Gdyby nie Moskwa…

Co właściwie stoi dziś na przeszkodzie, by przywrócić pełną jedność między Kościołami katolickim i prawosławnym? Obserwując to, co stało się w ostatnich dniach w Rzymie można by pomyśleć, że pozostały już tylko drobiazgi.

Od rozbicia na chrześcijaństwo Wschodu i Zachodu minęło już tyle czasu, że chrześcijanie zdążyli się już do tego podziału przyzwyczaić. Chyba dlatego przed kilkudziesięciu laty nie wykorzystano wielkiej okazji do zjednoczenia, jakim było zniesienie wzajemnych anatem przez papieża Pawła VI i patriarchę Konstantynopola, Atenagorasa. To myślenie widać także w sygnałach płynących z Moskwy: pełna jedność jest praktycznie niemożliwa, skoncentrujmy się na współpracy w osiąganiu ważnych dla nas celów. Dziś jednak, chyba bardziej niż przed owym historycznym wydarzeniem sprzed kilkudziesięciu lat widać, że ten brak jedności jest skandalem. Fakt, ciąży na nim tysiąc lat podziału, bolesna czasem historia, różnice teologiczne i prawne, wśród których na pierwszy plan wysuwa się sprawa papieskiego prymatu. Jeśli jednak dziś nie oskarżamy się o herezje, szybko powinno dojść do pojednania. Żal, że wszystko trwa tak długo. Jednak takie wydarzenia, jak ostatnio w Rzymie, gdy papież i patriarcha Konstantynopola wspólnie odmawiają wyznanie wiary, gdy razem głoszą słowo Boże, razem udzielają błogosławieństwa, budzą wielką nadzieję. Bo skoro jest wola jedności, skoro tak niewiele nas dzieli, to jedność wydaje się blisko.

Niestety, cieniem na dziele pojednania kładzie się postawa Cerkwi Rosyjskiej. Nie tylko niedawno odrzucała ona ustalenia z Rawenny, ale ciągle powtarza stare zarzuty wobec Kościoła katolickiego o prozelityzm. Także podczas zakończonego 29 czerwca Synodu (Soboru) Biskupów Patriarchatu Moskiewskiego. Mimo optymistycznych wypowiedzi abp. Pezziego, metropolity archidiecezji Matki Bożej w Moskwie, który widzi pewne oznaki ocieplenia, niewiele się w postawie zwierzchników Cerkwi Rosyjskiej zmieniło. Dla nich ciągle jesteśmy zagrożeniem. Wymownym tego znakiem jest konsekwentna odmowa Aleksego II na propozycje spotkania z Benedyktem XVI.

Gdy nie ma woli jedności, sam dialog teologiczny nie pomoże. Tymczasem widać wyraźnie, że Moskwie zbliżenie z Kościołem katolickim jest nie na rękę. Nie szuka prawdziwej współpracy, ale próbuje budować swoją silną pozycję zarówno wobec katolików, jak i reszty świata prawosławnego. Nie ma się co łudzić. Gdy zdecydowała się ostatnio przywołać do porządku wzbudzającego kontrowersje biskupa Diomida, to na pewno nie z powodu jego antyekumenicznego nastawienia.

Patrząc na Konstantynopol i Moskwę widać, że mamy do czynienia z dwiema prędkościami dialogu prawosławnych z katolikami. Jeśliby Konstantynopol zbytnio przyspieszył, a Moskwa pozostała przy swoim, moglibyśmy być świadkami poważnego rozłamu w świecie prawosławia. Należy jednak wątpić, by rzeczywiście tak się stało. „Dialog teologiczny między naszymi Kościołami, prowadzony w wierze, prawdzie i miłości, postępuje dzięki Bożej pomocy naprzód, niezależnie od istniejących trudności i problemów – powiedział patriarcha w Rzymie. – Prawdziwie pragniemy i modlimy się o to, aby jak najszybciej te trudności zostały przezwyciężone, a problemy zmalały, aby osiągnąć upragniony cel ku Bożej chwale”. Nawet jeśli prawosławni na Ukrainie zdecydują się na niezależność od Patriarchatu Moskiewskiego, co bardzo osłabiłoby liczebnie Cerkiew Rosyjską, ciągle pozostanie ona ważną częścią prawosławia, zdolną skupić wokół siebie wszystkich niezadowolonych ze zbytniego zbliżenia z katolikami. A nowy podział, to nowe rany. Lepiej by taki scenariusz został niespełnionym proroctwem…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama