Taizé to nie miejsce, ale rzeczywistość…

Zahipnotyzowane konsumpcjonizmem społeczeństwo … wymuszony strachem i próżnością kult hierarchii… płacz głodnych dzieci… nienawiść… ciągłe pretensje… walki religijne… hipokryzja duchowych przewodników… urojone rany i wymyślone konflikty… wdychane powietrze manipulacji… czczenie postępu, tolerancji i wolności… pogoń za zaszczytami…

Taki jest obraz świata młodego człowieka z blokowisk. Taki - lub w ciemniejszych barwach malowany - jest obraz świata widziany przez dorosłych. Taki lub podobny, ale często w ciemnych barwach malowany. Nie ma się więc, co dziwić buntowi młodego człowieka, bo w sumie nikomu się ta rzeczywistość nie podoba, ale tylko młodzi mają prawo, i im jeszcze wypada krzyczeć z bólu. A dorosłym ktoś wmawia, że tak po prostu musi być, że już nic nie da się zmienić, bo taki jest ten świat, taki jest człowiek.

NIEPRAWDA!!

Nie po to umarł Chrystus, byśmy tkwili w bierności wobec zła. Nie po to co dzień na nowo wybieramy Jezusa, by oddać naszą codzienność w ręce cynizmu i wyuzdania. Skoro zło nie robi sobie dnia wolnego, jakże więc my możemy? Świat nie jest zły, przynajmniej nie takim uczynił go Stwórca…

Wśród licznych dysput teologicznych na wysokich szczeblach różnych Kościołów chrześcijańskich, młodzi- ci których nie rzadko nazywa się tą złą cząstką społeczeństwa- ci właśnie, spotykają się, by wspólnie głosić, że dość już podziałów i różnic, które sztucznie wstrzymują komunię wyznawców Chrystusa. Ze śpiewem modlitw na ustach, ze sztandarem ciszy i mieczem Słowa Bożego przemierzają różne części Europy i świata, by świadczyć o „miłości ponad wszelką miłość”. To właśnie w takich miejscach, jak podczas tegorocznego spotkania w Brukseli, młodzi pokazują, że jedność jest możliwa, a skoro jest możliwa to jest też obowiązkiem.

Przez sześć dni ubrani w białe szaty bracia ze wspólnoty monastycznej z Taizé, a za nimi kilkutysięczna grupa młodych ludzi, wędrowała przez podnieconą końcem starego a początkiem nowego roku stolicę Belgii. To tutaj odbywał się kolejny etap „Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię”; pielgrzymki innej niż ta, która obecna jest w wyobrażeniach Polaków. Innej, ale wcale nie gorszej.

Był to czas wyjątkowy, w którym uczestniczyli nie tylko młodzi chrześcijanie, ale także wszyscy mieszkańcy Brukseli. Były to największe rekolekcje na świecie. Nawet wyznawcy Islamu, którzy wydawać by się mogło stanowią większość mieszkańców tego miasta, nie kryli zdziwienia z tego co się w tych dniach tam działo. Z ich oczu można było wyczytać, iż nie do pojęcia jest, to że tylu młodych ludzi różniących się nie tylko religijnie, ale i kulturowo, potrafi wspólnie się modlić, milczeć, i nade wszystko, że mają w sobie tyle miłości i życzliwości, by szanować siebie nawzajem i ich, obcych wyznaniowo. Podczas spacerów i jazdy metrem niejednokrotnie słyszałem jak młodzi islamiści rozmawiając ze sobą nie mogli zrozumieć tej radości i szczerości płynącej z naszych serc.

…po modlitwach wieczornych wracaliśmy metrem, my to znaczy różnych narodowości chrześcijanie. Było bardzo tłoczno, ale to nie przeszkodziło by przy dźwiękach fletu wspólnie śpiewać, tak śpiewaliśmy w metrze! Na jednej ze stacji wsiedli, a raczej wcisnęli się między nas młodzi wyznawcy islamu, jakże wielkie było ich zdziwienie, gdy usłyszeli słowa piosenki: hevenu shalom alehem. Zastanawiałem się, co zrobią. A oni pod nosem zaczęli nucić razem z nami modlitwę do Boga: obdarz nas Panie pokojem! ...

Chrześcijaństwo wciąż zdumiewa i zaskakuje. I świat długo jeszcze nie poradzi sobie z nami, którzy idziemy pod prąd, wbrew przyjętym prawom i zasadom. Idziemy nie po to, by burzyć, ale by czynić wszystko nowe. Wbrew wizji chrześcijaństwa Teilharda de Chardina i Bonhoeffera: bojaźliwości, bierności, egocentryczności, odizolowaniu od świata, nie zdolności absorpcji nowych wartości, zamknięcia się w sobie i nieodpowiadaniu religijnym pragnieniom człowieka, młodzi chrześcijanie stają się „transcendencją wewnątrz świata - skuteczną miłością i solidarnością”, stają się „nowym życiem dla drugich”, stają się „nosicielami uzdrawiającego słowa o pojednaniu i odkupieniu”.

A samych chrześcijan zmuszają do zastanowienia: dlaczego jesteś chrześcijaninem? Dlaczego wierzysz i trwasz przy Chrystusie?…

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...
  • Marek Kita (Kraków)
    23.01.2009 13:36
    Piękny i mądry tekst, tylko nie rozumiem tego krytycznego nawiązania na końcu do Teilharda de Chardin i Bonhoeffera. Chyba wkradło się tu przejęzyczenie lub palce autora zmyliły klawisz, bo przecież wizja chrześcijanina solidarnego ze światem - nie zamykającego się w getcie, lecz stanowiącego zacyn dobra - to właśnie projekt obu wspomnianych myślicieli, notabene katolika i protestanta. Ze szczegółami ich wizji można dyskutować, ale obaj symbolizują chrześcijaństwo zaangażowane w przemianę oblicza ziemi, wychodzące z przysłowiowej kruchty... A więc pielgrzymka zaufania przez ziemię odbywa się nie "wbrew", lecz raczej zgodnie z ich wizją.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.