Zakaz wyciągania pistoletów

O tym, po co robić coś razem, skoro możemy zrobić to samodzielnie z Andrzejem Sionkiem rozmawia Marcin Jakimowicz.

Co stało się w ciągu ostatnich dziesięciu lat? Gdy przed dekadą mój znajomy nawrócił się w jednym z Kościołów ewangelikalnych, modlono się nad nim o wypędzenie „demona katolicyzmu”. Dziś ci sami ludzie modlą się wraz z katolikami… Protestant Piotr Nazaruk, lider TGD, w czasie koncertu pyta: „Czy jest na sali ksiądz katolicki?”, a potem prosi go, by pobłogosławił publikę. Mate.O, protestant z dziada pradziada, czy Natalia Niemen opowiadają o papieżu Franciszku…

Trudno mi opowiadać o stronie protestanckiej. Wiem jednak, że akcja zawsze rodzi reakcję. Jednym z podstawowych powołań stowarzyszenia En Christo jest praca na rzecz odbudowy jedności chrześcijan. Jedność – uświadomiliśmy sobie – jest po to, by była przeżywana. Dokładnie tak samo jak ze słowem Bożym, które może stanowić przygodę intelektualną czy być przedmiotem egzegezy, ale ostatecznie zostało nam dane po to, by było przeżywane. Jezus jest życiem... Rozsiedliśmy się wygodnie w fotelach, rozmyślając o tym, co opowiadał Jezus, i zapomnieliśmy, że… tym przesłaniem mamy żyć! Życie rodzi się z życia! Już ksiądz Franciszek Blachnicki, wielki apostoł jedności, stawiał przed wspólnotami wezwanie, aby budować taki Kościół, który nie będzie w sobie nosił zarzewia podziału.

Gdy na rekolekcje do Lanckorony trafiali protestanci, nie patrzyliście na siebie nieufnie? Musieliście się „obwąchać”?

To był proces trwający całe lata. Powiem krótko: podłoga w miejscu spotkań jest nasiąknięta łzami. Jedność w doktrynie jest dla nas ważna, ale dopiero kiedy brak jedności jest przeżywany we wzajemnej bezpośredniej bliskości, odczuwamy, jaki to ból. Jeżeli przeżywamy naszą jedność, to przeżywamy ją najpierw w Duchu Świętym. Im głębsza jest nasza relacja z Bogiem, tym stajemy się dla siebie bliżsi, milsi i serdeczniejsi. Gdy przeżyłem swój chrzest w Duchu Świętym, gdy widziałem, że coś jest miłe Bogu, to niezależnie od denominacji odbierałem to jako „swoje”. Szukałem tego, co pochodzi od Ducha, co jest miłe Bogu. To pchnęło mnie na drogi jedności. Nie było dla mnie zgorszeniem, gdy zielonoświątkowi liderzy przeżywali w zadziwieniu: „O Boże, oni śpiewają nasze piosenki! O Boże, oni posługują naszymi darami” (śmiech)...

To nie pycha? Nasze dary, wasze dary… Słyszałem zarzut, że Odnowa kupiła charyzmatyczny pakiet w promocyjnej cenie od zielonoświątkowców…

Mając mentalność komercyjną, kierując się prawami rynku, chcemy wprząc Boga w ten handlowy mechanizm. Łaskę traktujemy jak walutę, charyzmaty jak narzędzie osobistej promocji i… nie wyrastamy nigdy z „duchowego pampersa”. Mówiąc brutalnie: robimy całe życie pod siebie. Bawimy się w Kościół, który wiecznie odnosi się jedynie do samego siebie. Musimy zdać sobie sprawę, że charyzmat, czyli przychylność Boża nam dana, stanowi źródło naszego wywyższenia, ale dokonuje się z uwagi na to, by być błogosławieństwem dla innych. Stąd wypływa nasze poszukiwanie jedności, którego źródłem jest doświadczenie Ducha Świętego. Nie może On być inaczej zrozumiany jak tylko i wyłącznie w kontekście jedności. Dlatego też wszystko budowane na kontrowersji, podziałach, różnicach, wcześniej czy później, musi runąć.

O. Raniero Cantalemessa mówi, że przeżywamy dziś „jedność Ducha”: wspólnie się modlimy, Duch w równym stopniu obdarowuje charyzmatami i katolików, i protestantów. To jakaś „jaskółka jedności”?

Wierzymy (i mamy mocne doświadczenie), że Tym, który odbudowuje jedność, jest sam Duch Święty. To Jemu zależy na tym, byśmy mogli modlić się i działać razem, a nie każdy sam, na własną rękę. Od 2009 roku zaczęliśmy gromadzić się wspólnie na uwielbieniu. Przez pierwsze dwa, trzy lata wydawało mi się, że nie dostrzegam konkretnych owoców tych modlitw. Dziś z perspektywy kolejnych trzech lat widzę, że te owoce przyszły, a wspólne uwielbienie ma potężną moc. Wszystko dokonuje się w Jego czasie – nie w naszym. Jesteśmy w służbie Jego strategii, Jego wizji, a nie odwrotnie…

Przed śmiercią rozmyśla się o rzeczach najistotniejszych. Jezus dzień przed ukrzyżowaniem wołał: „aby tak jak My stanowili jedno”. Niewielu katolików nosi w sobie podobne pragnienie.

Jezus był świadomy tego, że przyjdzie podział. Widział, że jedność to różnorodność przetestowana i pojednana w cieniu krzyża. Jedność, która przychodzi w ogniu i Duchu Świętym, jest owocem naszego dogłębnego nawrócenia, odpowiedzią na pytanie, czy jesteśmy tu ze względu na budowanie Jego królestwa, czy też pociągają nas bardziej nasze małe, partykularne interesy. Dlatego Jezus pyta wprost o to, czy znajdzie wiarę, gdy powróci… Potrzebne jest głębokie nawrócenie Kościoła, który niedostatecznie mocno jednoczy się z tą pełną tęsknoty modlitwą Jezusa.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |