Ominąć rezolucję

„Oczywiście bezzasadne” – takie według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest pozwolenie na to, by osoba przeciwna aborcji pracowała w szpitalu.

Dwie szwedzkie położne dochodziły swoich praw po tym, jak zwolniono je z pracy z powodu odmowy uczestniczenia w aborcjach. Skargi Ellinor Grimmark i Lindy Steen zostały jednak odrzucone przez trzyosobowy komitet, więc nie zostaną nawet oficjalnie rozpoznane przez sędziów. W ten sposób Trybunał ominął rezolucję, której treści powinien przestrzegać.

Chrześcijanek nie zatrudniamy

Ellinor Grimmark ma 44 lata i należy do Kościoła Zielonoświątkowego. Od 2010 roku pracowała jako pielęgniarka w miasteczku Eksjö na południu Szwecji. W 2012 roku podjęła obowiązki na oddziale geriatrycznym miejscowego szpitala, a w 2013 roku zaczęła się uczyć zawodu położnej, żeby przenieść się na oddział położniczy. Pracodawca, czyli władze hrabstwa, zgodził się pokryć koszt studiów – równowartość ok. 7 tys. zł miesięcznie. Najwyraźniej zależało mu na pracownicy, gdyż w Szwecji na ogół brakuje pielęgniarek i położnych. Jak zauważa Ruth Nordström, adwokat reprezentująca Ellinor Grimmark, 80 proc. hrabstw zgłasza problemy ze znalezieniem chętnych do tej pracy.

Szukając zajęcia na czas studenckich wakacji, Ellinor Grimmark zgłosiła się do szpitala w Högland. Zaznaczyła wyraźnie, że nie chce pracować przy wykonywaniu aborcji. Po kilku dniach odebrała telefon. Jak mówiła, zdenerwowany pracownik szpitala pytał, jak wyobraża sobie bycie położną, skoro nie chce asystować przy terminacjach. Ellinor nie została zatrudniona. W tej sytuacji zaczęła się starać o pracę w pobliskiej klinice dla kobiet. Już na początku poinformowała przyszłego pracodawcę, że ze względu na swoje przekonania nie chce uczestniczyć w aborcjach. Proponowała, że zamiast tego będzie brać nocne i świąteczne dyżury. Kierownictwo kliniki wyraziło zgodę na takie rozwiązanie. Grimmark zaczęła pracę na oddziale geriatrycznym, a w wakacje miała podjąć obowiązki położnej. Przełożeni potwierdzili, że odmowa wykonywania aborcji nie będzie problemem. Jednak po kilku miesiącach pielęgniarka dostała e-maila z informacją, że nie będzie wyjątków – nawet podczas pracy wakacyjnej aborcje trzeba wykonywać. Ellinor zaczęła szukać nowej pracy. W szpitalu w Värnamo zaproponowano jej stanowisko z miesięczną pensją wynoszącą 26 tys. koron miesięcznie (ponad 10 tys. zł), jednak i tu z powodu swoich przekonań ostatecznie nie została zatrudniona. Już wcześniej otrzymała od władz hrabstwa wiadomość, że cofnięto jej opłatę za naukę. Dokończyła studia, płacąc za nie z własnej kieszeni.

Niższe stanowisko

Historia Lindy Steen jest bliźniaczo podobna do tej, która przydarzyła się Ellinor. Linda przez siedem lat pracowała jako pielęgniarka w Malmköping w hrabstwie Södermanland leżącym niedaleko Sztokholmu. W 2014 roku zaczęła podyplomowy kurs położniczy na koszt samorządu. Dostała też podwyżkę. Zarabiała teraz 17 tys. koron, czyli niecałe 7 tys. zł miesięcznie, a w zamian zobowiązała się pracować po ukończeniu szkolenia przez dwa lata w szpitalu w stolicy regionu, Nyköping. Podczas nauki Linda Steen dowiedziała się, że na oddziale położniczym wykonywane są aborcje. Napisała więc do przełożonych, że nie chciałaby brać w nich udziału. Władze szpitala odpowiedziały, że w takim razie nie może podjąć tam pracy. Linda dostała czas na przemyślenie swojej decyzji, ale ponieważ nie zmieniła zdania, szpital wypowiedział jej umowę, tłumacząc: „Klauzula sumienia nie należy do naszej polityki działania (...). Nie mamy możliwości ani zamiaru stosować wyjątków”.

Szukając innego zajęcia, Linda Steen zgłosiła się do szpitala w pobliskiej Eskilstunie. Już na wstępie zaznaczyła, że nie chce asystować przy aborcjach. Najwyraźniej nie stanowiło to problemu dla kierownictwa placówki, bo Lindę zaproszono na rozmowę o pracę. Jednak kiedy informacja o tym dotarła do działu kadr hrabstwa, spotkanie odwołano. Wbrew własnej woli Linda wróciła na dawne stanowisko pielęgniarki w Malmköping i pozostała na nim, choć parę miesięcy później uzyskała dyplom położnej.

Pełnomocnik nie widzi problemu

W ponad 20 krajach Unii Europejskiej obowiązuje klauzula sumienia, dzięki której pracownicy szpitali nie muszą brać udziału w aborcjach. W Szwecji takiego prawa nie ma. W praktyce ponad połowa tamtejszych położnych nie asystuje przy aborcjach, ale jeśli szpital tego zażąda, pracownik nie będzie mógł odmówić, ponieważ nie jest chroniony przez prawo. To jeden z powodów, dla których walka sądowa obu położnych w ich rodzinnym kraju zakończyła się niepowodzeniem.

Ellinor Grimmark zgłosiła się najpierw do pełnomocnika ds. równości. To szwedzka instytucja wydzielona jedenaście lat temu z urzędu rzecznika praw obywatelskich. Pełnomocnik, jak czytamy na jego oficjalnej stronie, „pracuje wspólnie z parlamentem Szwecji i rządem na rzecz promocji równych praw i szans oraz walczy z dyskryminacją”. Przedmiotem jego zainteresowania są przypadki łamania prawa ze względu na czyjąś płeć, transseksualizm, pochodzenie etniczne, religię lub inne wierzenia, niepełnosprawność, orientację seksualną albo wiek. W przypadku Ellinor Grimmark urząd nie dopatrzył się naruszenia wolności sumienia. Uznał, że przeprowadzanie aborcji jest obowiązkiem położnej. Stwierdził też, że nie doszło do dyskryminacji ze względu na wyznanie, bo pracownica należąca do innej religii, odmawiająca wykonania innej czynności służbowej, zostałaby potraktowana tak samo.

Gdy Ellinor Grimmark pozwała władze hrabstwa, sądy – najpierw cywilny, a potem pracy – podzieliły opinię rzecznika. Zdaniem sędziów pracodawcy nie złamali też Europejskiej konwencji praw człowieka, gwarantującej wolność wyznania. Sądy obciążyły położną kosztami procesu wynoszącymi 900 tys. koron. Przeciwko niej wystąpiła też Mona Sahlin, lewicowa polityk będąca pełnomocnikiem ds. zwalczania ekstremizmu. Sahlin publicznie porównała położne odmawiające udziału w aborcji do dżihadystów z Państwa Islamskiego.

Także Linda Steen przegrała w szwedzkich sądach. Sędziowie uznali, że dokonywanie aborcji było jej obowiązkiem. Stwierdzili też, że choć nie mogła być położną, nadal pracowała jako pielęgniarka, więc nie była dyskryminowana przez pracodawcę.

Bez wokandy

Obie położne pracują w tej chwili w Norwegii. Podobnie jak w Szwecji aborcja jest tam dostępna na życzenie, ale prawo zawiera klauzulę sumienia. Obie też złożyły skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Powołały się na trzy artykuły Europejskiej konwencji praw człowieka zapewniające wolność sumienia, wyznania i głoszenia poglądów, a także zakazujące dyskryminacji. Ich argumentem miała być ponadto rezolucja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy z 2010 roku. Zgodnie z jej treścią „żadna osoba, szpital ani instytucja nie może być przymuszona, pociągana do odpowiedzialności ani w żaden sposób dyskryminowana z powodu odmowy przeprowadzenia, udzielenia, asystowania lub podporządkowania się wykonaniu aborcji”. W przeciwieństwie do krajowych sądów, dla których rezolucja nie ma mocy wiążącej, Trybunał musi się do niej stosować. Sędziom udało się ją jednak ominąć. W jaki sposób? Zgodnie z przepisami obie sprawy trafiły najpierw do trzyosobowego komitetu. W jego skład weszli maltańska sędzia Lorraine Schembri Orland, co najmniej od końca lat 80. ub. wieku współpracująca z ruchem feministycznym, a także Szwed Erik Wennerström, pełniący m.in. funkcję doradcy Szwedzkiej Agencji ds. Równości Płci. Trzecim sędzią był Cypryjczyk Georgios A. Serghides. Komitet tego samego dnia jednogłośnie odrzucił obie skargi, uznając je za „oczywiście bezzasadne”. Oznacza to, że sprawy nie zostaną osądzone przez Trybunał. Taka decyzja jest ostateczna i nie można się od niej w żaden sposób odwołać. Ellinor Grimmark i Linda Steen pozostaną więc bez pomocy. W podobnej sytuacji znajdą się prawdopodobnie każda inna położna czy lekarz ze Szwecji, którzy liczyliby na wsparcie trybunału powołanego do ochrony praw człowieka. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |