Dwaj jezuici razem z jeszcze jedną osobą - przewodnikiem turystycznym - zostali zabici 20 czerwca w kościele w Urique w stanie Chihuahua. Zabójcy zabrali ich ciała, a ich mocodawcą był najprawdopodobniej handlarz narkotyków.
Do morderstwa doszło na północy Meksyku, w wiejskim rejonie stanu Chihuahua. Zabójcy wywieźli gdzieś ciała kapłanów - 79-letniego Javiera Camposa i 80-letniego Joaquína Mory oraz przewodnika Pedra Palmy. Dziś je odnaleziono, ale policja nie zdradza szczegółów.
Nawiązując do tej sprawy, wczoraj papież Franciszek wyraził „ból i przerażenie” z powodu zabójstw i powtórzył, że „przemoc nie rozwiązuje problemów, ale potęguje niepotrzebne cierpienia”.
„Tymczasem Maria Eugenia Campos, gubernator stanu Chihuahua, podkreśliła, że w rejonie Tarahumara, zamieszkałym przez jednolitą grupę etniczną, która jest uważana za jedną z najniebezpieczniejszych w Meksyku, trwa obława z powietrza i na lądzie” - pisze „Avvenire”, największy włoski dziennik katolicki.
Policja i prokuratorzy są przekonani, że sprawcą morderstw może być postać znana jako „El Chueco” (Oszust), szef lokalnej komórki kartelu narkotykowego Sinaloa.
Było to największe masowe porwanie uczniów szkoły od ataku z marca 2024 r.
Lokalny Kościół wskazuje na prawdopodobny udział Boko Haram.
Prawie 5,4 miliarda ludzi żyje dziś w krajach, gdzie wolność religijna jest poważnie naruszana.
Zbliża się 48. Europejskie Spotkanie Młodych Taizé. W Paryżu.