RŚA: dziesiątki ofiar, dramat misjonarzy

Już 75 osób zginęło w ciągu ostatniej doby. Polska misja zaatakowana przez rebeliantów.

Co najmniej 75 osób zginęło w ciągu ostatnich 24 godzin w rezultacie walk w Republice Środkowoafrykańskiej - poinformowała policja. Dramatyczne chwile przeżywają polscy misjonarze, których misja została zaatakowana przez rebeliantów.

Do kolejnych krwawych starć i spalenia ponad 30 domów doszło w rejonie miejscowości Mbaiki, odległej o ok. 100 km od miasta Boda (w pobliżu stolicy państwa, na południowo-zachodnim krańcu kraju, przy granicy z Kongo). Według miejscowego komisarza policji Elie Mbailao, po opuszczeniu miasta przez rebeliantów z koalicji Seleka zaatakowały ugrupowania "chrześcijańskie". To grupy powstałe w czasie rebelii, dla obrony lub zemsty. 

Walki w Republice Środkowoafrykańskiej wybuchły z nową siłą po wycofaniu się muzułmańskich rebeliantów z koalicji Seleka ze stolicy kraju Bangi w ub. miesiącu. Na trasie wycofywania się wojsk leżą misje polskich kapucynów. Bouar, Ndim, w końcu przygraniczne Ngaoundaye.

Rebelianci z Seleki zaatakowali m. in. misję w miejscowości Ngaoundaye, w której przebywają m. in. polscy misjonarze i siostry ze Zgromadzenia Służebnic Matki Dobrego Pasterza - poinformował portal internetowy stacja7.pl kapucyn o. Benedykt Pączka. Część misjonarzy schroniła się w centrum edukacyjnym misji. Jak powiedział o. Benedykt, słychać odgłosy strzelaniny, w tym z broni ciężkiej.

Misjonarze i misjonarki są pozbawieni pomocy, ale nie chcą zostawić swoich podopiecznych. W misjach chroni się cała okoliczna ludność, także wielu chorych, kobiety w ciąży o dzieci. Także wiele rodzin muzułmańskich.

Misje polskich kapucynów: Bouar, Bocaranda, Ndim, Ngaoundaye to pólnocno-zachodni narożnik państwa.   United Nations Cartographic Section (PD) Misje polskich kapucynów: Bouar, Bocaranda, Ndim, Ngaoundaye to pólnocno-zachodni narożnik państwa. Rebelianci z Seleki, będącej luźnym sojuszem przeważnie muzułmańskich milicji, doprowadzili w marcu 2013 r. do obalenia rządu a ich przywódca Michel Djotodia obwołał się prezydentem. Jednak w ub. miesiącu został zmuszony do ustąpienia po fali krytyki w kraju i społeczności międzynarodowej, która zarzucała mu, że nie zdołał zapobiec pladze aktów przemocy. Kraj coraz bardziej pogrążał się w chaosie.

Podczas rządów Seleki dochodziło do licznych aktów przemocy wymierzonych przeciwko chrześcijanom, co doprowadziło do powstania chrześcijańskich milicji. Setki osób zostało zamordowanych a milion, czyli ok. 25 proc. ludności kraju, musiało uciekać przed oprawcami.

Przybycie wojsk francuskich i sił pokojowych z krajów afrykańskich nie doprowadziło dotychczas do poprawy sytuacji. Obecnie w Republice Środkowoafrykańskiej, byłej kolonii Francji, znajduje się ok. 1600 żołnierzy francuskich i ok. 5000 żołnierzy z państw afrykańskich. Skupiają się oni jednak na przywracaniu porządku w stolicy kraju i częściowo na północy. Do aktów przemocy dochodzi natomiast w odległych rejonach kraju.

Według ocen ONZ, aby skutecznie przywrócić spokój i porządek W Republice Środkowoafrykańskiej trzeba by tam wysłać co najmniej 10 tys. żołnierzy.

Przeczytaj też: Listy z obozu w Bouar

«« | « | 1 | » | »»
Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama