Amerykańscy żołnierze, którzy otwarcie głoszą swoją wiarę w wojsku i przekonują do niej innych, mogą być oddawani pod sąd wojskowy – projekt takiej ustawy ma przedstawić niebawem Pentagon.
Amerykańska armia traktuje Kościół katolicki na równi z Al-Kaidą, Hamasem czy Ku Klux Klanem. Dowiadują się o tym rezerwiści w stanie Pennsylvania.
Amerykański kardynał Timothy Dolan powiedział, że terroryzujący Bliski Wschód bojownicy Państwa Islamskiego (IS) są takim samym wypaczeniem prawdziwego islamu, jakim w przypadku katolicyzmu była nim Irlandzka Armia Republikańska (IRA).
W Nigerii znowu płoną chrześcijańskie świątynie. Ofensywa armii przeciw muzułmańskim dżihadystom z Boko Haram nie uspokoiła sytuacji.
W ostatnich dniach znów doszło do ataków islamskich bojowników na tereny zamieszkane w większości przez wyznawców Chrystusa.
Pakistańscy talibowie, choć uważają się za gorliwych wyznawców islamu, udowodnili, że nie istnieją dla nich żadne świętości.
Państwo Islamskie – nowy twór na mapie Bliskiego Wschodu, który budzi tyle obaw, konstruuje wydajny system samofinansowania, który ma zapewnić ostateczny upadek Syrii i Iraku.
Boję się pójść do kościoła – mówiła libańskiemu dziennikowi „L’Orient –Le Jour” zapłakana mieszkanka Damaszku, kiedy zbliżała się syryjska Wielkanoc. Przetrwanie chrześcijańskiej społeczności w ogniu wojny stoi pod znakiem zapytania.
Iracka Al-Kaida zdobywa u siebie całe miasta, terroryzuje Syrię i zaczęła podkładać bomby w Libanie. Dla chrześcijan Orientu to zapowiedź katastrofy.
Pastor Eric Foley szesnaście lat temu sprzedał wszystko i opuścił USA. Z żoną i dziećmi przyjechał na Południe Półwyspu Koreańskiego. Tylko po to, żeby móc pomagać ludziom z uciskanej Północy. – To powinno być celem numer jeden chrześcijan na świecie – przekonuje.