Aresztowanie sumienia

11 maja policja zatrzymała 90-letniego kardynała Josepha Zena, emerytowanego arcybiskupa Hongkongu. To uderzenie zarówno w chiński kościół, jak i w hongkoński ruch demokratyczny.

Mimo podeszłego wieku kard. Joseph Zen pozostaje jednym z najodważniejszych i najaktywniejszych obrońców chińskiego Kościoła oraz hongkońskiej demokracji. Dzięki uczestnictwu w demonstracjach, sprzeciwie wobec łamania praw człowieka, wspieraniu więzionych i prześladowanych zyskał miano „sumienia Hongkongu”. Zakres swobód byłej brytyjskiej kolonii jest jednak konsekwentnie zawężany przez Pekin, a proces ten dodatkowo przyspiesza, od kiedy nowym szefem lokalnej administracji został John Lee – całkowicie uległy Pekinowi były oficer policji.

Kardynał Zen został aresztowany z tytułu złamania kontrowersyjnego „prawa o bezpieczeństwie narodowym”. Choć wkrótce potem zwolniono go za kaucją, zabroniono mu opuszczać kraj, a jego proces ruszy przed końcem maja. W tej sytuacji pod znakiem zapytania stoi przetrwanie porozumienia Watykanu z Chinami, które w razie braku przedłużenia upłynie w październiku tego roku.

Ostoja hongkońskiej opozycji

Joseph Zen urodził się w 1932 roku w Szanghaju, ale po wygraniu wojny domowej przez komunistów uciekł do Hongkongu w obawie przed prześladowaniami za wiarę. Z tym miastem związał swoje dalsze życie. Wstąpił do miejscowego zakonu salezjanów, w 1961 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W 1996 r. został biskupem Hongkongu, a 10 lat później papież Benedykt XVI wyniósł go do godności kardynalskiej. Ze względu na zaawansowany wiek w 2009 r. kard. Zen zrezygnował z urzędu biskupa.

Szczególny szacunek, jakim w Hongkongu cieszy się kardynał, wynika nie tylko z jego pracy duszpasterskiej, ale i działalności społeczno-politycznej. Właśnie z tym w pierwszej kolejności należy wiązać jego aresztowanie i proces. Po zakończeniu w 1997 r. brytyjskiego panowania nad Hongkongiem i przekazania go Chinom kard. Zen wspierał wszystkie protesty wybuchające w odpowiedzi na próby ograniczania przez Pekin niezależności miasta i podkopywania zasady „jeden kraj – dwa systemy”. Uczestniczył w demonstracjach w latach 2003 i 2004 przeciw zakusom ograniczenia autonomii Hongkongu. W 2011 r., w wieku 79 lat, podjął głodówkę w obronie niezależności szkół religijnych. W 2014 r. wspierał tzw. rewolucję parasolek, przeciwko narzuconym przez Pekin zmianom lokalnego prawa wyborczego. W 2019 r. uczestniczył w skutecznej akcji zablokowania prawa umożliwiającego ekstradycję z Hongkongu do Chin. W maju 2020 r., w cieniu pierwszej fali koronawirusa, Xi Jinping zadał jednak decydujący cios hongkońskiej demokracji, wprowadzając do lokalnego prawodawstwa napisaną w Pekinie ustawę o bezpieczeństwie narodowym. Stanowi ona narzędzie do generalnej rozprawy z opozycją. Za dokonanie „sabotażu”, „terroryzmu” oraz „działań na rzecz secesji” grożą drakońskie kary, z dożywociem włącznie. Najważniejsi działacze opozycji zostali zamknięci w więzieniach lub zmuszeni do emigracji, rozprawiono się też z opozycyjnymi mediami.

Mimo gęstniejącej atmosfery, Joseph Zen nie ograniczył swojej aktywności. Dołączył do powołanej w 2019 r. organizacji 612 Humanitarian Relief Fund. Zajmuje się ona udzielaniem pomocy materialnej i prawnej osobom więzionym oraz poszkodowanym w wyniku brutalności policji. Kardynał stale odwiedzał też osadzonych w więzieniach. Zainicjowana na początku roku nagonka prorządowych mediów na sędziwego duchownego wywołała obawy, że władze „wezmą się” także za niego. Groźby urzeczywistniły się 11 maja. Razem z kardynałem w stan oskarżenia postawiono też innych najważniejszych działaczy Relief Fund – piosenkarkę i aktorkę Denise Ho, prawniczkę Margaret Ngoi oraz nauczyciela akademickiego Hui Po-Keunga.

Rządy twardej ręki

„Aresztowanie 90-letniego kardynała za pokojową działalność to szokujące nowe reguły w Hongkongu, pokazujące upadek standardów ochrony praw człowieka w tym mieście” – oceniła organizacja Human Rights Watch. Zatrzymanie kard. Zena skrytykowały Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska. Ten zuchwały krok należy wiązać z wyborem nowych władz Hongkongu, które porzuciły już wszelkie pozory w ślepym realizowaniu poleceń płynących z Pekinu. 8 maja na nowego przewodniczącego lokalnej administracji (tzw. szefa egzekutywy) wybrano Johna Lee. Od 2014 r., po zmianach wprowadzonych pod naciskiem Chin, wyboru dokonuje ograniczone do 1500 osób grono elektorskie. Tym razem nie było nawet kontrkandydatów, elektorzy mieli jedynie zatwierdzić wskazanego w Pekinie nominata. Chińskie władze wystosowały po głosowaniu cyniczne oświadczenie: „Społeczeństwo Hongkongu wykazało wysoki poziom akceptacji dla Johna Lee […] to prawdziwa demonstracja ducha demokracji”.

65-letni John Lee przez całą zawodową karierę związany był ze służbami mundurowymi. Zaczynał jako policjant, stopniowo piął się w hierarchii. Za poprzedniej szefowej egzekutywy – Carrie Lam – został sekretarzem do spraw bezpieczeństwa, a później głównym sekretarzem Hongkongu – to drugie najważniejsze stanowisko w lokalnej administracji. Lee odpowiadał za brutalne stłumienie demonstracji w 2019 r., gdy policja używała gazu łzawiącego, gumowej i twardej amunicji. Został za to objęty sankcjami przez amerykański rząd (ma zakaz wstępu do USA), a także zablokowano jego oficjalne konto na serwisie YouTube. John Lee nie udaje, iż zamierza prowadzić w Hongkongu niezależną politykę. Jego manifest programowy nie został nawet wydany po angielsku (choć to drugi oficjalny język w mieście). Jako priorytety swojej kadencji wymienia „zapewnienie porządku i stabilności”, „eliminację w Hongkongu ekstremizmów i dążeń niepodległościowych”, a także „zacieśnianie współpracy z innymi miastami Chin”.

Choć Lee formalnie obejmie urząd 1 lipca, aresztowanie grupy opozycjonistów, z kardynałem Josephem Zenem na czele, należy uznać za początek nowego etapu „dokręcania śruby” w byłej brytyjskiej kolonii. Kolejnym zapowiadanym krokiem jest rozprawa z ostatnimi niezależnymi dziennikarzami. Posłuży do tego ustawa zakazująca propagowania fake newsów. Pacyfikacji nastrojów sprzyja też utrzymywanie w życiu epidemicznych restrykcji, które zabraniają zgromadzeń większych niż trzy osoby.

Mieszkańcom Hongkongu, którzy nie chcą pogodzić się z utratą niezależności ich miasta od Pekinu, pozostaje tylko emigracja. W zeszłym roku 100 tysięcy ludzi skorzystało z zaoferowanej przez brytyjskie władze uproszczonej ścieżki ubiegania się o obywatelstwo. Popularnymi kierunkami migracji są też Tajwan, Australia i Stany Zjednoczone.

Zagrożone porozumienie

Aresztowanie kardynała Zena stwarza dodatkowy punkt zapalny w skomplikowanych relacjach Watykanu z Chinami. Formalnie od 1951 r. nie istnieją między nimi oficjalne stosunki. Chińscy katolicy, których jest co najmniej 12 milionów, przez dekady byli ofiarami prześladowań ze strony komunistów, a ich jedność rozbijana jest przez Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich – organizację stworzoną przez komunistyczne władze i w pełni przez nie kontrolowaną. Mimo to od lat trwały dyskretne negocjacje, aż w końcu, w październiku 2018 r., poinformowano o zawarciu porozumienia. Jego pełna treść została utajniona, wiadomo natomiast, że uregulowano jeden z głównych punktów zapalnych – kwestię mianowania biskupów. Mają ich wybierać chińskie władze, ale Watykan zachował prawo do odrzucenia kandydatur. Porozumienie ma doprowadzić do pojednania z tzw. patriotycznym Kościołem, zagwarantować katolikom wolność od prześladowań i umożliwić prowadzenie w Chinach działalności ewangelizacyjnej.

Zawarte na dwa lata porozumienie w październiku 2020 r. przedłużono o kolejne dwa. Nie brakowało głosów krytykujących ten układ, m.in. ze strony administracji USA za czasów Donalda Trumpa. Papież Franciszek odpierał zarzuty, mówiąc, że „trudny dialog jest lepszy niż żaden”, i porównywał to do walki o wolność Kościoła za żelazną kurtyną w czasach zimnej wojny.

Nieprzejednanym krytykiem tego układu jest również kard. Joseph Zen, który nie ma złudzeń co do prawdziwych intencji Pekinu. Emerytowany kardynał pisał w tej sprawie do papieża, a na swoim Facebooku ogłosił nawet, że „Watykan sprzedał chińskich katolików”, za co spotkał się z napomnieniem hierarchii kościelnej. Watykan po aresztowaniu kard. Zena wydał oświadczenie wyrażające zaniepokojenie i zapowiedział, że „będzie uważnie śledzić rozwój sytuacji”. Sekretarz stanu, kardynał Pietro Parolin powiedział dziennikarzom, że proces Zena nie oznacza zerwania porozumienia z Pekinem. Z pewnością stanowi jednak zły prognostyk przed jesienią, gdy okaże się, czy układ będzie przedłużony. Aresztowanie kardynała to tylko jeden z wielu w ostatnich miesiącach dowodów narastania totalitarnych tendencji w Chinach, ich zamykania się na świat i braku tolerancji dla jakichkolwiek niezależnych organizacji, w tym Kościoła katolickiego. Nieprzejednana postawa sędziwego kardynała Zena na pewno niesie jednak otuchę coraz bardziej uciskanemu Hongkongowi i chińskiemu Kościołowi.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama

Reklama