Przedwiośnie

Nie byłoby tych spotkań i kanonów śpiewanych na całym świecie, gdyby nie jedno dramatyczne zdanie staruszki: „Jesteśmy tacy samotni. We wsi nikt nie chce mieszkać”.

To musiało być w Budapeszcie albo w Pradze. A może raczej w Wiedniu? Nie pamiętam, bo na zimowe spotkania jeździłem co roku. Autobus pękał w szwach, a za zaparowanymi szybami panowała ciemność. Nagle ktoś krzyknął: „Zobaczcie, kto jedzie obok!”. W tonącym w mroku samochodziku siedział skromny, speszony całą sytuacją staruszek. Brat Roger. O takich ludziach mówi się „kierownik zamieszania”, ale on był raczej „kierownikiem pokoju”.

Fascynujący jest początek wspólnoty, którą założył. Nic nie zapowiadało takiego rozmachu. Roger „szukał jedynie pokoju i szedł za nim”. Resztę zrobił Bóg.

Rozdarta Francja

„Miłe złego początki” – mawiamy nad Wisłą. To powiedzenie nie pasuje do wspólnoty Taizé. Początki nie były miłe i przyjemne. Dzieło zrodziło się przy huku bomb. I przerosło marzenia inicjatorów.

Po klęsce kampanii 1940 r. przedwojenne podziały polityczne rozdarły Francję na dwie części. Utworzono strefę północną, okupowaną przez Niemców, i południową, rządzoną przez marszałka Philippe’a Petaina i gabinet Vichy. Tuż po tym zniesiono przepisy piętnujące antyżydowskie wypowiedzi w prasie i wprowadzono wiele antysemickich ustaw. Żydzi tracili pracę, radykalnie ograniczano ich aktywność społeczną. Rozpoczęły się brutalne łapanki.

Taki klimat zastał we Francji młodziutki Szwajcar Roger Schütz. Słysząc, że Żydzi i inni uchodźcy masowo uciekają przed hitlerowskimi prześladowaniami, pragnął pomóc tym wygłodniałym, pozbawionym domów ludziom. I choć przyjaciele odradzali mu tę szaloną myśl, ruszył do Francji.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Komentowanie dostępne jest tylko dla .