Wierzyć z nurtem Nilu. Egipt

Fragment książki o. Macieja Jaworskiego OCD. Dziękujemy za umożliwienie publikacji

25. Krwawa historia chrześcijańskiego Egiptu

Aleksandria to miasto symbol, odwieczne okno Egiptu na wielokulturowy świat, przez długi czas serce i głowa krainy nad Nilem. Jego wielotysięczna historia to niekończący się ciąg ścierających się kultur i religii. Dziś miasto to koszmarnie zaniedbane stara się nieco zachować resztki splendoru na linii brzegowej. Szukam w nim śladów chrześcijańskiego męczeństwa z początków jego historii jak i tych najnowszych sprzed zaledwie kilku lat. Tutejszy Kościół według tradycji założył św. Marek, idąc śladami św. Rodziny ukrywającej się w Egipcie. Sam pochodził z sąsiedniej Cyrenajki, dziś płynącej krwią w wewnętrznych walkach libijskiej rewolucji, po bestialskim zamordowaniu Muamara Kadafiego. W katedrze koptyjskiej św. Marka, w centrum miasta w lewej bocznej kaplicy znajduje się nietuzinkowa lista pierwszych osiemdziesięciu patriarchów lokalnego Kościoła, według tradycji tu spoczywających, którzy później nazwani zostaną koptyjskimi papieżami. Na liście takie tuzy jak św. Marek, Piotr I, Atanazy, Cyryl… Powołując się na tak bogatą tradycję, dzisiejsi chrześcijanie kontynuują aleksandryjskie odważne wojowanie o wierność Ewangelii przekazanej przez ewangelistę, malowanego w ikonografii pod symbolem Lwa. Walka trwa, choć skala wydaje się już nie ta co przed siedemnastu wiekami.

Nieskuteczny Dioklecjan

Decyzje Imperatora Dioklecjana z roku 303 o zobowiązaniu wszystkich do publicznego aktu kultu wobec pogańskich bóstw spowodowały falę prześladowań chrześcijan w Imperium. Na terytoriach egipskich wprowadzany w życie został w wyjątkowy sposób między innymi przez nadgorliwość lokalnych władz. Aleksandria, wydawałoby się już dochodząca do siebie po poprzednich czystkach, będzie zmęczona i już nasycona poprzednimi gwałtami. Można by sądzić, że wielokulturowa metropolia już doszła do poziomu pokojowej koegzystencji i tolerancji religijnej, gdzie świątynie różnych religii krzyżowały się w dzielnicach potężnego miasta. Jednakże mobilna ludność ówczesnej portowej metropolii szybko zapomniała o historii i objawiła na nowo swe oblicze pełne podejrzliwości i prymitywnych stereotypów. Już nie tylko czarownicy na ulicach namawiali do eliminacji chrześcijan, ale de facto cesarska ustawa podjęta w centrum ówczesnego świata - Rzymie. Krwawy dramat aleksandryjskich chrześcijan trwał w cieniu najsłynniejszej biblioteki ówczesnego świata. Naturalne światło wiedzy okazało się zbyt ciemne, by rozpoznać ukryte światło w imię którego chrześcijanie oddawali masowo życie.

Jak opisuje w monumentalnym dziele Histoire de Persecution, Paul Allard, podróżujący i oświeceni ówcześni mieszkańcy jednej ze stolic świata, Aleksandrii, na nowo zapłonęli prymitywną żądzą podglądania dramatu walczących o wierność chrześcijan, naigrywając się z bladych ze wstydu i drżących na całym ciele chrześcijan zapierających się Chrystusa na publicznych placach, oklaskując z entuzjazmem tych, którzy bez większych wątpliwości składali ofiary bożkom pogańskim jakby nigdy chrześcijanami nie byli, wywierając szczególną presję na bogatych, wpływowych i zarządzających miastem ludziach, wymagając administracyjnego potwierdzenia wypełnienia prawa o oddaniu hołdu bóstwom pogańskim. W końcu prymitywna żądza prowadziła również aleksandryjczyków do podglądania egzekucji wykonywanych na najbardziej bezkompromisowych wyznawcach Chrystusa.

Obok ludzi, którzy ulegli pogańskiej i masowej presji byli i tacy, którzy okazali się kolumnami podtrzymującymi wiarę w momentach próby, to męczennicy – kategoria chrześcijan obecna w Kościele po dziś dzień. By podsycać prymitywną zawiść i żądzę krwawych doznań, jak z popularnych horrorów tyle że odgrywanych na żywo i publicznie, prefekt miasta organizował dla społeczności pokazy okrucieństwa na niewinnych wyznawcach Chrystusa. Znany jest przypadek niedołężnego starca Juliana, który został przyniesiony przed tron władcy na noszach przez dwóch chrześcijan, z których jeden natychmiast zaparł się Chrystusa wobec groźby śmierci. Widząc zaś opór starca wobec apostazji przywiązano go do wielbłąda, by przed egzekucją godzinami jeździć po gwarnych uliczkach Alexandrii, przynosząc nieco darmowej rozrywki zabieganym mieszkańcom. Dla  oświeconych aleksandryjczyków zwykłe ścięcie byłoby zbyt banalnym rozwiązaniem. Dla większej więc społecznej ekscytacji chrześcijan żywcem palono, oblewano wrzątkiem, obcinano im członki, wyrywano paznokcie, a wszystko w imię nieposłuszeństwa legalnemu prawu stanowionemu przez Cesarza.

Wobec odwagi i bezkompromisowego świadectwa nieposłusznych chrześcijan, narastała liczba żołnierzy przechodzących na niebezpieczną wiarę. Uwierzyli oni silniejszemu władcy, który nie strachem ani szantażem, ale miłością wyzwalał niezrozumiałą lojalność swoich wyznawców. Obserwatorzy krwawych igrzysk mogli dostrzec strach w oczach tyranów wobec niezrozumiałej odwagi umierających i wobec narastającej fascynacji ludzi niezrozumiałym fenomenem ofiarowania życia, za wierność nieznanemu Jedynemu Bogu. Kościół jednak w tym czasie nigdy nie zorganizował militarnej odsieczy, by wykorzystać momenty przestrachu tyranów, nie sięgnął po broń by zwalczyć niesprawiedliwe pogańskie rządy. Żyjąc radykalnie błogosławieństwami i nadzieją, trwał przy Chrystusie Ukrzyżowanym. Nic więc dziwnego, że to właśnie od roku 284 zaczęto odliczać lata liturgicznego kalendarza koptyjskiego, to wtedy krwawy Dioklecjan przejął władzę w Imperium. Era Męczenników (284-305) stała się pierwszym oficjalnym etapem życia Koptyjskiego Kościoła, podwaliną, fundamentem i jak się później okazało proroctwem na całą jego historię.

Potężny i wydawałoby się zwycięski nad chrześcijanami Dioklecjan, w 305 roku przeszedł na emeryturę. Kazał sobie wybudować pałac w Dalmacji w dzisiejszej Chorwacji i na starość uprawiał w pałacowych grządkach kapustę. Po śmierci (313) pochowano go w specjalnie na jego cześć wybudowanym mauzoleum gdzie miano składać odwieczny hołd krwawemu Imperatorowi. Jednak już w VII wieku stał się piękną katolicką katedrą pod wezwaniem św. Duje, ofiary jego obłąkańczej polityki. Niektórzy artyści malując Dioklecjana w koronie z liśćmi nie tylko laurowymi ale i kapuścianymi, jakby chcieli powiedzieć, jak mała jest pozorna ludzka wielkość wobec Boskiej logiki historii.

Coming out dezertera

Kościół Aleksandryjski kojarzy się nam w Europie ze św. Markiem Apostołem, założycielem lokalnej wspólnoty; św. Atanazym, wybitnym pasterzem pięciokrotnie wyrzucanym ze swej diecezji; Orygenesem, błyskotliwym przedstawicielem miejscowej szkoły teologicznej, św. Cyrylem, Doktorem Kościoła, pieczęcią Ojców; św. Katarzyną, legendarną pogromczynią światłych umysłów studiujących przy najsłynniejszej bibliotece świata. O dziwo jednak, to nie oni są dziś najpopularniejszymi świętymi Koptyjskiego Kościoła. Jest nim bez wątpienia żołnierz-pustelnik-męczennik Mari Mina. Obserwując dziś renesans życia duchowego Koptów, można dostrzec jeden z ewidentnych jego znaków, jakim jest odrodzenie ruchu pielgrzymkowego, szczególnie do grobu św. Miny, w powalającym rozmachem nowym klasztorze w okolicach Aleksandrii.

Kilkunastoletni Menas, imię tłumaczy się przez liturgiczne Amen, wstępuje do wojska i robi błyskawiczną karierę. Jako dziecko-sierota z bogatej i dobrze wykształconej rodziny dochodzi do stopni oficerskich w zawrotnym tempie. Gdy jednak napięcie pogańsko-chrześcijańskie narasta a Dioklecjan wiosną 303 roku wydaje pierwszą ustawę antychrześcijańską, nakazującą niszczenie świątyń i świętych pism, młodzieniec stawia wszystko na jednej szali. Sprzedaje całą swą majętność rozdając dochód chrześcijanom w potrzebie, po czym opuszcza państwową karierę wojskową i udaje się na pustynię. Niektórzy mogliby pomyśleć, że przeczuwa ciężkie czasy i dezerteruje. Czy przewidywał gdzie owa dezercja  go zaprowadzi, nie wiemy. Jednak patrząc na ciąg dalszy widać wyraźnie, że to kolejny etap duchowej drogi, by pójść za Chrystusem w trudnych czasach. Z powodu miłości do Chrystusa wybrałem życie na pustkowiu, pośród dzikich zwierząt, zamiast dzikiego życia pośród bezbożnych.

Wyjście na pustynię było szukaniem drogi do adorowania Boga w duchu i prawdzie. Życie pełne prostej modlitwy, pracy i ascezy przygotowywało stopniowo młodego mężczyznę do podjęcia życiowej decyzji, przynależenie w pełni do Boga. Dojrzewał do stanięcia w prawdzie przed sobą, Bogiem, zabijanymi braćmi, i prześladowcami. Gdy po pięciu latach intensywnego życia duchowego usłyszał w natchnieniu, że Bóg przygotował dla niego trzy korony: czystości, ascezy i męczeństwa, już nie miał wątpliwości co będzie kolejną konsekwencją wcześniejszej dezercji.

Na głos dojrzałego sumienia oświeconego Bożym natchnieniem, opuszcza pustynię udając się do pierwszego napotkanego miasteczka, a był to czas świąt pogańskich. Nie rozpoczął katechezy o wyższości chrześcijaństwa nad pogaństwem, nie próbował przekonywać pogan co do błędności ich przekonań i polityki wobec prześladowanej mniejszości, wypowiedział proste a śmiercionośne zdanie, do którego się przez lata przygotowywał - jestem chrześcijaninem… (Rz 10,20 i Es 65,1). „Zostałem znaleziony przez tych, którzy mnie nie szukali, odkryłem siebie tym, którzy mnie o to nie prosili.” Chrześcijański coming out  nie był happeningową manifestacją konfrontacyjnego młodzieńca, ale owocem wewnętrznej przemiany z żołnierza w świadka. Niewyobrażalne tortury zadane przez wściekłych administratorów, perswazje żołnierzy, byłych kolegów w profesji, tylko umacniały w żołnierzu-pustelniku modlitewne przeżywanie tekstów św. Pawła: „czy coś jest wstanie odłączyć mnie od miłości Chrystusowej….?” (Rom 8,35).

To co się stało po śmierci to kolejny dowód na to jak pozorna dezercja przekształciła się w tryumfalny marsz zwycięzcy. W kulcie młodego męczennika tradycja koptyjska zobaczyła wszystko co możliwe a może nawet więcej. Sam Cesarz Konstantyn miał posłać swą córkę chorą na trąd na grób dezertera, by później wdzięczny za uzdrowienie, postawić pierwszy kościółek na miejscu spoczywającego niedopalonego ciała brawurowego męczennika. Kaplica z czasem rozbudowana przez św. Atanazego, patriarchę Aleksandrii (320-325),  przerodziła się w końcu w najżywotniejsze sanktuarium Kościoła Wschodniego wczesnych wieków. Gdy w Dalmacji (Chorwackim Splicie) przebudowywano mauzoleum Dioklecjana na katolicką katedrę, w Północnym Egipcie budowano imponującą bazylikę. Obie świątynie dedykowane zostały ofiarom ślepej nienawiści Władzy wobec Jedynego Boga. Według koptyjskiej tradycji, to z cienia egipskiej bazyliki w czasach jej świetności wyruszyło 7  mnichów ewangelizować daleką Irlandię.

Muzułmanom zajęło ponad cztery wieki wyplewianie chrześcijan z terenów Aleksandrii i finalne zamknięcie sanktuarium, którego ruiny przez kolejnych kilka wieków służyły jako kryjówka dla lokalnych złodziejaszków. Najszlachetniejsze materiały budowlane posłużyły nowym panom, a otomański Ali Pasza w wieku XVIII dokończył dzieła równając ruiny z ziemią w trosce o bezpieczeństwo lokalnej ludności. O dziwo, około sto lat później, niemiecki archeolog dr Klaus P. Kuhlmann odkrył wyjątkowość miejsca i wydobył z piasków pozostałości chlubnej historii. W 1959 koptyjski Papież, Cyryl VI, po siedmiu wiekach przerwy odprawił Mszę św. w charyzmatycznym miejscu, rozpoczynając nowy huragan łask. Tyle wieków nie wystarczyło, by kompletnie wykorzenić wdzięczną pamięć o cudownym męczenniku za wiarę. Kilka kilometrów od stanowiska archeologicznego kompleksu świątynnego św. Mari Mina, powstaje imponujące współczesne sanktuarium, jeszcze częściowo w budowie. Widząc tłumy tam zdążające, wydaje się, że odcięcie wiernych od początków historii ich wiary jest zadaniem niewykonalnym. Na naszych oczach wszystko powstaje jak Feniks z popiołów. Dziś to tętniące serce Aleksandryjskiego Kościoła, które nie tyko wspomina wierność żołnierza-pustelnika z IV wieku, ale staje się symbolem męczeństwa Kościoła współczesnego. To właśnie tutaj w 2011 roku pochowano 21 ofiar ataku bombowego na Koptów podczas noworocznej nocnej modlitwy.

Ostateczne starcie

Krwawa historia rzymskich prześladowań, których prawdopodobnie kulminacyjnym punktem była rzeź 8150 chrześcijan w miasteczku Akhmin, nie zakończyła trudnych czasów. Chrześcijanie sami zaczęli pogrążać się w konfliktach teologicznych, które często przybierały twarz walki o wpływy i władzę. Sami, osłabieni podziałami, zostali zalani począwszy od VII wieku falą systematycznej islamizacji i arabizacji, nie rzadko przy cichym błogosławieństwie niektórych przywódców chrześcijańskich, próbujących uniezależnić się politycznie i ekonomicznie od Imperatora Konstantynopola. Św. Atanazy, Patriarcha Aleksandrii nie był wyrzucany pięciokrotnie ze swej diecezji przez islamistów, bo ich tam jeszcze nie było, ale przez współbraci chrześcijan.

Islamska polityka przejmowania chrześcijańskiego Egiptu była dość prosta i w niektórych krajach pozostaje aktualna po dziś dzień. Mieszkańcy dostawali wybór – przejść na Islam, albo płacić wyższe podatki, albo zginąć. Konsekwentna linia przyniosła zamierzone owoce, bowiem w przeciągu kilku wieków, chrześcijańscy Egipcjanie stracili wszelki wpływ na losy swego kraju. Nietrudno to opisać w kilku lapidarnych zdaniach, również przyjąć fakt do wiadomości, ale gdy podobny proceder dzieje się na naszych oczach we współczesnych nam czasach, może łatwiej sobie skalę zmiany wyobrazić. To co dzieje się dziś wobec chrześcijan w niedalekim Iraku, przeżywali egipscy wyznawcy Chrystusa przez wieki. Poza mordowaniem opornych następowała głęboka kulturowa zmiana. Oto jak Ojciec Anis Hanna opisuje, tę zmianę dokonywaną pod presją karabinów od czerwca 2014 roku w Mosulu - regionie Jonaszowej Niniwy: „od dziś kobietom i mężczyznom zabrania się ubierania na styl Zachodni i używania spodni. Mężczyźni muszą zapuścić brody, golić głowę i wąsy. Kobiety nie mają już prawa pracy poza domem, mają być zakryte od głów do stóp. Jeśli przypadkiem kobiecie zapragnie się wyjść z domu ma być prowadzona przez swego męża, inaczej nie ma prawa być poza domem. Napoje alkoholowe, salony fryzjerskie i piękności są zlikwidowane. Telewizja nie ma już prawa emitowania programów kulturalnych czy komedii. Koniec z teatrem, piosenkarzami, muzyką świecką i poetami”

Jak Egipscy chrześcijanie przeżyli podobną presję trwającą nieprzerwanie z różnym nasileniem od czternastu stuleci? To powiedzieć mogą jedynie pozostałe 10% egipskiego społeczeństwa, które nadal entuzjastycznie trwa przy Chrystusie mimo całej swej krwawej historii.

W dzień przybycia do Egiptu lądując na międzynarodowym lotnisku w Kairze, po cztero-godzinnej rozmowie z sześćdziesięcio-letnim Muamarem, od 30 lat pracującym jako fizyk w amerykańskim instytucie badań jądrowych, usłyszałem – gdy patrzę na to co się dzieje to wstyd mi, że jestem muzułmaninem. W drugi dzień pobytu jadąc do sanktuarium Mari Mina, znajomy Kopt oprowadzający mnie po tajnikach świętych miejsc dorzucił, że właśnie słuchał orędzia nowego egipskiego prezydenta, który ze spuszczoną głową wyznał przed narodem, że przez ostanie 40 lat wstyd mu było, że jest muzułmaninem. Spędzając ostatnie popołudnie w Kairze w angielskim barze w cichej dzielnicy Zamalek, dwóch młodych Egipcjan przy trzeciej butelce Stella, patrząc na mój nieduży krzyż na piersiach wyznało w przypływie szczerości, że wstyd im za swoich braci radykałów, którzy oszpecają naukę prawdziwego Islamu. Wysłuchałem, nie komentując…

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Reklama

    Reklama