Pielgrzymka nowej nadziei

Przez cztery dni spędzone nad Bosforem, gdzie symbolicznie i fizycznie Azja spotyka się z Europą, chrześcijaństwo z islamem, Benedykt XVI pracował na rzecz zbliżenia różnych kultur, religii i cywilizacji.

W czasie, gdy powszechne jest przekonanie, że skazani jesteśmy nam konflikt religii, Ojciec Święty pokazał, że Kościół jest znakiem pokoju dla świata.

Była to pielgrzymka wielu ważnych gestów. Pocałunki z ekumenicznym patriarchą Konstantynopola miały nie tylko znaczenie symboliczne. Były nie tylko pewną formą grzecznościową. W tutejszej kulturze uścisk i pocałunek są bowiem powszechną formą wyrażania spontanicznej radości ze spotkania drugiego człowieka. Tak witają się m.in. mężczyźni na ulicy. Jest w tym znaku coś znacznie bardziej spontanicznego, aniżeli w naszym podaniu ręki.

Autentyczna radość prawosławnych, że w dniu ich święta, w liturgii ku czci św. Andrzeja Apostoła może uczestniczyć Papież, ma wartość także na przyszłość. Nie zgadzam się ze sceptycznymi komentarzami, dotyczącymi ogłoszonej wspólnie Deklaracji katolicko-prawosławnej. Twarze prawosławnych biskupów, którzy mieli łzy w oczach, gdy Benedykt XVI wjeżdżał na Fanar świadczyły, że spotkanie zostało przez nich przyjęte jako wielkie święto.

Wydarzenie to powinno promieniować na całą prawosławną wspólnotę.
Nie brakowało także gestów serdecznych wobec Turków. Benedykt XVI nie tylko wyraził wsparcie dla ich najważniejszego celu politycznego, jakim jest wejście do Unii Europejskiej. Wielokrotnie podkreślał, że bliska mu jest ich kultura oraz tradycja. Nie bez kozery w programie jego wizyty w katedrze pw. Ducha Świętego znalazło się poświęcenie pomnika błog. Jana XXIII, przyjaciela Turków.

Stanie on w centrum miasta przypominając, że religii nie musi dzielić ludzi, ale właśnie poprzez wspólne umiłowanie Boga, ułatwiać może poszukiwanie dróg do serc wyznawców innych religii. Wreszcie niezwykle serdeczne były gesty Papieża wobec wyznawców islamu. Myślę, że niewielu z nich przeczyta tekst papieskich wystąpień z Ankary, gdzie kilka razy okazywał swój szacunek dla tej religii.

Z pewnością jednak zapamiętają zadumaną twarz Benedykta XVI, stojącego w Błękitnym Meczecie zatopionego w prywatnej adoracji Boga. Jego pielgrzymka była świadectwem wyrażanym słowem, gestem, postawą. Przekonywała, że świat ma alternatywę. Nie jest skazany na ustawiczny konflikt, rywalizację, wojnę. Myślę, że świat bardzo czekał na takie świadectwo.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...