Przywyknięcie do podziału to wielki grzech chrześcijan

“Przywykliśmy do sytuacji podziału w chrześcijaństwie i to jest być może jednym z największych naszych grzechów” – przestrzegał swego czasu ks. prof. Wacław Hryniewicz.

Niedościgłym wzorem jest w tym względzie chrześcijańska nauka o Trójcy Świętej i wzajemnych relacjach Osób Boskich. Nie bez powodu dokumenty pierwszego dziesięciolecia dialogu katolicko-prawosławnego często nawiązują do tajemnicy jedności i pełnej wzajemności Osób Boskich.

Innym darem dla nas może być misteryjno-mistyczne bogactwo Kościoła prawosławnego. To, że Wschód lepiej potrafi “zagubić się w Bogu” może być lekarstwem na aktywizm Zachodu. Pomaga odzyskać zdolność do kontemplacji, milczenia i wewnętrznego uciszenia, które wykreślamy coraz bardziej z naszego życia. Przenikanie się naszych tradycji oraz wzajemne obdarowywanie jest przyszłością chrześcijaństwa. Bez tego nie powstanie pełniejsza synteza wiary. Trzeba uczyć się trudnej umiejętności wzajemnego zrozumienia i zaufania. Proces żywej wymiany nie może być tylko odgórnie nakazany. Musi także rodzić się oddolnie pośród ludzi wierzących. Wzajemne obdarowywanie się jest pięknym świadectwem uniwersalizmu Ewangelii. Warto przypomnieć, że pomimo długiego procesu wzajemnego wyobcowania dopiero w wieku XVIII utrwaliły się dwa odrębne bloki konfesyjne, katolicki i prawosławny. Łacinnicy podważyli ważność sakramentów sprawowanych przez chrześcijan wschodnich nie będących w jedności z papieżem. Rzymska Kongregacja Krzewienia Wiary zakazała w 1729 r. wiernym uczestnictwa w sakramentach Kościoła prawosławnego. W odpowiedzi patriarchowie wschodni uznali w 1755 r., że chrzest w Kościele łacińskim jest nieważny, a katolików należy traktować jak pogan.

Ekumenia uczy, że jesteśmy zdani jedni na drugich, że stanowimy uczącą się wspólnotę Kościołów – “a learning community of Churches”. Jeżeli będziemy mieli pokorę bycia uczniami Chrystusa, to i Kościoły będą bardziej potrafiły uczyć się od siebie nawzajem.

KAI: Co ksiądz profesor sądzi o apelu biskupa Hilariona z Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego wygłoszonym podczas VI Zjazdu Gnieźnieńskiego w tym roku o utworzenie przymierza katolicko-prawosławnego?

– Bp Hilarion mówił o potrzebie takiego europejskiego przymierza, które umożliwiłoby “wspólną walkę z sekularyzmem, liberalizmem i relatywizmem”. Proponował, abyśmy mówili do światowej społeczności “jednym głosem”. Przymierze to miałoby mobilizować nasze Kościoły do wspólnego działania. Osobiście wolę posługiwać się terminologią bardziej pozytywną: nie słowami “wspólna walka”, lecz “wspólne świadectwo”. Niech przymierze katolicko-prawosławne stanie się miejscem wspólnego świadczenia o nowości Ewangelii i zmartwychwstania Chrystusa, któremu wciąż poświęcamy za mało uwagi. Kryzys wiary w zmartwychwstanie dotyka dziś wiele kręgów chrześcijańskich. Przymierze takie powinno by pokazywać, jak wielką wartością jest Ewangelia. Jesteśmy wciąż na początku realizacji jej wskazań. Przypominał o tym w Rosji ks. Aleksandr Mień, we Francji kard. Jean-Marie Lustiger, a u nas ks. Józef Tischner. Patrząc na dzieje chrześcijaństwa trzeba mieć odwagę przyznać się do popełnionych błędów. Ewangelia była źródłem i takich wartości, które musiały wyemigrować na obrzeża chrześcijaństwa, aby później pojawić się w pewnych ruchach świeckich i wrócić do nas inną drogą, w postaci praw człowieka, zasad równości, wolności sumienia. Jeśli w ogóle powstanie, przymierze katolicko-prawosławne powinno koncentrować się na spokojnym prezentowaniu piękna Ewangelii, które promieniuje od wewnątrz. Nie można koncentrować się na wspólnych potępieniach wojującego sekularyzmu. Chrystus nie potępiał ludzi błądzących. Potrafił ich rozumieć i cieszył się z nawrócenia człowieka.

KAI: Tym bardziej, że Chrystus nie przyszedł do chrześcijan, lecz do wszystkich: Żydów, pogan, Rzymian….

– Chrystus przyszedł do wszystkich. Jego Ewangelia jest dla wszystkich ludzi. W chrześcijaństwie żyje niezwykły duch uniwersalizmu, którego wciąż nie jesteśmy w stanie zgłębić i wyrazić w życiu. Jeżeli przymierze katolików i prawosławnych będzie polegało na wspólnym świadectwie i stopniowo przystąpią do tej inicjatywy także inni chrześcijanie, to i wtedy nie łudźmy się. Ten wspólny głos może być przez długi okres czasu tylko głosem wołającego na pustyni. Nie zatarła się jeszcze pamięć o dziejach chrześcijaństwa, niekiedy pełnych cierpienia, krwi i przemocy, inspirowanych niejednokrotnie przez błędne doktryny teologiczne. Chrześcijańskie Kościoły muszą najpierw odmienić swoje własne oblicze, pojednać się ze sobą, obdarzyć wzajemnym uznaniem, prawdziwie okazać miłość i przyjaźń do ludzi. Niech świat zobaczy spokojne, promieniujące dobrocią, mądre oblicze chrześcijaństwa!

KAI: Najważniejszym zdaniem teologii Księdza Profesora są słowa “Bóg jest Miłością”. Jak Ksiądz Profesor rozwinąłby to zdanie w kontekście ekumenicznym?

– Słowa “Bóg jest Miłością” skłaniają do refleksji, jaką wizję Boga głosiliśmy w ciągu wieków. To dwukrotnie powtórzone zdanie św. Jana (1 J 4,8.16), szczególnie czczonego w tradycji Kościoła wschodniego brzmi jak ogromne wezwanie do podniesienia oczu i zdania sobie sprawy, jaki jest naprawdę Bóg chrześcijan, jak nas traktuje, jak potrafi leczyć, jakim jest pedagogiem. Jeżeli jest Miłością, to jest najlepszym Ojcem i najlepszym lekarzem. Usiłuję w swojej wizji Boga być konsekwentny. Idę linią nadziei i głoszę to pomimo wszelkich oporów. “Bóg jest Miłością” – to jest wyznacznik postępowania chrześcijan. Nieraz to wielkie słowo “miłość” trzeba obdarzać orszakiem mniejszych słów. Słowo “miłość” można ogromnie spłycić. Traci ono wówczas swoją świeżość i nośność. Trzeba dołączyć do niego słowa mniejsze, codzienne, równie bliskie naszym ludzkim doświadczeniom. Mówmy o potrzebie zrozumienia, zaufania i życzliwości człowieka do człowieka. Mówmy także o życzliwości Boga dla ludzi. W tradycji chrześcijańskiego Wschodu Chrystus nazywany jest “Filanthropos” – Ten, który ludzi miłuje, który jest przyjacielem ludzi, nauczycielem przyjaźni do ludzi.

Dzisiaj słowo “miłość” przypomina także o tolerancji. W 1995 r. UNESCO ogłosiła deklarację o zasadach tolerancji. Określa ją jako “cnotę, która umożliwia pokój”. Pozytywnie rozumiana tolerancja jest “harmonią w zróżnicowaniu”, akceptacją inności drugiego człowieka, uszanowaniem jego odrębności, sumienia, prawa do bycia sobą, do własnej drogi. To przecież druga strona medalu, którym jest miłość.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama