Dotknąć Bożego imienia

Gość Świdnicki 36/2021 |

publikacja 09.09.2021 00:00

O koślawym drzewie przynoszącym słodkie owoce i umyśle zamkniętym w słowach mówi ks. Piotr Nikolski, tłumacz książki „O modlitwie Jezusowej” Ignacego Brianczaninowowa i proboszcz prawosławnej parafii pw. św. Mikołaja w Świdnicy.

– Żeby mieć relację z Bogiem, trzeba stanąć w prawdzie, czyli wyzbyć się iluzji i fałszywego przeświadczenia o swojej świętości  – mówi kapłan. Kamil Gąszowski /Foto Gość – Żeby mieć relację z Bogiem, trzeba stanąć w prawdzie, czyli wyzbyć się iluzji i fałszywego przeświadczenia o swojej świętości – mówi kapłan.

Kamil Gąszowski: Jak zacząć praktykować modlitwę Jezusową?

Ks. Piotr Nikolski: Po prostu zacząć… Najlepiej wcześniej poprosić o błogosławieństwo na odmawianie modlitwy Jezusowej, aby nie przykleiła się do nas próżność. Dobrze jest się z kimś konsultować, tak jest bezpieczniej i skuteczniej. Ale najważniejsza jest konsekwencja. Stałość jest bardzo ważna. Ważna jest też odpowiednia postawa wewnętrzna, musi być obecny duch pokuty, pokory i skruszonego serca.

Dlaczego warto ją odmawiać?

Uważam, że modlitwa Jezusowa jest uniwersalnym skarbem chrześcijaństwa, drogą odrodzenia człowieka, prowadzi do nawrócenia i pokuty. Nie jednorazowej, ale ciągłej, przemieniającej. Lepiej oddaje to staropolskie słowo „pokajanie”, którego używam w tekście. Co bardzo istotne, modlitwa Jezusowa ma w sobie imię Pana Jezusa – jest wyznaniem wiary, że Chrystus jest Bogiem zbawiającym. W imieniu Bożym przebywa sam Bóg. Wypowiadanie imienia Bożego dotyka samego Boga. W modlitwie Jezusowej prosimy o zmiłowanie, a to coś szczególnego, co musimy zrozumieć. Oznacza ono nie tylko „zlitować się”, ale też „obdarzyć łaską”. Kiedy Bóg obdarza nas łaską, przemienia nas, nawet ontologicznie, przestajemy być tylko stworzeniami, jesteśmy uczestnikami Jego życia, wchodzimy w życie Boskie. W ten sposób możemy przemieniać rzeczywistość wokół siebie i działać w świecie.

Bardzo spodobało mi się określenie, że modlitwa Jezusowa jest modlitwą artystyczną. Co to znaczy?

Według ojców – ascetów jest ona najwyższą sztuką, którą człowiek może uprawiać, ponieważ jest to kształtowanie samego siebie. Zaczyna się od tego, żeby w skupieniu zawrzeć umysł w słowach modlitwy, nie dopuszczając innych myśli w tym czasie. Modlitwa Jezusowa to droga wstępowania, droga sprawowania swojego zbawienia, o którym mówi apostoł Paweł: „Z bojaźnią i drżeniem sprawujcie swoje zbawienie”. Polega ona na tym, żeby w umyśle rozbrzmiewały słowa modlitwy, kiedy stajemy przed Bogiem. To jest ofiara i duchowe ubóstwo. Człowiek rezygnuje z całego bogactwa swoich myśli i skojarzeń.

Czy można porównać modlitwę Jezusową do Różańca?

Technika jest podobna. Jeśli ktoś zawiera umysł w słowach modlitwy, to idzie w tym samym kierunku. Uważam, że modlitwa różańcowa powinna być pielęgnowana, choć moim zdaniem wystarczy sam tekst, można ją odmawiać bez żadnych wyobrażeń. Ona przynosi owoce, widać to po ludziach, którzy się nią modlą. Natomiast w tradycji katolickiej istniała kiedyś praktyka aktów strzelistych, która wynikała z tej starożytnej tradycji modlenia się krótkim tekstem. Dziś akty strzeliste są prawie niespotykane, a kiedyś były powszechne.

Jakie są owoce modlitwy Jezusowej?

Głównym owocem jest dar uwagi. Brianczaninow pisze, że modlitwa nie może być odizolowana od pozostałego życia. Życie jest całością. Potrzebne jest więc spełnianie ewangelicznych przykazań. Modlitwa Jezusowa pozwala wejść w siebie, skupić się na sobie, zobaczyć swoje grzechy. Wtedy człowiek przestaje osądzać i patrzeć po bokach, kto co robi.Takie uważne życie owocuje, przemienia człowieka.

Czy można powiedzieć, że praktyka modlitwy Jezusowej sprowadza na ziemię? Uznaję siebie za grzesznika, a wtedy moja relacja ze światem i Bogiem staje się inna.

Żeby mieć relację z Bogiem, trzeba stanąć w prawdzie, czyli wyzbyć się iluzji i fałszywego przeświadczenia o swojej świętości. Dlatego trzeba rozwinąć bojaźń Bożą, która doprowadzi nas do pokuty, metanoi, która z kolei prowadzi człowieka do miłości. To jest żmudna droga oczyszczenia, która zahacza prawie o rozpacz. W takim napięciu człowiek dokonuje swojego zbawienia. Modli się, stopniowo się oczyszcza, a bojaźń Boża zamienia się w miłość. Potem człowiek jest zaskoczony, że drzewo bojaźni Bożej, kolczaste i krzywe, przyniosło takie piękne owoce miłości. • kamil.gaszowski@gosc.pl Św. Ignacy Brianczaninow, O modlitwie Jezusowej, Flos Carmeli, Poznań 2021, ss. 232.