Olsztyn modli się za Koptów

To były ich ostatnie słowa przed ścięciem: „Jezus – to jest nasz Bóg” – opowiada Milad, który znał Koptów zamordowanych w Libii.

Beshara Adel i Milad Youssef mieszkają w Olsztynie. Pochodzą z Egiptu. – Dla Polaków Arab to muzułmanin. Kiedy poznaję się z ludźmi i dowiadują się, że jestem z Egiptu, często pytają: „Masz cztery żony?” – śmieje się Milad. – Odpowiadam, że jestem chrześcijaninem i mogę mieć tylko jedną. Bo ludzie nie wiedzą, że w Egipcie jest wielu chrześcijan – dodaje. Beshara i MIlad są Koptami z Koptyjskiego Kościoła Ortodoksyjnego.

Raz w miesiącu jeżdżą do Warszawy na Eucharystię, co dzień czytają Pismo Święte, odmawiają „Ojcze nasz…”. Kiedy, jadąc autobusem, otwierają Pismo Święte w języku arabskim, niektórzy patrzą na nich z obawą. Strony zapisane robaczkami? To musi być muzułmanin czytający Koran. Same negatywne skojarzenia. Tak w pierwszej chwili pomyślał br. Andrzej, kapucyn. – Niedawno jechałem autobusem z Olsztyna do Warszawy. Siedziałem obok Milada. Kiedy wyciągnął książkę z arabskim pismem, zastanowiłem się, czy mam się bać – śmieje się, br. Andrzej. Po chwili dostrzegł, że na kartkach jest krzyż. Zaczął rozmowę. – Jestem chrześcijaninem, w Egipcie jest nas wielu – odpowiedział Milad. A później opowiadał, jak tam żyją chrześcijanie. Milad i br. Andrzej jeszcze wtedy nie wiedzieli, że za kilka miesięcy spotkają się w kościele.

Tu jest dobrze

W Egipcie Milad pracował w biurze podróży. Przyjechał do Polski na kurs języka polskiego, gdy Egiptem wstrząsnęła rewolucja, która doprowadziła do zmiany władz. Z powodu niepokojów i zamieszek, turyści zaczęli omijać kraj nad Nilem. Milad postanowił zostać w Polsce. Wcześniej kontaktował się z Besharem, który mieszkał w Olsztynie. Ten zaproponował mu dach nad głową i pracę. – Ja również przyjechałem tu na kurs języka polskiego. Był rok 2008. Byłem przewodnikiem turystycznym, a dobra znajomość polskiego miała mi ułatwić oprowadzanie grup po Egipcie. Wróciłem do kraju, ale już po kilku miesiącach postanowiłem przyjechać do Polski na stałe – opowiada Beshara. Dziś obaj czują się w Olsztynie prawie jak u siebie w rodzinnej miejscowości Dafash, położonej 200 km na południe od Kairu. – Mamy tu wielu przyjaciół i znajomych. Spotykamy się z nimi, wspólnie spędzamy czas – mówi Beshara. Kontakt z rodzinami utrzymują przez internet. Piszą do siebie maile, rozmawiają przez Skype’a. – Ostatnio w domu byłem trzy lata temu. Wszystkich odwiedziłem. Oczywiście tęsknimy. Ale tu jest dobrze – wyznaje Milad.

Obok siebie

Gdy kilka tygodni temu islamiści zamordowali w Libii 21 chrześcijana z Egiptu, cały świat zainteresował się wyznawcami Chrystusa, którzy żyją w państwach islamskich. W każdym z nich chrześcijaństwo nieco się różni. – Wiele zależy od władzy. Kiedy byłem dzieckiem, w Egipcie trudno było dostać pozwolenie na budowę kościoła. Obowiązywało wciąż prawo napisane przez Turków, którzy kiedyś okupowali Egipt. Oni wyznaczyli, co chrześcijanie mogą, a czego nie. Trzeba było spełnić osiem warunków, żeby wybudować kościół. Wieża kościoła nie mogła być wyższa niż minaretu. Nie mogło być więcej świątyń koptyjskich w mieście niż jedna – wymienia Beshara. Gdy był uczniem liceum, społeczność koptyjska chciała wybudować świątynię. Zaczęła się walka, która trwała pięć lat. Dopiero po 10 latach udało się ukończyć jej budowę. Po ostatniej rewolucji w Egipcie wiele się zmieniło. Władze ogłosiły w 2013 roku nową konstytucję– Teraz rząd chce zjednoczyć Egipcjan, bo najważniejszy jest kraj. Nie chcą problemów między muzułmanami a chrześcijanami. Przecież żyjemy obok siebie, jesteśmy sąsiadami – mówi Milad. Jego zdaniem największym problemem są ludzie wychowani i kształceni w meczetach. – Najlepiej ich unikać – przyznaje.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama