Wypijemy drugą kawę

O wewnętrznym paraliżu, tajemnicach pustych domów, nauce historii i spoglądaniu na słonia z ks. Rolandem Zagórą, proboszczem parafii ewangelicko--augsburskiej w Nidzicy, rozmawia Krzysztof Kozłowski.

Krzysztof Kozłowski: Rozpoczął się okres modlitw o jedność chrześcijan. Ksiądz głosił homilię podczas inaugurującej Mszy św. we Fromborku.

Ks. Roland Zagóra: Była to dla mnie niezwykła chwila, która wywołała we mnie pewien paraliż wewnętrzny. Ten mój lęk nawiązywał do Ewangelii z tego dnia, dotyczącej uzdrowienia chromego, o którym mówi ewangelista Jan, wskazując na aspekt psychologiczny, jakim jest nasz lęk. Było to związane z informacją, że wygłaszałem kazanie jako pierwszy ksiądz ewangelicki w historii katedry fromborskiej. Ale było to również dla mnie pewne powtórzenie, bo wcześniej pracowałem przez kilka miesięcy w parafii w Elblągu, też jako pierwszy po 1945 roku pracujący tam na stałe ksiądz. Jednak zostałem przeniesiony na południe, na Śląsk Cieszyński, do Jaworza. Później otrzymałem misje kanoniczną do Krakowa. W Krakowie stanąłem przed wyborem, czy zostaję w tym mieście, gdzie tworzono duszpasterstwo wojskowe, czy idę na parafię do Nidzicy. Nie był to łatwy wybór.

Rozumiem, piękny Kraków i piękna Nidzica. W Krakowie jest nieco więcej piękna.

(śmiech) Nie o to chodzi. Mój dziadek był kapitanem Armii Krajowej. Tworzył jednostkę partyzancką na Zaolziu. Także moja rodzina związana jest z historią wojska, o czym wiedział biskup. Po wojnie mój dziadek został nominowany na stanowisko kuratora diecezjalnego, który jest w naszym kościele, ze strony świeckiej, prawą ręką biskupa. Jednak moja potrzeba służby duszpasterskiej była inna. Pojawiła się Nidzica i to miejsce wybrałem.

Kiedy Ksiądz przyjechał do Nidzicy, po doświadczeniach pracy na południu Polski, jakie Ksiądz miał pierwsze wrażenia po zetknięciu się z mazurską społecznością?

Same Mazury są dla mnie wyjątkowym miejscem. Kiedy byłem dzieckiem, z rodzicami wyjeżdżałem często na obozy młodzieżowe do Jerutek koło Szczytna. Z sentymentem parę lat temu zabrałem mamę w podróż po Mazurach. Odnajdywaliśmy stare miejsca, poszukując swoich wspomnień, historii ścieżek, drogi prowadzącej do jeziora, która była dawniej dla mnie zawsze za długa – byłem wtedy mały – czy osób, chociażby ówczesnego sołtysa tej wsi. Wtedy pojawiły się we mnie obrazy dawne, dziecięce, ale i współczesne. Podczas tej sentymentalnej podróży uświadomiłem sobie, że w mojej pamięci pozostały obrazy wielu pustych domów, czasem bez szyb, zapuszczonych sadów. Budziły one we mnie przerażenie. Nie rozumiałem, co się stało. Wiele mieszkających tutaj rodzin opuściło swoje strony. Przychodząc w 1995 r. na tę parafię, świadomy tego, próbując lepiej zrozumieć tych, którzy tu pozostali, zacząłem zagłębiać się w historię Mazur. Człowiekowi bowiem możemy lepiej służyć, lepiej go spotkać w jego emocjach, jeśli rozumiemy wszystkie bariery mentalne, które go ograniczają.

Ucząc się tej historii, zapamiętałem historię starego Mazura opowiedzianą mi po jego śmierci przez jego braci. Kiedy Sowieci wkroczyli na te ziemie, byli oni świadkami, delikatnie mówiąc, odebrania godności ich matce przez żołnierzy. W tym zdarzeniu pamiętają również, jak zostali wyrwani z zadymionego domu, gdyż ich mama chciała wraz z nimi popełnić samobójstwo. Ten człowiek, opowiadając mi tę historię, mimo upływu dziesiątek lat, płakał. Przychodząc tu, musiałem nauczyć się delikatności w spotkaniach z ludźmi, którzy – nie tylko ewangelicy – mają jakieś obciążenia mentalne, czy też związane z historiami rodzin. Wiem, że jestem tu, aby łączyć, a nie dzielić. Być po to duszpasterzem, aby znaleźć wspólną nić. Dlatego tak bliski jest mi ekumenizm. Na Śląsku Cieszyńskim jest zupełnie inna rzeczywistość. Na tych terenach, gdzie jesteśmy małą wspólnotą, czasem patrzymy na Kościół katolicki jak myszka na słonia.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Cyprian65
    19.01.2014 07:54
    W dobie mieszania pojęć i rzeczywistości warto pamiętać, że w tym przypadku powinna być mowa o pastorze Rolandzie Zagóra, a nie księdzu. W zwrocie "pastor" nie ma nic obrażliwego. Tytuł "ksiądz" odnosimy do duchownych, którzy otrzymali święcenia kapłańskie.
  • B.
    19.01.2014 10:24
    Tylko ten mężczyzna nie jest KSIĘDZEM, ale PASTOREM. Przecież ewangelicy nie mają sukcesji apostolskiej! Dlaczego na katolickiej stronie wprowadzacie w błąd!
  • Andrzej_Macura
    19.01.2014 19:58
    Andrzej_Macura
    Polscy luteranie chcą, by wobec ich duchownych używać tytułu ksiądz. Więc używamy. Podobnie prawosławni. Nie chcą, by używać określenia "pop". Też wolą ksiądz. Zwracanie się do nich per "ksiądz" tudzież pisanie o nich w ten sposób to po prostu wyraz elementarnej kultury.

    Stwierdzenie, że zaciemnia to teologię sakramentu kapłaństwa to nieporozumienie. Kapłan i ksiądz to chyba jednak dwa różne słowa. A samo "ksiądz" pochodzi od słowiańskiego "kniaź" oznaczającego przywódcę, później księcia...

    I jeszcze jedno. Polscy luteranie szczycą się, że dbają o sukcesją apostolską. Między innymi przez kontakty z luteranami ze Szwecji. "Nie mają sukcesji apostolskiej" to w akurat ich wypadku teza dyskusyjna...
  • Ewangelik
    20.01.2014 12:31
    Żeby rozwiać wątpliwości, jako Ewangelik powiem tylko, że do duchownych zwracamy się "ksiądz" a nie "pastor".
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.