Rząd 4 miejsce 37

W naszej mentalności tkwi przywiązanie do raz wybranego miejsca. Ale miejsce w Kościele, to nie miejsce w konkretnej ławce.

Taką informację znajdziemy na bilecie do kina, teatru, opery, filharmonii. Jeśli ktoś dużo podróżuje koleją, to kupując bilet (oczywiście w zależności od pociągu), otrzymuje miejscówkę z numerem wagonu i oznaczonym miejscem do siedzenia. Cena biletu do instytucji kultury uzależniona jest od miejsca na widowni, a w pociągu od klasy wagonu i przewoźnika. Jednak bez względu na to, gdzie siedzimy w teatrze, uczestniczymy w tej samej sztuce, i niezależnie od tego, jaką klasą pociągu podróżujemy, docieramy do tego samego celu. Różnica jest jedynie w komforcie. Numerowanie miejsc wprowadza porządek, ale też poczucie „bezpieczeństwa” u widzów i podróżnych, że wykupione miejsce na nich czeka.

W niektórych starych kościołach na oparciach ławek czy na pulpitach też widnieją numery, które wskazują na to, że podobna praktyka miała miejsce w świątyniach chrześcijańskich. Nieraz przy budowie kościołów, poprzez składanie datków na budowę świątyni, wykupywano sobie miejsce w ławce. Zdarzało się, że miejsce takie było „przypisane” konkretnemu majątkowi, w wyniku czego ktoś, sprzedając swoją posiadłość ziemską, jednocześnie przekazywał miejsce w kościele nowemu właścicielowi. Te czasy już minęły, choć może są osoby, które płacąc składkę parafialną, uważają, że tym samym „opłacają” swoje miejsce w kościele.

Tak oczywiście nie jest, ale gdzieś w naszej mentalności tkwi przywiązanie do raz wybranego miejsca. Od najmłodszych lat przyzwyczajałem się do miejsc i choćby wokoło było sto innych i choćby „moje” nie należało do najbardziej komfortowych, to było ono „moje” i nie byłem zadowolony, jeśli ktoś mi to miejsce (najczęściej zupełnie nieumyślnie) zajmował. Miejsca w Kościele lepiej jednak nie wiązać z określonym miejscem w ławce, choć nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że staramy się zajmować to miejsce jak najczęściej.

W byciu członkiem jakiegokolwiek Kościoła chodzi raczej o znalezienie sobie takiego miejsca, z którego można nie tylko być obserwatorem i konsumować, ale z którego można czynnie i aktywnie uczestniczyć w życiu swojej społeczności, angażować w nią swoje talenty, zdolności i czas. Taki sposób wyznaczenia swojego miejsca w Kościele nie ma na celu zasłużenie sobie na uznanie innych, ale doświadczanie bycia częścią konkretnej zbiorowości i „żywym budulcem” Kościoła Jezusa Chrystusa.

Warto i zawsze można szukać swojego miejsca w Kościele. Miejsca te, na szczęście, nie są limitowane i wszystkie są równie ważne. Czy znalazłeś już swoje?

***

Autor tekstu jest teologiem i duchownym ewangelickim.. Artykuł pochodzi z „Warto” - nowoczesnego czasopisma o relacjach i duchowości. Więcej tekstów na www.warto.cme.org.pl

Rząd 4 miejsce 37  

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama

Reklama