Heretycy i ortodoksi

Luteranie chcieli posłuchać papieża. A my chcemy?

Papież wrócił już ze Szwecji. Przełomowa wizyta?  Nie wiem. Jakie przyniesie owoce pokaże przyszłość. Na pewno jednak niezwykłym jest dla mnie fakt, że luteranie chcieli swoje obchody pięćsetnej rocznicy reformacji (będzie za rok) rozpocząć z rzymskim papieżem. Więcej, chcieli posłuchać, co im powie. Już z tego choćby względu zaproszenie trzeba było przyjąć. I dziwię się, że niektórzy fakt angażowania się Kościoła katolickiego i samego papieża w te obchody uważają niemal za zdradę katolickiej tożsamości. Nie, to wyciągnięcie ręki do tych, którzy pierwsi ją wyciągają. Jasne, jedności dziś to nie przywróci. Ale stanowi dobrą podstawę pod takie próby w przyszłości. Wszak wiadomo, że w leczeniu ran rozłamów trudniejsze od dojścia do wspólnych teologicznych wniosków jest przełamanie narosłej przez setki lat niechęci. Zwłaszcza niechęci doprawionej głupotą.

Nie kryję, że jest dla mnie pewnym zaskoczeniem  jak wielu katolików dziś kontestuje swój Kościół. Nie tylko w jego wysiłkach ekumenicznych zresztą. Dawniej spotykałem się raczej z obojętnością albo z zarzutami stawianymi z perspektywy niewiary. Od kilkunastu lat obserwuję jak (chyba) rośnie grupa tych, którzy atakują Kościół z pozycji...katolickich. Broniąc rzekomo czystości wiary przed – nazwijmy to – modernizmem. Może to skutek ujawnienia się także w naszym tradycyjnym i konserwatywnym polskim Kościele tradycjonalistów? Nie wiem. Ale takie postawy  widać.

Ot, taki spotykany w niektórych parafiach silny opór przed wprowadzeniem procesji rezurekcyjnej bezpośrednio po liturgii Wigilii Paschalnej. Nazywa się ich eufemistycznie „przywiązanymi do procesji rezurekcyjnej w niedzielny poranek”. Może i przywiązani są, tylko nie wiadomo do czego. Liturgia Wigilii Paschalnej jest świętowaniem zmartwychwstania. O tym mówi cała liturgia światła, w klimat tego przejścia ze śmierci do życia wprowadza liturgia słowa, i to celebrujemy w liturgii chrzcielnej. O liturgii eucharystycznej, w której głosimy zmartwychwstanie Chrystusa już nie mówiąc. Naturalnym by było, gdyby zaraz po Wigilii Paschalnej zanieść światu radosną nowinę o zmartwychwstaniu. No ale nie, to jest za wcześnie, trzeba dopiero w niedzielę rano. Zwłaszcza kiedy „ze względów duszpasterskich” (czytaj, wspierając wygodnictwo własnych parafian) Noc Zmartwychwstania zaczyna się sprawować w dzień, a noc to trzeba sobie wyobrazić. Więc znów się wkłada Zmartwychwstałego do grobu (a przynajmniej do niedawna w wielu parafiach urządzało się przy tym grobie jeszcze całonocne adoracje),  by rano ksiądz mógł wznieść w górę monstrancję i orzec, że teraz to już „Chrystus zmartwywchwstan jest i nam na przykład dan jest”. Oczywiście od lat istnieje coś takiego jak mszalne rubryki, jak watykański list okólny o świętowaniu Wielkiej Nocy, ale co tam Kościół: tradycja musi być zachowana i Pan Jezus nie może zmartwychwstać w sobotę. To, że godzina, dajmy na to, 23 w sobotę jest sobotą wynika oczywiście tylko z naszego mocno dziwacznego liczenia początku dnia od północy i nie tak liczyli Żydzi czyli sam Pan Jezus też. A Pan Jezus nie zmartwychwstał rano, tylko rano kobiety odkryły już pusty grób.  No ale to nie ma znaczenia.

Podobnie jest z klękaniem przy przyjmowaniu Komunii. Biskupi wprowadzili zasadę, że jeśli Komunia rozdawana jest wiernym podchodzącym procesyjnie, to powinni oni moment wcześniej przyklęknąć na kolano, ale już samą komunię przyjąć stojąc. W sumie nie jest to przyjmowanie Komunii na stojąco ale w procesji. Ale co tam biskupi. Gorliwi katolicy padają wtedy na oba kolana, bo nie godzi się, by w innej pozycji przyjmować Jezusa. Jemu należy się adoracja!. A jeśli się zastanowić.... To przecież wszyscy przed przyjęciem Komunii klęczymy prawda? Zanim podchodzi się do Stołu Pańskiego kapłan pokazuje Ciało Chrystusa i wypowiada słowa „Oto Baranek Boży”. To jest moment pokornej adoracji, wyznania, że nie jesteśmy tego daru godni, to jest oddanie Chrystusowi czci. A potem jest posiłek, uczta na wzór paschalnej uczty Izraela: „biodra wasze będą przepasane, sandały na waszych nogach i laski w waszym ręku”. To posiłek w drodze, to chleb pielgrzymów. No ale co tam tego rodzaju symbolika, choćby i głęboko zakorzeniona w Biblii. Trzeba paść na kolana i już. No trudno, jeśli ktoś musi, to niech już będzie. Ale gorzej jeśli jeszcze wygaduje, że ci, którzy tego nie robią przyjmują Komunię niegodnie...

Ekumenizm, podobnie zresztą jak dialog międzyreligijny, pada ofiarą tego samego typu katolicyzmu. Katolicyzmu nie liczącego się Nauczycielskim Urzędem Kościoła. Ekumenizm? Sobór był zdradą. Że tak popierał wysiłki ekumeniczne święty Jan Paweł II? Nie no, skądże, encykliki „Ut unum sint” („Aby byli jedno”) w ogóle nie było.

Że dialog ekumeniczny polega na wspólnym dochodzeni prawdy? Toż to postmodernizm – zagrzmią oburzeni – bo prawda jest tylko jedna. I nie wytłumaczy się im, że kiedy się najpierw uczciwie pozna stanowisko własnego Kościoła, potem cierpliwie wysłucha „braci odłączonych”, to często okazuje się, że różnice jeśli są, to mniejsze niż się wydawało. A wszystko wyolbrzymił duch polemiki i ta nieznośna postawa wyższości, która jako warunek wstępny domagała się stuprocentowego uznania własnych racji. 

Tak, dla sporej liczby katolików Urząd Nauczycielki Kościoła ma rację, jeśli wspiera to, co im samym się wydaje. Strasznie łatwo atakuje się dziś biskupów. I to wcale nie za jakieś ich ludzkie słabości, ale za to, że wzywają do wierności Ewangelii. Jak się taki biskup nie podoba, to zawsze można ogłosić, że to nie nasz biskup, prawda? A papież? O! Franciszkowi od naszych polskich katolików obrywa się bardzo często. Nie, nie tylko za to, że zachęca do miłosiernego spojrzenia na powtórne związki. Praktycznie za wszystko. Nawet za to, ze mówi „dzień dobry”, no bo on zawsze powinien chwalić Jezusa.

I tak się zastanawiam.... Ile jest katolika w katoliku kontestującym nauczanie własnego Kościoła? Nauczanie oczywiście nie nieomylne, ale też takie, któremu – wedle słów Katechizmu – należy się uległość wiary?  Na szczęście to pytanie z serii tych w rodzaju ile diabłów mieści się na jednej szpilce, więc znajdować odpowiedzi nie muszę. Ale problem pozostaje. Niewierności wobec śpiewanego tak gorliwie: „Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz dotrzymać pragnę szczerze, Kościoła słuchać w każdy czas”. Nie tylko wytrwać w jakiejś abstrakcyjnej, pseudokatolickiej wierze.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama