Święty z sofijskiej ulicy

U wejścia do cerkwi w stolicy Bułgarii można spotkać prawie stuletniego staruszka, który kwestuje na rzecz renowacji starych świątyń. Nie jest to żebrak, ale żyjący w opinii świętości człowiek znany jako Dziadzio Dobry.

Miałem wolny dzień, który postanowiłem poświęcić na flanowanie po Sofii. Flanowanie, czyli włóczenie się po mieście. Bez planu, przewodnika i celu. Krążenie wśród bazarów. Oglądanie stoisk z książkami. Czytanie szyldów sklepowych. Przemierzanie słonecznych placów. Słuchanie grajków ulicznych. Wchłanianie miasta. Robienie notatek. Zapisałem wtedy: „Przed jedną z cerkwi moją uwagę zwrócił »Archetypiczny Dziad«. Zgarbiony, z długą, białą jak śnieg brodą, ubrany w bułgarski strój ludowy, zdawał się wyjęty z zeszłego stulecia. Zbierał jałmużnę – ludzie przebiegali obok i wrzucali mu coś do plastikowego kubka, czasem zatrzymywali się, a on zamieniał z nimi kilka zdań, żywo gestykulując. Za każdym razem, gdy moneta lądowała na dnie kubeczka, »Archetypiczny Dziad« kłaniał się nisko i chwilę potem znów drobnym krokiem przemierzał plac”. Nazwać tego człowieka „dziadem” można było tylko wtedy, gdy widziało się go z nieco dalszej odległości i bardziej było się przywiązanym do własnego stylu pisania, którym tworzyło się zgrzebny koloryt, niż do wniknięcia w istotę tej sytuacji. Gdybym podszedł bliżej, zauważyć bym musiał, że staruszek miał dobrą twarz. Pogodną, wręcz promienną. Ale i z dystansu moją uwagę powinno zwrócić to, że nikt się od niego nie opędzał, jak od żebraków, których można było także spotkać na okolicznych ulicach.

Ludzie traktowali go z szacunkiem i życzliwością. Jak dobrego znajomego, który jest tutaj od zawsze.

Przybysz z przeszłości

Może trudno w to uwierzyć, ale człowiek, którego wtedy widziałem, od pewnego czasu jest jednym z największych autorytetów moralnych w Bułgarii. Jest znany po prostu jako Dziadzio Dobry. To prawie stuletni starzec, który żyje w opinii świętości. Diado Dobry Dobrew urodził się 20 lipca 1914 r. w wiosce Bajlowo 40 kilometrów od Sofii. O swoim dawnym życiu wspomina niechętnie. To nieważne – mówi. Dementował jedynie pogłoski, jakoby rodzina go wydziedziczyła. Był rolnikiem i miał czwórkę dzieci, z których nadal żyje dwoje. Jedna z córek mieszka w Sofii i pomaga mu. Póki co jednak dziarski staruszek radzi sobie sam. Nie wyjawia, co skłoniło go do radykalnej przemiany życia, całkowitego odrzucenia wygód materialnych i poświęcenia się sprawom duchowym. Wiadomo tylko, że w zasadzie narodził się na nowo kilkanaście lat temu, już w zaawansowanym wieku, gdy zaczął zbierać datki na Cerkiew. Mieszka w przybudówce do kościoła w rodzinnej wsi. Stąd codziennie pieszo lub autobusem dociera do centrum miasta i kwestuje na rzecz renowacji świątyń. Nic nie zachowuje dla siebie, żyje jak asceta, ubiera się w stare łachmany i żywi się tym, co dadzą mu dobrzy ludzie. „Ludzie nie dają tych pieniędzy mnie, tylko Cerkwi. Wiedzą, że sobie nic nie zostawiam”– mówi Dziadzio Dobry w krótkim wywiadzie dla bułgarskiej telewizji. Słabo słyszy (słuch uszkodziła mu bomba, która spadła niedaleko podczas wojennego bombardowania) i mówi niewyraźnie – tak że wywiad na wszelki wypadek opatrzono napisami.

Sam Dziadzio nie ma telewizora, który uważa za diabelskie urządzenie. W reportażu widać pomieszczenie, gdzie mieszka. Nie chce spać na łóżku, wybiera podłogę. Nie używa żadnych udogodnień, które przyniosła dwudziestowieczna cywilizacja. Choć Dziadzio Dobry żyje w skrajnym ubóstwie, jak potwierdzają dokumenty prezentowane przez proboszcza soboru św. Aleksandra Newskiego w Sofii, jest najhojniejszym darczyńcą na rzecz tej świątyni. W 2009 r. przekazał na nią ponad 35 tysięcy lewów, czyli prawie 20 tysięcy euro. I to zbierając do kubka drobne, bułgarskie grosze – stotinki albo jeden, dwa lewy. Nikt w ponadstuletniej historii tej najbardziej reprezentacyjnej cerkwi w stolicy nie ofiarował większej sumy. Proboszcz soboru Tichon chciał mu się odwdzięczyć i zakupić trochę mebli do skromnego pokoiku. Starzec jednak zdecydowanie odmówił. To niejedyna taka ofiara Dziadzia Dobrego. W ciągu ostatnich lat właściwie co roku przekazywał podobne darowizny na inne świątynie w różnych częściach kraju. Skromny, pokorny, emanujący serdecznością i dobrocią jest szanowany przez wszystkich.

z czasów Facebooka

Jakim sposobem stary, żyjący w nędzy człowiek zdobył taki społeczny szacunek? Z początku na pewno ujmującym sposobem bycia. Teraz, choć sam nie czyni ku temu żadnych starań, stał się już postacią medialną. Z początku o jego heroizmie wiedzieli nieliczni, ale stopniowo informacja o niezwykłym starcu docierała do coraz szerszych kręgów. W końcu kilka krótkich materiałów o nim nakręciła bułgarska telewizja.

Dziadzio Dobry nigdy zapewne nie użył komputera, ale ma codziennie uzupełniany profil na Facebooku. Założyli go ludzie zafascynowani jego postacią, a wpisy śledzi ponad trzydzieści tysięcy osób. Strona http://saintdobry.com przynosi informacje o życiu Dziadzia Dobrego, jego przypowieści, przetłumaczone na kilka języków, fotografie ukazujące go w czasie codziennych czynności. Ogromny mural z jego wizerunkiem zdobi jeden z sofijskich bloków. Uśmiechnięty, ukryty za długą siwiuteńką brodą wizerunek zwieńczony jest aureolą z wykazem dwudziestu cnót, którymi powinni się kierować prawosławni. Niekiedy Dziadzio Dobry jest porównywany do świętego Mikołaja. To już nie tylko prosty pobożny starzec, ale cały społeczny fenomen. Czy ci wszyscy ludzie, którzy widzą w nim świętego, popierają cel, na który Dziadzio Dobry zbiera pieniądze? Czy warto poświęcać życie dla renowacji cerkwi? Kościoły mają przecież inne źródła dochodu niż datki zdeterminowanego staruszka.

Nie to jednak chyba jest najważniejsze. Dziadzio Dobry oddaje jak w Ewangelii na wybrany cel każdy „wdowi grosz”. Dzięki temu postępuje dokładnie tak, jak wskazuje Pismo Święte. To paradoks – jego postawa tym mocniej oddziałuje na społeczność, w im większym kontraście pozostaje z dzisiejszą mentalnością. Dziadzio Dobry staje się po prostu we współczesnej zlaicyzowanej przez dziesięciolecia komunizmu Bułgarii ucieleśnieniem bezinteresownej dobroci oraz wartości, które są najczęściej niedostrzegane. Ilu ludzi, widząc nagle w telewizji starca, którego mijali wielokrotnie na ulicy, zdało sobie sprawę: ja go przecież widziałem, widziałam… Jak mogliśmy go nie zauważyć? Jego słabość jest jednocześnie siłą. Zarówno dla wierzących, jak i niewierzących historia Dziadzia Dobrego jest przykładem, ile może zrobić jeden człowiek. Siła marzeń, determinacja, niezłomna wiara pozwalająca wznieść się ponad przyziemną i przytłaczającą codzienność.

Święci wyniesieni na ołtarze wydają się instytucjonalnymi legendami, którymi Kościoły chrześcijańskie karmią wiernych. Przykładami jak z moralizującej czytanki. Odległymi od życia. Tymczasem świętość zawsze była i jest skrojona na ludzką miarę, wielu świętych działa tuż obok, po cichu. Dziadzio Dobry dzień w dzień z żelazną konsekwencją robił to samo, aż ludzie z otoczenia dostrzegli, że jest wśród nich, choć nigdy nie pragnął zwracać na siebie uwagi. Nikt za nim nie stał, żadna organizacja, żadne zgromadzenie zakonne, żadne interesy – zwykły stary człowiek pewnego dnia wszedł na drogę świętości i nią podąża. To musi robić wrażenie. I dla wielu jest wyraźnym znakiem.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

  • ula
    09.09.2013 20:01
    Zazdrość bierze, że w naszych czasach ktoś jeszcze potrafi wyrzec się wszystkiego i podążać drogą Ewangelii... jak tu obyć się bez komórki, internetu,łóżka, pieniędzy?.... tylko prawdziwa świętość potrafi tego dokonać.
  • Lenka
    10.09.2013 13:13
    Ależ w Polsce też są tacy ludzie! Znam sporo osób, które przynajmniej na czas rekolekcji są w stanie zrezygnować z pieniędzy i wygód - chodzi o rekolekcje autostopowe "Piękne Stopy" - polecam się zapoznać z historiami: http://pieknestopy.wordpress.com/wydarzenia/about/
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama