Ucieczka do Egiptu

Krzyż wytatuowany na dłoni. Płynąca w żyłach krew faraonów. Ośmiogodzinna liturgia. Ponad 200 dni postu rocznie. Żar wiary. Koptowie trwają w kleszczach przeciwieństw już dwa tysiące lat.

Nie ruszamy się z domu bez Biblii. Nie lubimy podróżować, jesteśmy domatorami. Kochamy nasz kraj i z żalem go opuszczamy. Ale jeśli już, to zawsze z Biblią w ręku. Jedyną książką, jaką zabrałem z Egiptu, była Biblia. Języka polskiego nauczyłem się, czytając Ewangelię. Znam ją chyba na pamięć. Jest dla mnie jak list ukochanej, do którego nieustannie wracam. Wy, Polacy, często krytykujecie hierarchów Kościoła. U Koptów coś takiego jest nie do pomyślenia.

Co ciekawe, wśród Koptów nie ma właściwie analfabetów. Już starożytni kronikarze pisali zdumieni, że wszyscy potrafili czytać. Znajomość pisma brała się z powszechnej wśród nich praktyki studiowania Biblii.

Abba Pojmen tłumaczy, jak zdychają demony

Początki chrześcijaństwa w Egipcie wiązane są z misją św. Marka Ewangelisty, który w 68 r. w Aleksandrii poniósł śmierć męczeńską. To tu wyrosła słynna szkoła katechetyczno-egzegetyczna, której wybitnymi przedstawicielami byli m.in. Klemens Aleksandryjski, Orygenes i Dionizy Aleksandryjski. Już w IV w. Aleksandria posiadała arcybiskupa, a w 451 r. na soborze w Chalcedonie przyznano jej trzecie miejsce, tuż po Rzymie i Konstantynopolu.

„Gdyby ktoś związał w worku węża i skorpiona, na pewno po jakimś czasie zdechną – wyjaśniał mnichowi Józefowi abba Pojmen. – Podobnie i złe myśli, podsuwane przez szatana zginą dzięki cierpliwości”. Czcigodni mnisi rozmawiali na spalonej słońcem pustyni Egiptu. To właśnie tu zrodziło się życie monastyczne. Koptowie są z tego bardzo dumni.

– Szacunek dla mnicha jest nieporównywalny z niczym – wyjaśnia Bornus-Szczyciński. – Mnich nie może wyjść na ulicę, by nie zostać obcałowanym, przywitanym, zagadywanym. Przez dłuższy czas mieszkałem w jednym z klasztorów i widziałem, jak Koptowie są dumni z tego, że to u nich rozkwitł monastycyzm. Oni kompletnie nie rozumieli naszych opowieści o „księżach emerytach”. Emerytura? Od czego? – zachodzili w głowę. Oni nie znają takiego pojęcia, bo największą czcią darzeni są od wieków właśnie starcy! Mnisi poszczą surowo przez połowę roku, biskupi przez 9 miesięcy, a patriarcha nieustannie. Nie jada innego jedzenia niż postne. Biskupami zostają jedynie mnisi, a nie żonaci księża diecezjalni. Droga do biskupstwa jest skomplikowana. O ich dożywotnim wyborze decyduje element losowania. Zgromadzenie elektorów po wielu etapach wybiera trzech kandydatów. Ich imiona wypisywane są na kartkach. Na czwartej zapisuje się imię Jezusa Chrystusa. I następuje losowanie, jak za czasów apostolskich. Jeśli wylosuje się karteczkę z napisem „Chrystus”, wybór trzech kandydatów powtarza się od początku. To żywa biblijna wiara w działanie Ducha Świętego. Widziałem, jakim szacunkiem darzą się mnisi. Całują się nawzajem w rękę, a ile razy zobaczą biskupa (a widzą go często, bo przełożonymi klasztorów są właśnie biskupi), padają mu do nóg. I wówczas można zaobserwować ciekawe obrazki: gdy biskup nie chce, by starszy, szanowany mnich padał mu do nóg, podtrzymuje go. Tamten jednak wyrywa się i mocują się troszkę jak na słynnym zdjęciu Jana Pawła II z kard. Wyszyńskim (śmiech).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama