Jedność w rozsypce

Kościół anglikański na spotkaniu „ostatniej szansy” w Canterbury resztkami sił zachował i tak pozorną jedność. Ukarano Kościół Episkopalny z USA za liberalne podejście do homoseksualizmu, nie wykluczając go jednak ze Wspólnoty Anglikańskiej. Próba pogodzenia nauczania biblijnego z nauczaniem sprzecznym z Ewangelią jest tylko odsunięciem w czasie formalnego rozpadu.

To było kilka emocjonujących dni. Arcybiskup Canterbury Justin Welby, zwierzchnik światowej Wspólnoty Anglikańskiej, zaprosił na spotkanie 38 prymasów anglikańskich z całego świata. Miała to być próba zachowania formalnej jedności wspólnoty, która w praktyce jest już mocno rozbita.

Dwa światy

Osią sporu jest akceptacja najbardziej liberalnego skrzydła anglikanizmu dla błogosławieństwa w Kościele związków homoseksualnych oraz zgoda na udzielanie święceń biskupich duchownym deklarującym życie w takim związku. Najdalej w tej kwestii poszedł Kościół Episkopalny z USA, gdzie już w 2003 r. biskupem został Gene Robinson, otwarcie żyjący ze swoim partnerem.

Na spotkanie w Canterbury najmniejszą ochotę mieli prymasi z Afryki i Azji, którzy domagali się ukarania Kościoła Episkopalnego za praktyki zrywające z nauką moralną Biblii. Siła głosu biskupów z krajów afrykańskich i azjatyckich była o tyle silna, że to właśnie u nich anglikanizm ma się nie najgorzej, podczas gdy najbardziej liberalne skrzydło z USA, Kanady, Walii i Szkocji przeżywa prawdziwy kryzys. Ostatecznie przegłosowane zostały sankcje wobec Kościoła Episkopalnego USA, jednocześnie pozostawiając go formalnie we Wspólnocie Anglikańskiej.

Przez trzy lata jego przedstawiciele nie będą mogli zasiadać w najważniejszych gremiach anglikańskich (np. w Anglikańskiej Radzie Konsultatywnej) ani też reprezentować Wspólnoty Anglikańskiej w międzynarodowym dialogu ekumenicznym. Będą mogli uczestniczyć w różnych konferencjach i spotkaniach, choć bez prawa głosu. Co ciekawe, sankcje nie obejmują Anglikańskiego Kościoła Kanady, który ma podobny stosunek do związków homoseksualnych jak episkopalianie z USA. Różnica jest jednak taka, że w Kanadzie… jeszcze nie błogosławi się takich „małżeństw”. Jest to zatem wynik kompromisu między konserwatystami, którzy domagali się ukarania liberalnego skrzydła, a liberałami, którzy nie chcieli zgodzić się na wycofanie ze swoich praktyk i ukorzenie się przed resztą Wspólnoty Anglikańskiej.

Ostatecznie tylko jeden z biskupów afrykańskich, prymas Ugandy Stanley Ntagali, demonstracyjnie opuścił wcześniej obrady. Oburzył się na wyraźną i, jego zdaniem, buńczuczną odmowę ze strony amerykańskich i kanadyjskich biskupów, by dobrowolnie wyłączyć się ze Wspólnoty. Sami zainteresowani też nie są zadowoleni z nałożonych sankcji. Prymas Kościoła Episkopalnego Michael Curry w specjalnym oświadczeniu powiedział m.in.: „To był rozczarowujący czas dla wielu, ale idziemy naprzód i działamy dalej. Być może naszym powołaniem jest pomagać Wspólnocie i pomagać innym wzrastać w kierunku, w którym uświadomimy sobie, że będziemy mogli żyć miłością, którą Bóg żywi do nas wszystkich”.

Jak widać, nie ma tu ani słowa o przyznaniu, że to odejście od nauczania biblijnego stało się powodem największego kryzysu w łonie anglikanizmu. Przeciwnie, w słowach tych brzmi chęć kontynuacji. Swojego prymasa wsparła zresztą spora grupa biskupów episkopalnych, ubolewających nad nałożeniem na nich sankcji. Co więcej, Kościół Episkopalny nie wyszedł z oczekiwanym przez wielu gestem pojednania z Anglikańskim Kościołem Ameryki Północnej, który wyłonił się właśnie w proteście przeciwko błogosławieniu związków homoseksualnych. W spotkaniu w Canterbury brał udział na pełnych prawach prymas tego nowego odłamu abp Foley Beach.

Liberalni episkopalianie do dziś nie wycofali pozwów sądowych wobec swoich konserwatywnych „rozłamowców”, którzy odrywając się od dotychczasowych struktur, zachowali parafie wraz z nieruchomościami. To wszystko sprawia, że trudno patrzeć na spotkanie w Canterbury inaczej niż jak na odwlekany w czasie faktyczny rozpad Wspólnoty Anglikańskiej.

