Syryjska droga krzyżowa

O sytuacji chrześcijan w Syrii, ich relacji z islamem oraz o wojnie domowej z patriarchą Grzegorzem III Lahamem, przewodniczącym Zgromadzenia Syryjskich Hierarchów Katolickich

Mariusz Majewski: Organizacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie zaprezentowała niedawno nowy raport o prześladowaniach chrześcijan na świecie. Cały osobny rozdział poświęcono w nim Syrii. Jak wygląda teraz życie ludzi w tym kraju?

Patriarcha Grzegorz III: Syria przeżywa długą drogę krzyżową. Można sądzić, że w jednym miejscu jest bezpieczniej, a w innym panuje większe zagrożenie. Jednak tak naprawdę w każdej chwili wszędzie w Syrii można zostać porwanym, uwięzionym dla okupu albo po prostu zamordowanym. Uprowadzonych zostało wielu naszych księży i bliskich. Około 450 tys. chrześcijan w Syrii albo musiało uciekać za granicę, albo zostało zmuszonych do przesiedleń w obrębie kraju. Spotkało to również całą moją rodzinę ze strony ojca. Musimy pomagać ludziom nie tylko duchowo, ale i materialnie.

O konieczności materialnego wsparcia przekonują chociażby zdjęcia i filmy, które Wasza Świątobliwość pokazuje na iPadzie swoim rozmówcom. Czego najbardziej wam potrzeba?

Mamy w Syrii rodziny, które wskutek działań militarnych straciły dom i wszystko, co miały. Wielu spośród tych, którzy ocaleli, straciło swoich bliskich. Teraz muszą przetrwać zimę. Potrzeba ciepłych ubrań, paliwa do ogrzewania. Zima jest u nas mniej więcej taka jak w Polsce, temperatura spada nawet do minus 15 stopni. Zniszczono nam około 60 kościołów. Pomoc Europy, Zachodu jest nieoceniona. W Polsce wszędzie dziękuję za już przekazaną materialną pomoc, którą wyraźnie odczuwamy. Ale mamy jeszcze innego typu oczekiwania. Potrzebujemy, żeby cały Zachód: USA, Rosja, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, mówił jednym głosem. Tylko jeden wspólny głos będzie mógł przekonać podzielony świat arabski, żeby zakończyć konflikt zbrojny. Tego właśnie oczekujemy: wykorzystywania przez przywódców Zachodu narzędzi politycznych, a nie militarnych, i usilnego dążenia do rozmów pokojowych. Wojna nikomu nie służy. Co najwyżej tym, którzy na niej zarabiają, sprzedając broń. Więcej broni to więcej śmierci, więcej wdów i sierot.

Wydawało się, że Zachód zdecyduje się na interwencję militarną, gdy w Syrii użyta została broń chemiczna.

Byłoby to bardzo złe rozwiązanie i prawdziwa katastrofa. Oznaczałoby wojnę na całym Bliskim Wschodzie. Mam wrażenie, że zachodni przywódcy nie doceniają w tej sprawie głosu Kościoła. Jesteśmy ogromnie wdzięczni papieżowi Franciszkowi za to, że 7 września wyznaczył jako dzień modlitwy za Syrię. Oprócz tego zdecydowanie apelował do najważniejszych przywódców, na przykład przed szczytem G20, o dążenie do rozmów pokojowych, a nie do agresji. Dla nas to symboliczne, że właśnie 7 września troje chrześcijan w Syrii zostało zamordowanych, bo nie chciało wyrzec się chrześcijaństwa. Z kolei dwa dni później dostaliśmy informację, że amerykańskie statki, które miały być użyte w ewentualnym ataku na Syrię, wycofują się.

O tych trojgu chrześcijanach toczyła się rozmowa Waszej Świątobliwości z papieżem Franciszkiem, podczas której zostali oni przedstawieni jako męczennicy, padła też prośba o wyniesienie ich na ołtarze. Czy są jakieś konkretne ustalenia po tym spotkaniu?

Męczennicy są teraz bogactwem Kościoła w Syrii. Zbieramy świadectwa męczeńskich śmierci naszych wiernych. Są one dla nas umocnieniem. Rozmawiałem z papieżem Franciszkiem o sytuacji chrześcijan w Syrii, ale też w ogóle o chrześcijanach na Bliskim Wschodzie. Przekazałem dokumenty opisujące śmierć tych trojga chrześcijan. Gdy oni ginęli, była z nimi jeszcze czwarta osoba, która zdołała się ukryć w jakimś zakamarku w grocie. Ona wszystko słyszała i zrelacjonowała. Nie wiem, jak Watykan zareaguje na prośbę o wyniesienie tych osób na ołtarze, ale Kościół w Syrii bardzo potrzebuje umocnienia takimi świadectwami, potwierdzonymi oficjalnie przez Stolicę Apostolską.

Chrześcijan w Syrii jest coraz mniej. Czy rzeczywiście wyznawcy Chrystusa mogą zniknąć z Bliskiego Wschodu?

Jeszcze dziś wśród około 400 mln mieszkańców żyje 15 mln wyznawców Chrystusa. Ale ta liczba dramatycznie się zmniejsza, przede wszystkim w wyniku emigracji. Jednak chrześcijanie mają szczególne powody, żeby się bać. W chaosie wywołanym przez wojnę postrzega się ich jako słabą grupę, na której można się wzbogacić, na przykład porywając ich dla okupu.

Dlaczego tak ważna jest obecność chrześcijan w Syrii i na Bliskim Wschodzie?

Ponieważ oni są częścią tego regionu świata. To chrześcijanie przechowali na tych ziemiach język i tradycje arabskie w czasach panowania tureckiego. Oni w największym stopniu troszczyli się o tożsamość narodową mieszkających tutaj ludów. Mówimy o ziemiach, które są związane z początkiem chrześcijaństwa. Tutaj powstały najstarsze po Jerozolimie wspólnoty chrześcijańskie. W okolicach Damaszku przebywał przez niespełna trzy lata św. Paweł. Ale to nie tyle miejsca świadczą o chrześcijańskim wymiarze tego miejsca, ile ludzie, którzy tutaj żyją. My jesteśmy żywymi śladami Jezusa. Bez naszej obecności Jezus stanie się tutaj tylko jakimś mitem. Kolebka chrześcijaństwa będzie jedynie muzułmańska. Przestanie być tym, czym była przez dwa tysiące lat. Beż żywych wspólnot chrześcijańskich na Bliskim Wschodzie będziemy mieli szok cywilizacyjny i wojny kulturowe.

Co może zrobić Kościół, by ocalić społeczność chrześcijańską w Syrii?

Papież Jan Paweł II powtarzał, że istotą chrześcijaństwa jest bycie z ludźmi i dla ludzi. I to jest też moja misja: pozostać w Ziemi Świętej mimo rozlewu krwi, ciągłych napięć i cierpienia. Muszę umacniać tych ludzi, którzy jeszcze zostali i nie zdecydowali się uciekać. Żeby ich przekonać do pozostania, muszę im też pomagać materialnie.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.