Paragraf 295

Wina – wysłanie wiadomości obrażającej Mahometa. Wyrok – śmierć. 35-letni Nadeem James jest jednym z wielu Pakistańczyków skazanych na mocy prawa o bluźnierstwie.

Adwokat Nadeema tłumaczył, że oskarżający go znajomy jest zazdrosny o dziewczynę. Nie przekonał sędziów. Od 1990 r. w Pakistanie zlinczowano lub skazano na podstawie wątpliwych dowodów przynajmniej 67 osób podejrzanych o bluźnierstwo wobec religii islamskiej. Z tego powodu kraj ten zajmuje 4. miejsce w prowadzonym przez organizację Open Doors niechlubnym rankingu państw prześladujących chrześcijan.

Nie ma gdzie uciec

Dramat Nadeema zaczął się 10 lipca 2016 r., kiedy to na posterunek policji w mieście Gujrat przyszło dwóch sunnickich duchownych ze znanej z radykalizmu grupy Terik. Przynieśli oni pisemne zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa autorstwa Yasira Bashiego. Bashi zeznał, że właśnie przeczytał wiadomości, które 6 dni wcześniej dostał od Nadeema Jamesa za pośrednictwem komunikatora WhatsApp. „Wiadomości obrażają Proroka, ortodoksyjnych kalifów i inne szacowne osoby – pisał Yasir Bashi. – Podejmijcie działania przeciwko Nadeemowi Masihowi i przerwijcie to publiczne zgorszenie”. Duchowni zażądali natychmiastowego aresztowania Nadeema i zagrozili gwałtowną reakcją, gdyby funkcjonariusze tego nie zrobili. Wieczorem policjanci pojawili się w domu oskarżonego. Nie zastali go, więc aresztowali jego dwie siostry. – Bili je, żeby wymusić na rodzinie podanie informacji o Nadeemie – opowiadał portalowi worldwatchmonitor.org brat poszukiwanego, Faryad. Sytuacja w okolicy stała się bardzo napięta. W obawie przed linczem na chrześcijanach policja wysłała 200 funkcjonariuszy do pilnowania porządku. Wielu wyznawców Chrystusa, w tym członkowie rodziny Nadeema, musiało uciec ze swoich domów. Uciekł także sam oskarżony. Przez pewien czas ukrywał się dzięki pomocy organizacji Rescue Christians. W nagraniu, które umieścił wówczas w internecie, tłumaczył, że wiadomość, za którą jest poszukiwany, dostał od kogoś innego. – 20 czerwca kolega wysłał mi wiadomość na WhatsAppie – tłumaczył. – Przesłałem ją muzułmańskiemu przyjacielowi, nie sprawdziwszy, co jest w środku. Odkąd to zrobiłem, ścigają mnie i próbują zabić za rzekome bluźnierstwo wobec ich proroka. Muzułmańscy przyjaciele usiłowali mnie zabić, a potem złożyli doniesienie na policję.

Nadeem dodał, że oprócz jego sióstr aresztowany został brat pastora z Gujratu. Dziękował za ochronę, której członkowie Rescue Christians udzielili mu z narażeniem własnego życia. Pomoc nie wystarczyła. Nadeem trafił do aresztu i stanął przed sądem.

Oskarżyciele nie uwierzyli, że bez zastanowienia przesłał dalej cudzą wiadomość. Nie przekonały ich argumenty adwokata, który zwracał uwagę, że Nadeem i Yasir byli skonfliktowani. Znali się od 15 lat. Bashi pracował jako malarz z bratem Nadeema. Jak powiedział w sądzie mecenas, ostatnio pokłócili się o dziewczynę. Była muzułmanką, dlatego Yasirowi nie spodobało się, że jego chrześcijański znajomy chce się z nią związać. Sędziowie ocenili, że chrześcijanin z Gujratu jest winny bluźnierstwa przeciw Mahometowi i 14 września skazali go na śmierć.

Płacisz albo giniesz

35-letni chrześcijanin jest jedną z wielu ofiar słynnego pakistańskiego prawa o bluźnierstwie. Paragraf 295-B nakłada karę dożywocia na osobę profanującą Koran. Na mocy paragrafu 295-C człowiek obrażający proroka Mahometa jest karany śmiercią. Od 1987 r. na podstawie tych przepisów oskarżono blisko 1,5 tys. osób. Przynajmniej 67 zostało skazanych na śmierć albo zamordowanych, zanim usłyszało wyrok. Większość ludzi sądzonych z paragrafów dotyczących bluźnierstwa to muzułmanie. Na niebezpieczeństwo narażeni są jednak także chrześcijanie stanowiący w Pakistanie ok. 1,5 proc. społeczeństwa.

Pakistańskie prawo świetnie sprawdza się jako metoda dokonywania prywatnych porachunków. Pokazuje to sprawa 60-letniego Anjuma Sandhu, który w czerwcu 2016 r. usłyszał wyrok śmierci. Rok wcześniej mężczyzna poszedł na policję, szukając ochrony przed szantażystami, ale sam został aresztowany. Jak zeznał, dwaj mężczyźni zabrali mu 20 tys. rupii (ok. 675 zł) i żądali kolejnych 50 tysięcy. Mieli nagranie, na którym ktoś mówiący podobnym do Anjuma głosem bluźnił Mahometowi. Grozili, że zaniosą je policji. Za pierwszym razem Anjum zapłacił. Za drugim, za radą przyjaciela, poszedł na posterunek. Szantażyści zanieśli swoje nagranie policjantom i osiągnęli cel. Oskarżony trafił przed sąd antyterrorystyczny. Sędziom nie przeszkadzało to, że laboratorium nie było w stanie określić, czy osoba, którą słychać na nagraniu, naprawdę jest Anjumem Sandhu. Nie zażądali przesłuchania osób, które musiałyby słyszeć jego słowa, gdyby naprawdę je wypowiedział. Nie zwrócili też uwagi na to, że policja znalazła przy szantażystach 20 tys. rupii, o których mówił oskarżony, ani na to, że jeden z oskarżających Anjuma mężczyzn został swego czasu zwolniony z pracy w szkole, bo wynosił z niej kartki z pytaniami egzaminacyjnymi.

Szantażyści zostali jedynie ukarani grzywną w wysokości 80 tys. rupii (2,7 tys. zł). Z kolei Anjum ma zapłacić 500 tys. rupii (17 tys. zł) i odsiedzieć 35 lat w więzieniu. Jeśli nadal będzie żył, zostanie stracony.

Podobnych przypadków jest więcej. W maju br. na dożywocie został skazany pastor Zafar Bhatti, sądzony od 2012 roku. Miał wysłać obraźliwego dla proroka SMS-a. Pastor do dziś utrzymuje, że telefon, z którego wysłano wiadomość, nie należał do niego.

SMS był też powodem skazania Shafqata Emmanuela i Shagufty Kausar. Małżonkowie z prowincji Pendżab są niepiśmienni, w dodatku słabo znają język angielski, w którym napisano wiadomość, która ściągnęła na nich kłopoty. Mimo to usłyszeli wyrok śmierci. Od 2014 r. czekają w celach na proces w sądzie apelacyjnym.

Śmierci uniknęła Rimsza, 11-latka z zespołem Downa, którą w 2012 r. oskarżono o spalenie kartek z Koranu. Dziewczynka spędziła pewien czas w areszcie, dzięki czemu nie została zlinczowana. Ostatecznie Rimszy i jej rodzinie udało się wyjechać do Kanady. Nie wiadomo, czy tyle szczęścia będzie miał 16-letni Nabeel, który od roku znajduje się w więzieniu. To najmłodszy Pakistańczyk sądzony obecnie za bluźnierstwo. Miało ono polegać na „zalajkowaniu” na Facebooku obrazka, który w obraźliwy sposób prezentował Kaabę, znajdujące się w Mekce najświętsze sanktuarium islamu. Nabeel nie umie czytać i broni się, że jego konto na Facebooku prowadzi ktoś inny. Obrona wnioskowała o zwolnienie go za kaucją. Wniosek odrzucił sędzia Naveed Iqbal, ten sam, który w 2010 r. za rzekome bluźnierstwo skazał na śmierć Asię Bibi, do dziś czekającą w pojedynczej celi na ponowne rozpatrzenie sprawy. Także dla Nadeema Jamesa ostatnią szansą jest kolejny proces. Jego obrońca zapowiedział już apelację. Praktyka pokazuje jednak, że pakistański chrześcijanin raz oskarżony o bluźnierstwo już nigdy nie może czuć się bezpiecznie w swoim kraju.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama