Nieco później

To była bezsensowna śmierć. Tego lata miałem okazję przemawiać do grupy przyszłych pilotów-misjonarzy, zachęcając ich Bożym Słowem.

Wszyscy byli tak bardzo zapaleni do służby Panu, bo właśnie odbywali szkolenie, by wykorzystać swoje umiejętności, służąc Bogu na całym świecie.

W tydzień później usłyszałem szokującą wiadomość - Michael, dyrektor Misyjnej Szkoły Pilotów zginął w katastrofie małego samolotu, pozostawiając żonę, trójkę dzieci i dobrze rozwijające się duszpasterstwo.

Dlaczego? Jak to się mogło stać? Z całą pewnością coś takiego może nie tylko zaszkodzić, a wręcz zniszczyć dzieło Boże. Tego typu pytania zadawałem sobie, zmagając się z szokiem po usłyszeniu tej wiadomości. To nie ma sensu.

W tydzień później przejeżdżałem z rodziną przez północno-zachodnią część stanu Wyoming po drodze z lub do kolejnego kościoła, który mieliśmy odwiedzić. Zatrzymaliśmy się na krótko w Narodowym Parku Yellowstone. Było tam wiele fascynujących rzeczy: gejzery, ciepłe źródełka, mieniące się kolorami strumyki. Najbardziej jednak uderzający był widok ciągnącego się hektarami wypalonego lasu.

Piętnaście lat temu ogromny pożar zaatakował las, a przy udziale silnych wiatrów zniszczył większą część parku. Jadąc przez park, można zobaczyć wzgórza pokryte spalonymi kikutami drzew iglastych. Na pierwszy rzut oka wygląda to bardzo przygnębiająco, ale przyglądając się lepiej, można zauważyć pomiędzy nimi małe, może metrowej wysokości, iglaste drzewka.

Przypomina to często występujący w Beskidach krajobraz połaci lasu po wycince drzew, gdzie już posadzono nowe drzewka. W Yellowstone było jednak inaczej. Nieco później dowiedziałem się, że żadne z tych drzewek nie jest posadzone przez człowieka, ale zostały posadzone przez Boga.

Bóg tak to zaplanował, że rosnące tam drzewa iglaste otwierają swe szyszki uwalniając nasionka dopiero w bardzo wysokiej temperaturze, np. takiej, jaka towarzyszy pożarom lasu. Dlatego kiedy wybucha pożar, każde umierające drzewo uwalnia nasionka, dając początek wielu nowym drzewom, w rezultacie dając nowe życie.

Często uskarżamy się, kiedy ogień targa nasze życie na strzępy. Mówimy, że doszło do tragedii. Coż za strata! Jak to się mogo przydarzyć akurat mnie? Mojej rodzinie? Często obserwujemy, jak ogień trawi życie kogoś innego, innym razem znowu sami jesteśmy w płomieniach. Czy to możliwe, by Bóg chciał użyć ognia, by wydać nowe życie? Zastanawiam się, czy kiedykolwiek tego doświadczyłeś? Czy widziałeś świadectwo tych, którzy świecą jak gwiazdy, będąc w samym środku ognia cierpienia i bólu? Jaki jest rezultat: nasionka zasiane dookoła - nowe życie?

Każdy pożar lasu jest tragedią, ale pomyśl o nowym życiu, które wyrasta dookoła starego. Czy Bóg próbuje nam coś powiedzieć? To zaskakujący fakt, że Bóg może użyć ognia w naszym życiu, by obdarzyć błogosławieństwem innych. Wiele zdarzeń może wydawać się bezsensownych w danej chwili, ale może to my nie zdajemy sobie sprawy z cudownego owocu, jaki powstaje z popiołu po pożarze.

Nie znajduję jeszcze wciąż odpowiedzi na śmierć pastora Michaela Crowella, ale nie mam wątpliwości, że jego śmierć nie była bezsensowna. Czyż nie jest wspaniałą rzeczą mieć świadomość, że Bóg zmienia klęskę w zwycięstwo? To było przecież sednem historii jego Syna, Jezusa Chrystusa.


Artykuł pochodzi z kwartalnika "Warto" wydawanego przez Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko Augsburskiego w RP
 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama