Ecclesia semper reformanda

Święto Reformacji to dzień, który powinien nam uzmysłowić prawdę, że czasem trzeba umieć własne przekonania schować do kieszeni dla dobra wspólnoty.

Dzisiaj bracia ewangelicy obchodzą Święto Reformacji. To dla nich jedna z największych uroczystości w roku. Ten dzień jest dla nich ustawowo wolny od pracy. Spotykają się na specjalnych nabożeństwach, modlą się, świętują. Dzień jest ważny, ale nie dlatego, żeby wspominać bolesne wydarzenie, jakim było rozdarcie w Kościele.

Ewangelicy wierzą, że wystąpienie Marcina Lutra było początkiem ruchu odnowy Kościoła. Wystarczy pobieżne prześledzenie historii tamtych czasów, by zgodzić się, że wówczas w Kościele nie działo się najlepiej. Doczesne interesy przesłoniły to, co dla chrześcijan powinno być najważniejsze. Co gorsza, nadużyć dopuszczali się ci ludzie w Kościele, którzy powinni najjaśniej świecić przykładem.

Zgorszony Luter najmocniej protestował przeciw kupczeniu odpustami. Śledząc myśl zawartą w jego tezach, można wnioskować, że ostrze jego krytyki nie było skierowane przeciw papieżowi i Kościołowi, ale przeciw nadużyciom konkretnych ludzi – kaznodziejów, sprzedawców odpustów.

500 lat po śmierci Lutra Jan Paweł II pisał w liście do Kardynała Jana Willebrandsa Przewodniczącego Sekretariatu Jedności Chrześcijan: „Istotnie, naukowe badania uczonych, tak ewangelickich, jak i katolickich, badania, w których już osiągnięto znaczną zbieżność poglądów, doprowadziły do nakreślenia pełniejszego i bardziej zróżnicowanego obrazu osobowości Lutra oraz skomplikowanego wątku rzeczywistości historycznej, społecznej, politycznej i kościelnej pierwszej połowy XVI wieku. W konsekwencji została przekonywająco ukazana głęboka religijność Lutra, którą powodowany stawiał z gorącą namiętnością pytania na temat wiecznego zbawienia”.

Niestety, dalsze losy Reformacji potoczyły się tragicznie. Nad troską o dobro Kościoła i autentyczną religijnością wzięły górę radykalne skrzydła reformatorskie, ambicje polityczne i niepodległościowe.

Reformacja mogła być dla Kościoła ożywczym powiewem. Z dalszej historii widać, że tak się poniekąd stało, ale przy okazji poczynione zostało spore spustoszenie, którego do dziś nie udaje się wciąż naprawić. Czy kiedykolwiek się uda? Czas pokaże.

Tamte wydarzenia uczą jednego: jeśli chce się reformować Kościół, trzeba zachować maksimum ostrożności. Dziś także wiele mówi się o konieczności wprowadzania zmian w Kościele. Coraz mniej wiernych na Mszach Świętych, coraz większy rozdźwięk między nauką Kościoła a tym, jak żyją wierni rodzi pytania. Co robić, by to zmienić, jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości?

Reformacja się nie skończyła na wystąpieniach Lutra. Kościół to dynamiczna rzeczywistość, która nieustannie potrzebuje reformowania, by umieć funkcjonować w konkretnej rzeczywistości. Kościół to między innymi ludzie, którzy nie żyją przecież w jakimś wirtualnym świecie, ale w konkretnych realiach. Kultura, ewolucja poglądów –  to wszystko w jakiś sposób nas determinuje. Nie w tym rzecz, by do tego wszystkiego dopasowywać naukę Kościoła. Chodzi raczej o to, by znaleźć wspólny język z otaczającym światem. Kościół musi nieustanni uczyć się dialogu z ludźmi, wśród których przyszło mu trwać. Jednak cały czas trzeba pamiętać, że nadrzędna nad zmiennością musi być troska o jedność w Kościele. Reformowanie Kościoła może przynieść mu prawdziwe dobro tylko wtedy, gdy będzie się dokonywało w zgodzie z nim samym.

Każdy z nas ma określone zadanie w Kościele. Ci, którym powierzono poważniejsze zadania, będą też surowiej rozliczani. Nie ma sensu próbować wyręczać nikogo w zadaniach, które ma do wykonania w Kościele. To i tak się nie uda, a wprowadzi tylko zamęt. Luter popełnił błąd, symbolicznie wypowiadając posłuszeństwo Kościołowi (kiedy w 1520 r. spalił na stosie papieskie pisma). Dzisiaj także jest wielu „reformatorów”, którzy chcieliby naprawiać Kościół poza nim. Niestety, to nie działa w ten sposób. Rodzi tylko niepotrzebne podziały w i tak już osłabionej wspólnocie.

Wspólnota – to słowo klucz. Wspólnota, która potrafi żyć razem, mimo poczucia, że nie we wszystkim się zgadza. Wspólnota ludzi, którzy mają różną wrażliwość, różne charyzmaty, różne umiejętności. Łączy ich wiara w Jezusa Chrystusa i nadzieja, że kierując się miłością, osiągną zbawienie i życie wieczne. Dziś, wspominając wydarzenia Reformacji, musimy pamiętać, że Kościół tworzą ludzie. Czasem grzeszni, trudni, nieraz zwyczajnie upierdliwi. Wszyscy jednak mają jeden cel i wszyscy są dziećmi jednego Boga. Święto Reformacji to dzień, który powinien nam uzmysłowić tę wspólnotowość i prawdę, że czasem trzeba umieć własne przekonania – nawet najsilniejsze – schować do kieszeni dla dobra wspólnoty. Po tym poznaje się dzisiaj świętych, że potrafią sobie z tym poradzić. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • robert - tychy
    01.11.2011 08:44

    "Święto Reformacji to dzień, który powinien nam uzmysłowić tę wspólnotowość i prawdę, że czasem trzeba umieć własne przekonania – nawet najsilniejsze – schować do kieszeni dla dobra wspólnoty."

    ...a także uświadamia nam,jak bardzo kościół potrafi odejść od litery pisma świętego dla własnych, materialnych korzyści. jeśli więc ktoś to sobie uzmysławia,niech się zamknie i nie wychyla!

  • Anteas
    01.11.2011 13:20
    Wszystko pięknie i ładnie, tylko że Pan Jan zapomniał o tym że Marcin Luter był mężczyzną. A o mężczyźnie świadczy nie to jak zaczyna, tylko to jak kończy. A jak Luter skończył swoje dzieło wszyscy wiemy.

    Jeszcze chciałem nadmienić, że "Nasi Bracia" to jest wciąż inna nazwa dla heretyków. Niewiem tylko po co jest ta inna nazwa? Mająca ukryć fakty?
  • Rafaello
    02.11.2011 09:56
    Myślę że nie tylko Luter popełnił błąd. Nawet gdy spalił pisma, nie było jeszcze wszystko stracone. Ale najłatwiej jest w takich sytuacjach bić w tego, który odszedł od Kościoła. Tak, to jest najprostsze rozwiązanie, bo zwalnia od wszystkiego u siebie. A przecież można było, i zawsze można starać się zrobić więcej. Jeżeli się chce. A jak się nie chce, to wystarczy pokazać palcem, kogo uważa się za winnego, i czekać. Niech inni się wysilają, niech Pan Bóg się wysila, niech się wszystko samo naprawi...?

    Tylko że raczej nigdy nic samo się nie naprawia.
  • nn
    17.01.2012 10:35
    Skoro Luter walczył z naduzyciami dlaczego skończyło się to nienawiscią do Mszy sw., papiestwa jako autorytetu , zanegowaniu Tradycji,odrzuceniu wiekszosci sakramentów , wysmiewaniu dogmatów ? W imię reformy ? Kosciół nie potrzebuje reformatorów tylko swiętyc...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.