Luzowanie Biblii

Dzisiejsze problemy anglikanów z jednością i tożsamością nie wzięły się znikąd. To był stopniowy, systematyczny proces odchodzenia od tradycji i nauczania opartego na Biblii. Dla części anglikanów nie do przyjęcia była już praktyka udzielania święceń kapłańskich kobietom w niektórych Kościołach lokalnych. Niezrozumienie budziła zgoda na zawieranie ponownego ślubu przez rozwiedzionych duchownych. Szalę goryczy konserwatywnych anglikanów przelało jednak święcenie na biskupów jawnych i aktywnych homoseksualistów. W efekcie wiele wspólnot lokalnych już dawno zerwało więzi z bardziej liberalnymi współbraćmi, a niektórzy zaczęli przechodzić na katolicyzm.

Jeszcze inna sytuacja zaistniała po ustanowieniu przez Benedykta XVI możliwości tworzenia prałatur personalnych dla tych anglikanów, którzy chcą odzyskać jedność z Rzymem, zachowując jednocześnie własną tradycję liturgiczną i struktury. Symbolem faktycznego rozpadu Kościoła anglikańskiego była rezygnacja z funkcji honorowego zwierzchnika anglikanów byłego już arcybiskupa Canterbury Rowana Williamsa, poprzednika abp. Welby’ego. Z kolei bp John Broadhurst z Fulham w Wielkiej Brytanii, przechodząc na katolicyzm, powiedział: „Eksperyment anglikański nie powiódł się i wspólnota ta jest w rozpadzie”.

Najbardziej radykalny w przemianach obyczajowo-doktrynalnych był od dłuższego czasu właśnie objęty teraz sankcjami Kościół Episkopalny w USA. Już w latach 60. XX w. głośno było o biskupie Kalifornii Jamesie Pike’u. Z jednej strony odnosił spore sukcesy jako duszpasterz i znakomity kaznodzieja, z drugiej jednak zaczął publicznie kwestionować m.in. prawdę wiary o Trójcy Świętej. Był także jednym z pierwszych wśród biskupów zwolenników udzielania święceń kapłańskich kobietom. Towarzyszyły temu opisywane przez prasę skandale obyczajowe z jego udziałem.

Zanim w Wielkiej Brytanii doszło do pierwszych święceń kobiet, praktyka taka stała się tradycją właśnie w Kościele Episkopalnym USA w połowie lat 70. ub. wieku. Kolejnym punktem zwrotnym była zgoda części amerykańskich anglikanów na udzielanie sakry biskupiej zdeklarowanym homoseksualistom. Pierwszym duchownym, który skorzystał z nowego prawa, był wspomniany wyżej ks. Gene Robinson, od lat jawnie żyjący ze swoim partnerem. A w diecezji waszyngtońskiej tego Kościoła poczyniono jeszcze jeden krok „naprzód”: stworzono specjalną liturgię dla par homoseksualnych.

Z nowego rytu skorzystał nawet… jeden z biskupów, który „poślubił” mężczyznę, a inny biskup pobłogosławił związek swojego księdza z partnerem. Ślepa uliczka Trudno się dziwić, że tak radykalne odejście nie tylko od Ewangelii, ale i od praw natury doprowadziło do skrajnych podziałów w łonie Wspólnoty Anglikańskiej. Specjalna komisja zbierająca się w Lambeth w Londynie wezwała współbraci z USA do zaprzestania błogosławienia par homoseksualnych oraz udzielania święceń kapłańskich i biskupich gejom oraz lesbijkom. Poprzedni arcybiskup Canterbury Rowan Williams próbował balansować między konserwatywnymi a liberalnymi nurtami.

W praktyce musiał de facto zaakceptować kapłaństwo kobiet, choć głośno nie udzielił tej praktyce poparcia. Ale już na biskupie diecezji Reading, jawnym homoseksualiście, wymusił, by ustąpił ze stanowiska. Ten krok spotkał się jednak z niezwykle silnym i głośnym oporem liberalnych hierarchów, a pozycja Williamsa od tego czasu zaczęła stopniowo maleć. Mimo to jednak, mając na względzie konserwatystów z Afryki, sprzeciwiających się udzielaniu sakry biskupiej kobietom, zaproponował, by paniom biskupkom towarzyszyli w posłudze biskupi mężczyźni.

Obecny arcybiskup Canterbury Justin Welby ma również niełatwe zadanie. Na razie może mówić o sukcesie: krucha, ale jednak formalna jedność Wspólnoty Anglikańskiej została zachowana. Wprawdzie ze spotkania w Canterbury niezadowoleni wyjechali zarówno objęci sankcjami episkopalianie, jak i biskupi afrykańscy, którzy tych pierwszych woleliby ostatecznie wykluczyć ze Wspólnoty, to jednak do otwartej schizmy na razie nie doszło. I to jest wynik dyplomatycznych zdolności abp. Welby’ego.

Spotkanie w Canterbury to być może również ostatni dzwonek dla tych anglikanów, którzy jeszcze się łudzą, że możliwe jest zachowanie jedności w wierze przy jednoczesnym odchodzeniu od podstawowych prawd o naturze człowieka. To także ostrzeżenie dla niektórych środowisk katolickich, zwłaszcza na Zachodzie, które w zerwaniu z nauczaniem Kościoła widzą szansę na… jego umocnienie w społeczeństwie. Droga, jaką przeszli anglikanie, ulegając tej pokusie, pokazuje, że to ślepa uliczka. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.