Pastor na boisku

Wbrew obiegowym sądom nie brakuje religijnych piłkarzy. Szczególnie wielu jest ich w Afryce, gdzie 11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata.

Afrykańska piłka przeciętnemu kibicowi kojarzy się tylko z magią i zaklęciami szamanów. Mniej osób wie, że zdecydowana większość sportowców z tego kontynentu to ludzie wierzący. Z Biblią na co dzień
Afrykańscy piłkarze bywają nawet… pastorami. Niegdyś świetny obrońca reprezentacji Nigerii Taribo West, zanim zajął się futbolem, był pospolitym gangsterem na ulicach Lagos. Potem dostał od losu swoją szansę i jako zawodowy futbolista wykorzystał ją w 100 procentach. Zarobionymi pieniędzmi postanowił się podzielić z bardziej potrzebującymi. Pod koniec lat 90., grając w Interze Mediolan, a potem w AC Milan, założył Kościół o nazwie Shelter in the Storm Ministry. Zaczął pomagać biednym ludziom z Afryki żyjącym w Mediolanie. Z czasem stało się to dla niego ważniejsze niż futbol. Wiosną 2002 roku doszło do tego, że West wolał odwiedzić swoich wiernych we Włoszech niż zagrać w ligowym meczu 1. FC Kaiserslautern, gdzie akurat występował. Włodarze niemieckiego klubu nie byli wyrozumiali i wypowiedzieli piłkarzowi kontrakt.

Pastorem miał też zostać inny z zawodników z Nigerii. Grający w Wiśle Kraków, a potem w GKS Bełchatów Kelechi Temple Omeonu podczas pobytu w Polsce nie rozstawał się z Biblią. Pochodził zresztą z Jos. To dwumilionowe miasto w środkowej Nigerii, którego nazwa wzięła się od słów: Jesus Our Savior, czyli Jezus Nasz Zbawiciel. Tak jak jego ojciec, Kelechi był przymierzany do roli pastora w jednym z Kościołów protestanckich. Zresztą na drugie imię ma Temple, czyli Świątynia. – Rodzice mama Joy i tata Ejike – chcieli, żebym został pastorem. Ja zdecydowałem się jednak postawić na piłkę. Od najmłodszych lat uganiałem się za nią po podwórku – opowiadał Omeonu. W jego krakowskim mieszkaniu przy ulicy Lea nie brakowało filmów i płyt o chrześcijańskim charakterze. – Codziennie czytam Biblię, modlę się cały czas, a w Krakowie chodzę do kościoła. Nie ma znaczenia, że to kościół katolicki. Bóg jest jeden – podkreślał Nigeryjczyk.

Wspólna modlitwa
Podczas Pucharu Narodów Afryki w 2004 roku w Kuriat Palac Hotel w Monastirze Nigeryjczycy każdego dnia około godziny 21 wspólnie się modlili. W kadrze nie było już wprawdzie wtedy „Pastora” Taribo Westa, jak mówiono o tym zawodniku, ale byli za to inni religijni futboliści. – Modlimy się w pokoju Ikpe Ekonga. To jego nazywamy teraz pastorem, bo świetnie zna Biblię i przemawia jak pastor. Wstęp do pokoju jest wolny, przychodzi, kto chce – opowiadał mi Emmanuel Ekwueme, reprezentant Nigerii od wielu lat grający w polskich klubach. Przebywając w Nigerii, sam przekonałem się, jaką wagę przykłada się w tym najludniejszym kraju Afryki do modlitwy.

W Europie to nie do pomyślenia, ale tam piłkarskie spotkania rozpoczynają się od odmówienia wspólnej modlitwy! Tak właśnie było przed ligowym meczem NEP Seasiders Lagos–Kano Pillars, który miałem przyjemność oglądać w lutym 2005 roku. Mimo że Kano Pillars to zespół z muzułmańskiej północy, a w Lagos przeważają chrześcijanie, to i przed meczem, po nim odbyła się wspólna modlitwa wszystkich zawodników oraz sędziów. Podobnie było w szkółce piłkarskiej założonej przez mojego przyjaciela Qasima Elegbede.

Qasim jest muzułmaninem, ale bez przeszkód pozwala się modlić swoim podopiecznym, wśród których prawie wszyscy to chrześcijanie. Te dwie wielkie religie mogą ze sobą współżyć w pokoju. Sam przekonałem się o tym, będąc w Senegalu w 2006 roku, kiedy akurat pracę z reprezentacją „Lwów Terangi”, bo tak w Afryce nazywa się piłkarską drużynę z tego kraju, rozpoczynał polski trener Henryk Kasperczak. W trenowanej przez niego drużynie było trzech chrześcijan: Tony Sylva, Frederic Mendy oraz Pascal Mendy. Nikomu fakt ten nie przeszkadzał, choć przecież 95 proc. mieszkańców tego kraju to muzułmanie. Co ciekawe, pierwszym prezydentem Senegalu był katolik Leopold Sedar Senghor. Polityk, intelektualista i poeta, a także pierwszy nauczyciel z Afryki we francuskich liceach. Sam po 20 latach sprawowania urzędu ustąpił z funkcji prezydenta. Zrobił coś, na co w Afryce stać niewielu przywódców.

Czekanie na mistrzostwa
W czerwcu i lipcu miliony kibiców na całym świecie będą się przez miesiąc pasjonowały futbolową rywalizacją 32 drużyn o mistrzostwo świata. Wśród nich będzie sześć reprezentacji z Czarnego Lądu: gospodarze, czyli Republika Południowej Afryki, Wybrzeże Kości Słoniowej, Nigeria, Kamerun, Ghana oraz Algieria. Warto zwrócić uwagę na zachowanie piłkarzy z Czarnej Afryki. Przed każdym meczem i każdą połową, a także po zakończeniu spotkania znajdą czas na kilka słów modlitwy. – Historia pokazuje, że gospodarze zawsze odnoszą na takiej imprezie sukcesy. Liczę, że podobnie będzie w Republice Południowej Afryki. Moim zdaniem któraś z afrykańskich reprezentacji zagra tam w ścisłym finale! – mówił mi podczas pobytu w Akrze Abedi Pele. Czy faktycznie tak będzie? Oby.

Niniejszy artykuł jest fragmentem książki „Afryka gola! Futbol i codzienność”, która właśnie ukazała się na rynku wydawniczym nakładem poznańskiego wydawnictwa Sorus. Autor jest dziennikarzem sportowym gazety „Fakt”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama