wszystko jedno Justyna Jarosińska /Foto Gość

Marcin Jakimowicz: Tylko katolicy będą zbawieni… nie słyszał Ksiądz o tym?

Ks. Sławomir Pawłowski: Czasami słyszę takie głosy. Ale te „rewelacje” nie są nawet zgodne z oficjalną nauką Kościoła katolickiego zawartą w katechizmie. Tam czytamy, że zbawieni będą wszyscy ci, którzy znajdują się w Chrystusie, a nawet „każdy człowiek, który nie znając Ewangelii Chrystusa i Jego Kościoła, szuka prawdy i pełni wolę Bożą na tyle, na ile ją zna, może być zbawiony”.

Jako katolicy mamy pełnię objawienia. Kiedy nasza duma z pełni środków zbawczych zmienia się w pychę?

Wtedy, gdy myślimy, że żyjemy całkowicie w oparciu o tę pełnię i całkowicie z tej pełni korzystamy. I wówczas, gdy wydaje się nam, że jesteśmy samowystarczalni i nic już nie możemy otrzymać od innych. Jan Paweł II mówił o „wymianie darów”, a Franciszek o tym, że Duch Święty innym chrześcijanom dał dary przeznaczone również dla nas. Okazuje się, że nasza katolicka pełnia byłaby bez nich… uboższa! To nie jest paradoks, bo pełnia objawienia jest nam nie tylko dana, ale i zadana.

Słowa z encykliki św. Jana Pawła II „Ut unum sint” o tym, że „ekumenizm jest wymianą darów”, na niektórych działają jak płachta na byka. „Wszystkomający” katolik miałby coś otrzymać od innych denominacji?

Oczywiście! Na przykład od braci z Kościołów Wschodu mogę nauczyć się umiłowania ikony i liturgii, od protestantów umiłowania Pisma Świętego i radykalnego skoncentrowania się na Chrystusie.

Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan to nie jest jedynie „akademia ku czci”, na której nie wypada nie być?

Powiem przewrotnie: akademie też są potrzebne. I wcale nie muszą być jałowym, obowiązkowym punktem programu. Oficjalne relacje bardzo dużo mówią o szukaniu jedności. Potrzebujemy takich deklaracji i spotkań. Jasne, że oprócz nich niezwykle istotny jest skarbiec modlitwy. Ma ona, przekonałem się o tym wielokrotnie, niewidzialne, ukryte działanie. To przejaw ekumenizmu duchowego, który jest duszą ruchu ekumenicznego. Jak czytamy w dokumentach soborowych, polega on na świętości życia, przemianie serca i wspólnej modlitwie. W myśl zasady, że im bardziej zbliżymy się do Jezusa, tym bardziej zbliżymy się do siebie. Już sama nazwa ukazuje coś niezwykle ważnego: ekumenizm jest dziełem Ducha, nie człowieka.

– Negowanie ekumenizmu to nie atak na Jana Pawła II czy Franciszka, ale na Pana Jezusa i negowanie działania Ducha Świętego w Kościele – powiedział niedawno abp Grzegorz Ryś. – Opór stawiany ekumenizmowi jest oporem stawianym Duchowi Świętemu.

Oponentów zawsze odsyłam do lektury Katechizmu Kościoła Katolickiego. Często zdarza się, że osoby te nie znają rzetelnie teologii, a swych poglądów nie opierają na dokumentach Kościoła.

W czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan będzie Ksiądz stał w jednym rzędzie z heretykami – orzekną niektórzy. A co o tym powie ks. Sławomir Pawłowski?

Powiem, że będę stał w jednym rzędzie z braćmi. Już Sobór Watykański II nie używał słowa „heretycy” czy „schizmatycy”, ale „bracia odłączeni”, a Jan Paweł II pisał o „innych chrześcijanach” i „braciach w Chrystusie”. Mamy te same główne prawdy wiary, więc nie ma najmniejszego sensu wytykanie sobie nawzajem herezji. Nic nam z tego nie przyjdzie. Sens mają spotkania teologicznych komisji, po których często okazuje się, że różnice, które uważaliśmy za heretyckie, nie mają takiego kalibru i są płaszczyzną do spotkania. Przypomnę choćby Wspólną deklarację o usprawiedliwieniu. W czasie Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan staniemy razem do modlitwy. To musi wydać owoce! A „bycie razem” jest czytelnym znakiem dla świata, dla którego rozbicie chrześcijaństwa jest skandalem.

– Dlaczego świat nie wierzy? – zapytał mnie Andrzej Sionek i przywołał słowa Jezusa, który modlił się o jedność uczniów, „aby świat uwierzył”…

Rozdarte chrześcijaństwo jest – jak stwierdził sobór – „zgorszeniem dla świata”. Każde rozbicie jest skandalem. Inaczej wyglądałyby dzieje Kościoła, gdyby był on zjednoczony. Widać to już w pierwszym tysiącleciu. Podziały między chrześcijanami w V wieku znacznie osłabiły dynamikę chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie.

– To nie ekumenizm jest herezją, ale jego odrzucenie – powiedział przed trzema laty stanowczo bp Krzysztof Nitkiewicz, przewodniczący Rady KEP ds. Ekumenizmu.

Słowa mocne i prawdziwe. Mówią o tym wprost kolejni papieże. I to, uwaga, już od czasów Piusa XII! Osobom z nurtu tradycjonalistycznego warto przypomnieć, że 20 grudnia 1949 roku Święte Oficjum wydało dekret „De motione »oecumenica«”, który rozszerzył zezwolenie na uczestnictwo katolików w ruchu ekumenicznym. Uznał, że jest to pozytywny znak czasów. Była to odpowiedź na utworzenie rok wcześniej Światowej Rady Kościołów.

– Ponowna komunia z Kościołem katolickim jest nieunikniona, a podział na prawosławie i katolicyzm nie jest dogmatyczny, lecz historyczny – tę odważną deklarację złożył przed miesiącem Bartłomiej I. I to na górze Athos. Niektórzy mnisi płakali…

Znamy te słowa ze źródła, które teraz trudno posądzać o życzliwość wobec Bartłomieja I. Stąd pewnie wzmianka o płaczu mnichów.

Deklaracja ta brzmi zatem jeszcze bardziej wiarygodnie…

Tak. Choć dla mnie ważne są oficjalne pisma patriarchy, który ostatnio napisał do Franciszka, że „przywrócenie komunii między naszymi Kościołami pozostaje naszą szczerą nadzieją, głównym obiektem modlitw i celem dialogu prawdy”. Można się domyślić, że gdy Bartłomiej pisze o „komunii”, myśli nie tylko o tej rozumianej jako jedność, ale i o Komunii eucharystycznej. „Podział na prawosławie i katolicyzm nie jest dogmatyczny, lecz historyczny” – to w ogromnej mierze prawda. Pamiętajmy, że prawosławie ma inne pojęcie dogmatu. Dotyczy on jedynie centralnych prawd wiary zawartych w Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim oraz w tzw. formule chalcedońskiej, dotyczącej jedności dwóch natur w jednej Osobie Syna Bożego. Wszystko inne (np. liczba sakramentów) nie jest w prawosławiu nazwane dogmatem. My, katolicy, mamy nieco więcej dogmatów, tyle że w dialogu może się okazać, że różnice między naszymi Kościołami są nikłe.

Dzielą nas przede wszystkim historia i polityka. Wierni na Podlasiu naprawdę nie zaprzątają sobie głów subtelnościami sporu o Filioque.

To prawda. Weźmy na przykład niepokalane poczęcie Najświętszej Maryi Panny. Przecież niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, czym jest grzech pierworodny, od którego winy Maryja została zachowana. Prawosławie nazywa Maryję „całą świętą”. Czy jest różnica między naszym „wniebowzięciem Maryi” a prawosławnym „zaśnięciem”? Często są to różnice jedynie w nazewnictwie. Podobnie kwestia czyśćca, który nie jest miejscem, ale stanem.

Ludzie boją się, że wchodząc w dialog ekumeniczny, będą musieli ukryć swą tożsamość, schować różaniec…

To jeden z często powtarzanych mitów. Jak można wejść w szczery dialog, ukrywając swą tożsamość? Odwrotnie: to świadomość mojej tożsamości pozwala mi owocnie wejść w dialog. Bardzo lubię intuicję Khalila Gibrana, libańskiego poety i filozofa, który powiedział, że stworzenia bez kręgosłupa mają najtwardszą skorupę. Odwracając to: kto ma kręgosłup, ten nie ma skorupy, jest świadomy swej tożsamości i nie boi się wejść dialog. Wie, czym może innych obdarować, i docenia to, czym może wzbogacić swą wiarę, co można odkryć...

A co Ksiądz odkrywa w Lublinie? Przez to miasto przebiega przecież jedna z najważniejszych granic cywilizacyjnych. To tu pielęgnujący kulturę słowa Zachód spotyka pachnący jerozolimskim kadzidłem, całujący ikonę i bijący niskie pokłony Wschód.

Przez cały rok co miesiąc w Lublinie spotykamy się na nabożeństwach ekumenicznych. W różnych Kościołach. Modlimy się razem i realizujemy w praktyce program „Lublin ekumeniczny”. Tym nabożeństwom towarzyszą panele dyskusyjne, koncerty…

Fragmenty kości św. Piotra spoczęły obok kości jego brata Andrzeja. To gest, o którym nie śniło się podzielonym od 965 lat chrześcijanom czy jedynie dyplomacja?

Piękny wzruszający symbol. Ekumenizm nie jest dyplomacją, ale składa się z gestów. A te przecież w naszym życiu są niezwykle ważne! Wyrażają nasze uczucia, są nośnikami treści. Bardzo ucieszyłem się, gdy przeczytałem o tym, że Franciszek przekazał do Konstantynopola fragmenty kości Piotra, które przechowywał w swej prywatnej kaplicy.

„Ta myśl przyszła do mnie od Ducha Świętego, który na wiele sposobów skłania chrześcijan do odzyskania pełnej komunii” – napisał wówczas do Bartłomieja. Od razu odezwały się głosy: duchowy zwierzchnik prawosławia nie ma realnej władzy i jest kontestowany na przykład przez Cerkiew rosyjską.

No dobrze, odpowiadam wówczas, a jak wyglądała scena przesłuchania Jezusa u Piłata? Z jednej strony ociekający krwią król w koronie cierniowej, z drugiej wydający rozkazy prokurator. Kto z nich ma realną władzę? Kto z nich jest prawdziwym królem?

Dlaczego tak bardzo boimy się różnorodności w Kościele i traktujemy ją jako zagrożenie?

Myślę, że to wynik niewiedzy, a nawet ignorancji i słabej formacji duchowej. Pierwszym krokiem na drodze formacji ekumenicznej powinno być uważne studium Katechizmu Kościoła Katolickiego. Niestety, co wychodzi na jaw w dyskusjach, wielu katolików nie przebrnęło nawet przez ten etap.•

Ks. dr hab. Sławomir Pawłowski

pallotyn, sekretarz Rady KEP ds. Ekumenizmu, pracuje na KUL.

Tagi: